Polska energetyka pojedzie na gazie

Marta Bellon
opublikowano: 28-11-2011, 00:00

Eksperci PGNiG i PGE prognozują, że błękitne paliwo zajmie w przyszłości miejsce węgla

Energetyka oparta na gazie jest czystsza, tańsza i bardziej elastyczna. Ryzyko legislacyjne, mało liberalny rynek gazu, jego wysoka cena i słaba infrastruktura hamują jej rozwój.

Brak koniecznych regulacji i połączeń gazowych z innymi krajami to główne bariery utrudniające zwiększenie znaczenia gazu w wytwarzaniu energii. Jednak przyszła dominacja tego surowca na rynku energetycznym jest nieunikniona. Takie wnioski płyną z debaty ekspertów Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) i Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), zorganizowanej przez „Puls Biznesu”.

— Całą polską energetykę czeka ewolucja. Należy się spodziewać sukcesywnego zastępowania węgla innym paliwem. Naturalnym następcą jest gaz — mówi Piotr Świecki, główny specjalista ds. inwestycji PGE.

— Za 15-20 lat w Polsce gaz będzie dominował w produkcji energii elektrycznej. Podobnie będzie w krajach ościennych — prognozuje Tomasz Karaś, dyrektor departamentu strategii PGNiG.

Unia Europejska, względy ekologiczne i koszty procesu inwestycyjnego motywują polskich producentów energii do zmniejszenia roli węgla w wytwarzaniu energii.

— Wynika to z naszych zobowiązań klimatycznych związanych z obecnością w UE. Emisja dwutlenku węgla jest o blisko 80 proc. większa przy produkcji energii elektrycznej z węgla niż przy wykorzystaniu paliwa gazowego. Proces wytwarzania energii elektrycznej z gazu jest też bardziej sprawny. Również nakłady inwestycyjne na jednostkę mocy są mniejsze w przypadku układów gazowych. To trzy przesłanki przemawiające za tym, by udział tego surowca w bilansie paliwowym dla produkcji energii elektrycznej wzrastał — mówi Piotr Świecki. Promowanie przez UE czystej energii to niejedyny bodziec do odstawienia węgla.

— Może dojść do takiej sytuacji, że cena węgla wzrośnie, co z kolei spowoduje wysoką podwyżkę ceny prądu i sprawi, że jego produkcja nie będzie zyskowna. Mamy dziś kryzys, więc ta cena jest niska, ale w okresie dobrej koniunktury może poszybować. Wtedy na znaczeniu mogą zyskać inne alternatywne źródła energii, takie jak gaz czy atom — mówi Tomasz Karaś.

CO 2 i spółka

Choć gaz ma nad węglem niejedną przewagę, to wciąż dla polskiego inwestora bardziej korzystna, z ekonomicznego punktu widzenia, jest produkcja energii z węgla.

— Warto wziąć pod uwagę także strukturę kosztów operacyjnych przy wytwarzaniu energii elektrycznej. Obecnie dochodzi nam koszt dwutlenku węgla. Słyszymy o scenariuszach, w których relacja kosztów węgla i CO 2 będzie wynosić około 50/50. Z kolei w przypadku projektów gazowych długoterminowe prognozy pokazują, że ta struktura cenowa będzie zupełnie inna — 70-80 proc. to będzie koszt gazu, a cena CO 2 będzie stanowiła kilkanaście do 20 proc.

Trzeba też pamiętać, że na koszt wytwarzania energii elektrycznej wpływa nie tylko paliwo. Gdy wejdą w życie nowe regulacje związane z liberalizacją rynku gazu oraz „żółtymi certyfikatami”, należy oczekiwać zmian relacji cen poszczególnych paliw — mówi Piotr Świecki. Uczestnicy debaty są zgodni co do tego, że liberalizacja rynku gazu zapowiadana na 2013 r., znacząco wesprze rozwój energetyki opartej na tym surowcu.

Jaka będzie cena gazu po uwolnieniu?

— Pojawiają się różne głosy — jedni mówią, że będzie droższy, inni są przeciwnego zdania. Na początku zapewne będzie trochę droższy. Wynika to z tego, że Polska ma połączenia gazowe głównie z Rosją. Te 1,5 mld m sześc. płynących z Niemiec czy 0,5 mld m sześc. z Czech to kropla w morzu potrzeb krajowej energetyki. Ceny są dziś powiązane z ropą naftową. Jeśli ona drożeje, drożeje też gaz. Mamy coraz trudniejszy dostęp do zasobów kopalnianych. Nie ma nowych znaczących odkryć złóż ropy, ceny będą więc rosły — mówi Tomasz Karaś.

— Nie będzie jednak rozwoju energetyki gazowej w Polsce, jeśli cena gazu będzie tak wysoka jak obecnie. Przy takiej cenie elektrownie gazowe są nierentowne, a budowa elektrociepłowni jest możliwa tylko przy dodatkowym wsparciu. My jako wytwórcy oczekujemy spadku cen przynajmniej do ich poziomu w Europie Zachodniej — mówi Piotr Świecki. Według uczestników debaty, jedną z największych bolączek polskiego rynku energetycznego jest brak odpowiednich regulacji.

— Przygotowujemy obecnie kilka projektów gazowych od kilkudziesięciu do kilkuset megawatów. Opierają się na układach kogeneracyjnych. Zakładamy więc, że będziemy sprzedawać odbiorcom również ciepło. Wszystko wskazuje na to, że przy obecnych relacjach cenowych wytwarzanie energii z gazu w czystej kondensacji nie jest opłacalne. Wszystkie nasze projekty będą miały szansę powodzenia dopiero wtedy, gdy zostanie uregulowana sprawa świadectw pochodzenia, „żółtych certyfikatów”, które wspierają projekty gazowe. Nie jesteśmy w stanie podejmować decyzji o kolejnych inwestycjach, gdy nie ma długoterminowej polityki, która będzie wspierać konkretne rozwiązania technologiczne— podkreśla Piotr Świecki.

— Jeśli inwestor buduje elektrociepłownię opartą na gazie, musi mieć pełną wiedzę, tymczasem brakuje nawet tych podstawowych informacji — dodaje Tomasz Karaś.

Inny kierunek

To jednak nie największy problem. Jest nim brak dostępności dużej ilości gazu na polskim rynku.

— Nie możemy być wyspą, do której gaz płynie tylko z jednego kierunku, czyli ze Wschodu. Musimy mieć fizyczny dostęp do innych rynków gazowych. Mamy również problem z dostępnością gazu w poszczególnych lokalizacjach w Polsce, gdyż istnieją bardzo duże ograniczenia w zakresie dostępności i mocy przesyłowych — zwraca uwagę Piotr Świecki. Idealny plan na najbliższe lata? Budowa gazociągów i przejść granicznych do przesyłu gazu.

— Dziś mamy dwa, przez które płynie do nas gaz z kierunku innego niż Rosja. To raptem 2 mld m sześc. Tymczasem zużycie wynosi 14 mld m sześc.

— mówi Tomasz Karaś. Za kilka, kilkanaście lat, gdy spełnią się optymistyczne scenariusze dotyczące złóż gazu łupkowego, problem z niewystarczającą ilością gazu ziemnego może zejść na drugi plan. Ale tam, gdzie są nadzieje, pojawiają się też wątpliwości.

— Doniesienia o gazie łupkowym śledzimy z zaciekawieniem. Czekamy na efekty. Stawiamy sobie jednak pytanie, czy technologia wydobycia gazu łupkowego pozwoli przewidywać realne możliwości dostarczania gazu w perspektywie 20-30 lat. Dla klienta detalicznego nie jest to tak istotne, ale dla nas taka perspektywa jest kluczowa, gdy podejmujemy decyzję o inwestycji. Oczekujemy, że pojawienie się gazu łupkowego zliberalizuje rynek i będzie miało wpływ na ceny. Trudno w tym momencie powiedzieć jaki. Zapewne nastąpi pewna stabilizacja. Wszyscy chcemy, by Polska miała alternatywne źródła energii — zapewnia Piotr Świecki.

Tomasz Karaś zwraca uwagę, że trudno przewidzieć kształtowanie się ceny gazu łupkowego po wydobyciu.

— Sądzę, że jego wydobycie będzie się opłacać, gdyż cena ropy cały czas rośnie. Dywersyfikacja jest zawsze potrzebna. W przyszłości gazu nam nie zabraknie — mówi Tomasz Karaś. Według uczestników debaty, przyszłej dominacji gazu nie zagrożą nawet elektrownie atomowe.

— Ani atom, ani węgiel nie są dla gazu konkurencją. Elektrownię opartą na tym surowcu można dziś podłączyć do sieci w osiem minut. W przypadku elektrowni węglowej zajmuje to godziny, a nawet dni. Dlatego budowa elektrowni szczytowych opartych na gazie jest najlepszym rozwiązaniem dla systemu eneregtycznego — twierdzi Tomasz Karaś.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane