Polską gospodarkę stać na coraz mniej

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 05-10-2012, 00:00

Kilka lat temu niczym nadzwyczajnym był wzrost PKB ponad 5 proc. Ostatnio oscyluje wokół 3, a będzie jeszcze mniej

Polskiej gospodarce coraz trudniej się rozwijać. Nie jesteśmy już krajem, dla którego normą jest wzrost gospodarczy sięgający 6 proc. rocznie. W dzisiejszej rzeczywistości (przy naszych zasobach pracy, kapitału i wydajności pracy) przyzwoitym wynikiem jest około 3-procentowy wzrost PKB przez kilka lat — szacuje Narodowy Bank Polski (NBP). Właśnie taki jest obecnie tzw. potencjalny wzrost gospodarczy.

Możemy mniej

— Wzrost potencjalny to swoisty wyznacznik poziomu równowagi dla danej gospodarki. Jest to taki wzrost, na jaki tę gospodarkę obecnie stać. Nie jest dla niej ani zbyt szybki, co sprawiłoby, że gospodarka się przegrzewa i rośnie presja inflacyjna, ani zbyt wolny, czyli powodujący spadek cen i wzrost bezrobocia — tłumaczy Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

NBP twierdzi, że w II kw. 2012 r. nasz potencjalny wzrost wyniósł 2,9 proc. — najniżej od niemal dekady. Jeszcze w 2008 r. przekraczał 4 proc., a przed kryzysem prawie 6 proc. Wystarczyły cztery lata, żeby długoterminowy potencjał do wzrostu spadł o połowę.

— To skutek przede wszystkim utrzymującego się kryzysu na rynkach finansowych, który sprawił, że Polsce wzrósł koszt finansowania zagranicznego. Dziś już wiemy, że w perspektywie kilku lat dostęp do zewnętrznego kapitału będzie znacznie trudniejszy niż przed kryzysem — tłumaczy Piotr Kalisz.

Ponadto kryzys gospodarczy obnażył poważne przejawy nierównowagi w gospodarce strefy euro. Długoterminowe prognozy dla Eurolandu są znacznie gorsze niż te z 2008 r. To oznacza, że obniżył się produkt potencjalny krajów Europy Zachodniej, a ponieważ jesteśmy mocno powiązani z tamtymi gospodarkami, produkt potencjalny Polski automatycznie też musiał się obniżyć. Źródła spadku potencjału naszej gospodarki to jednak też skutek naszych wewnętrznych problemów. Po pierwsze, stopniowo hamuje wzrost wydajności naszej gospodarki.

— Po transformacji gospodarczej mieliśmy duże, proste rezerwy, które zwiększały wydajność, np. silny przerost zatrudnienia czy zapóźnienia technologiczne. Niestety, łatwe w uwalnianiu rezerwy stopniowo się wyczerpują — mówi Jacek Kotłowski, dyrektor Instytutu Ekonomicznego NBP.

Po drugie, polskie firmy i rząd coraz mniej inwestują. A to właśnie nagromadzony w formie inwestycji kapitał decyduje o tym, ile dana gospodarka jest w stanie wytworzyć, czyli jaki ma wzrost potencjalny.

— W ostatnich latach silnie spadła skłonność firm do inwestowania w rozwój, np. sprzęt czy hale produkcyjne. Jeśli inwestują, to raczej są to tzw. projekty odtworzeniowe, czyli polegające na tym, żeby wymienić stary sprzęt na nowy. Przedsiębiorcy znacznie rzadziej decydują się na najbardziej pożądane inwestycje, które zwiększają moce produkcyjne firmy — tłumaczy Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.

NBP podkreśla jednak, że spadek potencjału polskiej gospodarki jest i tak relatywnie niewielki jak na problemy, jakie przeżywa świat.

— Skala obniżenia wzrostu powinna być w Polsce zdecydowanie mniejsza niż w innych krajach europejskich. Na nasz rynek wchodzi wyż demograficzny, a przeprowadzona reforma emerytalna zwiększaefektywną podaż pracy — zaznacza Jacek Kotłowski.

Demograficzna bomba

Jak dalej będzie zmieniał się nasz wzrost potencjalny? Ekonomiści nie są dobrej myśli. Według NBP, przynajmniej do końca 2014 r. ten wskaźnik będzie oscylował wokół 2,8-3 proc.

— Biorąc pod uwagę to, co się dzieje w otoczeniu polskiej gospodarki, trudno prognozować wyraźniejsze przyspieszenie produktu potencjalnego w perspektywie najbliższych lat — mówi Jacek Kotłowski.

— Perspektywy dla przyszłej koniunktury nie są na tyle obiecujące, by przedsiębiorcy decydowali się zwiększać nakłady inwestycyjne — dodaje Marcin Mrowiec.

Nic nie wskazuje też na to, by w najbliższych kwartałach znacząco zwiększył się napływ zagranicznego kapitału do Polski. Na rynki finansowe prędko nie wróci euforia porównywalna z tą sprzed załamania w 2008 r. W kilkunastoletniej perspektywie też raczej nie należy spodziewać się, że potencjalny wzrost Polski pójdzie w górę. Nawet jeśli rynki finansowe całkowicie uporają się z obecnymi problemami, nasza gospodarka będzie miała nowe, również bardzo poważne, kłopoty. Najgroźniejszy to demografia.

— Starzenie się społeczeństwa spowoduje, że nasza gospodarka będzie miała coraz mniej rąk do pracy. Przy założeniu, że nie zostaną podjęte jakieś nadzwyczajne działania, np. napływ imigrantów, za 20-30 lat potencjalny wzrost gospodarczy Polski obniży się w okolice 1,5-2 proc. — ostrzega Piotr Kalisz.

Nasz średni wzrost gospodarczy będzie niewiele wyższy od tego w krajach Europy Zachodniej. Nadrabianie cywilizacyjnych zaległości będzie wtedy bardzo powolne.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu