Polska kontra reszta świata

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

Dzięki funduszom zagranicznym można inwestować niemal we wszystko i niemal wszędzie. Ale do niedawna to fundusze inwestujące w Polsce miały lepsze wyniki.

Inwestorzy szukający zysków w funduszach inwestycyjnych nie mogą narzekać na brak wyboru. Do dyspozycji mają ponad 400 krajowych funduszy zarządzanych przez TFI i blisko 600 zagranicznych zarządzanych przez znane światowe marki: Merrill Lunch, Franklin Templeton, Robeco czy HSBC. Na razie walkę o klientów zdecydowanie wygrywają polskie fundusze — na koniec 2007 r. inwestorzy trzymali w nich 134 mld zł, podczas gdy w zagranicznych ledwie 2,51 mld zł. Jednak amatorów światowych funduszy szybko przybywa — tylko w drugim półroczu 2007 r. liczba ich klientów wzrosła dwukrotnie.

Przyciąga ich dużo większy wybór. Zagraniczne firmy oferują kilkaset funduszy, które pozwalają inwestować na całym świecie. Dzięki nim można inwestować w duńskie obligacje czy akcje w Tajlandii. Klienci przyzwyczajeni do klasycznych funduszy akcji, zrównoważonych czy obligacji mogą dostać zawrotu głowy, przeglądając ofertę zagraniczną. Znajdzie się w niej fundusz inwestujący w Europie Wschodniej, ale również taki, który skupił się na Ameryce Łacińskiej, obok nich kolejny zaangażowany w ropę czy węgiel, ale już ten następny — w biotechnologię, jeden będzie nastawiony na spółki stabilne, a inny na te z największym potencjałem wzrostu… Jednym słowem: możliwości zagranicznych zarządzających są niemal nieograniczone.

Co więcej te fundusze zarządzane są przez ogromne instytucje z wieloletnim doświadczeniem i biurami na całym świecie. Pracują w nich najlepsi specjaliści. To wszytsko gwarantuje dobrą jakość zarządzania.

Jakby tego było mało, zagraniczne produkty wcale nie są droższe: opłaty dystrybucyjne są porównywalne, a opłata za zarządzanie jest często niższa w krajowym funduszu. Nie oznacza to jednak wcale, że całą uwagę powinniśmy skierować na amerykańskich czy luksemburskich potentatów.

Zagraniczne wymagają dużo wyższych wpłat minimalnych, więc przeznaczone są dla zamożniejszych inwestorów. Poza tym, z nielicznymi wyjątkami, ich jednostki są wyceniane w euro lub dolarze.

A inwestycja walutowa wiąże się z ryzykiem kursowym. Może obniżyć wynik inwestycji o kilka procent. Dlatego, jeśli fundusze zagraniczne, to lepiej te akcyjne, bo dają nadzieję na wyższe zyski. W przypadku funduszy obligacji może się okazać, że w wyniku zmiany kursu na funduszu stracimy.

Nie bez znaczenia są też kwestie prawne, a konkretnie podatkowe. Przy inwestycji w polskie fundusze inwestor nie musi się niczym przejmować, bo to TFI potrąci i odprowadzi za niego podatek. W przypadku zagranicznych inwestor sam musi wypełnić PIT, co może być sporym kłopotem, jeśli dokonywał wielu transakcji. l

Foto: Grzegorz Kawecki, Tomasz Pikuła

Cezary Burzyński

prezes PKO TFI

Warto inwestować w polskie fundusze, bo w naszej części Europy jest spory potencjał wzrostu. Gospodarki rozwijają się dynamicznie, a w ślad za nimi rozwija się rynek kapitałowy. W ostatnich latach to na warszawskiej giełdzie można było zarabiać najwięcej. Co istotne, inwestycja w polskie fundusze nie jest obarczona ryzykiem walutowym, które może znacząco wpłynąć na wynik. Poza tym polskim inwestorom jest łatwiej śledzić wydarzenia na krajowym rynku. W przypadku rynków zagranicznych skazani są najczęściej na wiedzę doradcy.

To nie oznacza, że nie warto myśleć o inwestowaniu na zagranicznych rynkach. By zmniejszyć ryzyko należy rozłożyć kapitał na różne rynki. A, żeby inwestować w Azji czy w USA, wcale nie trzeba sięgać po fundusze zarządzane przez zagraniczne firmy. Polskie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych oferują takie fundusze, które z kolei inwestują w jednostki uczestnictwa funduszy zagranicznych. Tak jest w przypadku PKO TFI, które oferuje fundusze inwestujące bezpośrednio w zarządzane z zagranicy fundusze dłużne

i akcyjne Credit Suisse.

Ton Kentgens

szef Robeco w Polsce

Polskie fundusze są bardzo dobre w inwestowaniu w polskie akcje. Żadna zagraniczna firma nie może się w tym z nimi równać. Tyle, że polski rynek akcji to mniej niż 1 proc. światowego rynku akcji. Owszem, w ostatnich latach polska giełda mocno rosła i inwestorzy sporo tu zarabiali, ale to się będzie powoli zmieniało. Rynek polski bardzo szybko się rozwija i powoli przestaje być rynkiem wschodzącym, a to oznacza, że akcje będą średnio drożały o 8-10 proc. rocznie, jak ma to miejsce na rynkach zachodnich. Inwestorzy powinni szukać okazji do zarobku na innych rynkach, które mają potencjalnie większą dynamikę wzrostu. Także dlatego, by zmniejszyć ryzyko inwestycji warto inwestować na wielu rynkach. Gdy na jednym będzie załamanie, to na innym odnotujemy wzrost. A jeśli mówimy o inwestowaniu na światowych rynkach, to zagraniczne firmy mają tu ogromną przewagę. Robeco ma biura na całym świecie i 75-letnie doświadczenie.

Sugeruję, by inwestorzy przynajmniej 25 proc. pieniędzy ulokowali poza Polską. Ten odsetek powinien rosnąć z roku na rok wraz ze zbliżaniem się rynku polskiego do poziomu rynków rozwiniętych.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu