Polska kusi giganta hedgingu

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 26-05-2010, 00:00

AHL największy na świecie fundusz inwestujący w kontrakty, chce podbić serca polskich inwestorów.

Man Investments szuka partnera do dystrybucji funduszu

AHL największy na świecie fundusz inwestujący w kontrakty, chce podbić serca polskich inwestorów.

Polska staje się mekką dla branży finansowej. Globalne fundusze private equity krążą nad polskimi firmami szukając okazji do przejęcia, firmy inwestycyjne stają się członkami GPW, największe banki inwestycyjne zakładają w Warszawie biura, a tuzy private bankingu otwierają oddziały (patrz ramka). Teraz o portfele drobnych polskich inwestorów chce zawalczyć największa na świecie firma wyspecjalizowana w inwestycjach alternatywnych.

Nieznane w Polsce

Man Investments, część Man Group firmy notowanej na londyńskiej giełdzie, chce sprzedawać w Polsce AHL, flagowy fundusz typu managed futures (inwestujący w kontrakty terminowe).

— Rozważamy różne możliwości. Albo będziemy notyfikować fundusze z Luksemburga, albo nawiążemy współpracę z TFI, które będzie zainteresowane poszerzeniem oferty o alternatywne strategie i stworzy fundusz, który będzie inwestował w nasz fundusz. Prowadzimy rozmowy, wkrótce chcemy wyłonić trojkę do zaawansowanych negocjacji. Chcielibyśmy ruszyć jak najszybciej, w optymistycznym scenariuszu dogadamy się z TFI w drugiej połowie roku i wystartujemy na początku 2011 r. Chcemy wykorzystać powrót ludzi do funduszy, myślimy o oferowaniu funduszu w złotym — mówi Jakub Kaszuba, menedżer ds. rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej Man Investments.

Nieznane w Polsce

Fundusze managed futures są w Polsce mało znane. Inwestują w różne klasy aktywów: od akcji przez waluty, obligacje, surowce aż po instrumenty kredytowe poprzez kontrakty terminowe — dzięki temu mogą zarabiać zarówno na spadkach, jak i na wzrostach. Decyzję o kupnie lub sprzedaży kontraktu podejmuje system IT na podstawie wychwycenia trendu. Superfund TFI, który jako jedyny w Polsce oferował takie fundusze ze spokojem przyjmuje wieść o pojawieniu się rywala.

— Konkurencja to zdrowa sytuacja — mówi Igor Nowak, rzecznik Superfund TFI.

Krajowe TFI są otwarte na rozmowy.

— Chętnie się spotkamy i poznamy propozycję. Jesteśmy otwarci na współpracę — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Man Investement nie chce zadeklarować, na jaką sprzedaż w Polsce liczy. Superfund, który wystartował pod koniec 2005 r., zgromadził dotychczas około 150 mln zł.

— Jeśli my po czterech latach będziemy mieli taki wynik, trudno będzie mówić o jakimkolwiek sukcesie — mówi Jakub Kaszuba.

Ubiegłoroczna wpadka

Nic dziwnego, że plany są ambitne — Man Group to prawdziwy kolos. Kilka dni temu porozumiał się w sprawie przejęcia za 1,6 mld USD funduszu GLG Partners. Po fuzji powstanie firma z 63 mld USD aktywów, co uczyni ją największą na świecie firmą zarządzającą funduszami hedgingowymi. Flagowym funduszem grupy jest AHL, który ma 22,3 mld USD aktywów. Man przekonuje, że nie tylko wielkość go odróżnia.

— Gdy w latach 70. wprowadzane były fundusze managed futures wszyscy mieli taką samą ideę. My poszliśmy w innym kierunku. Zatrudniamy prawie 120 osób, z czego ponad 70 pracuje nad ulepszaniem analiz i przeprowadzaniem transakcji. Bardzo dużą wagę przywiązujemy do wypracowywania zysków, ale jednocześnie kładziemy duży nacisk na kontrolę ryzyka. Jeśli zmienność rośnie np. w związku w wydarzeniami w Grecji, redukujemy pozycję. Niemożliwa jest sytuacja, że coś w naszym portfelu urośnie o 60 proc., by spaść o 60 proc. W 2009 r. oddaliśmy tylko połowę zysków z 2008 r. Przywiązujemy bardzo dużą wagę do ograniczania strat, bo wtedy łatwiej wrócić do poprzednich poziomów. To przekłada się na wyniki — licząc od 1996 r. średnioroczna stopa zwrotu to 17 proc., a tylko raz w 2009 r. fundusz miał stratę w skali roku — mówi Jakub Kaszuba.

W 2009 r. AHL przyniósł 16,9 proc. straty i to w roku, gdy giełdowe indeksy odbiły w astronomicznym tempie.

— Nasz fundusz może zarabiać w każdych warunkach, potrzebny jest jedynie widoczny trend: spadkowy lub wzrostowy. Przykładowo zajmując długą pozycję na rynkach akcji potrzebujemy około 15-17 dni by po spadkach na rynkach akcji wychwycić trend spadkowy. Najgorsze dla naszego funduszu są krótkoterminowe trendy — system wychwytuje trend wzrostowy, zajmujemy długą pozycję, a trend się odwraca. Zajmujemy krótką pozycję, a wracają wzrosty. I tak było w 2009 r. i stąd strata — tłumaczy Jakub Kaszuba.

W ubiegłym roku AHL potknął się na obligacjach, walutach i surowcach energetycznych, na akcjach zarobił. Portfel jest coraz bardziej zdywersyfikowany — gdy fundusz powstał 20 lat temu — handlował 40 kontraktami, a proces inwestycyjny trwał tydzień.

— Obecnie handlujemy ponad 200 kontraktami z ośmiu klas aktywów na 36 giełdach i zawieramy 1,5 tys. transakcji dziennie. Kontrakty dobieramy pod względem płynności, kosztów, przewidywanych stóp zwrotu i korelacji z pozostałymi składnikami portfela. Jednym z ostatnio dodanych jest kontrakt na WIG — mówi Jakub Kaszuba.

Drzwiami i oknami

Polska w ciągu 20 lat przyciągnęła wiele zagranicznych firm z branży finansowej, ale ostatnio stała się wyjątkowo gorącym tematem. Do walki o zamożnych klientów otwierając placówki włączyły się tuzy bankowości prywatnej: Credit Suisse, KBL, Sarasin. Dom maklerski otwiera Raiffeisen i Credit Suisse, a japońska Nomura i amerykański Goldman Sachs zostały zdalnymi członkami GPW. Otwarcie biur w Warszawie zapowiedzieli giganci bankowości inwestycyjnej: UBS, Morgan Stanley i Citi. Przejmować polskie firmy chcą największe na świecie fundusze: Advent, Riverside, CVC czy Eton Park Capital. Największe banki, m.in. Societe Generale, wymienia się jako chętnych do przejęcia BZ WBK.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu