Polska liczy na to, że prace nad dyrektywą gazową nabiorą tempa w 2019 r.

  • PAP
opublikowano: 19-12-2018, 19:10

Polska liczy na przełamanie impasu w Radzie UE ws. projektu dyrektywy dot. Nord Stream 2 po przejęciu w styczniu prezydencji przez Rumunię. W środę na spotkaniu ministrów energii swój sprzeciw podtrzymały m.in. Niemcy, ale cześć krajów Beneluksu zmienia ton.

Choć sprawująca obecnie przewodnictwo Austria planowała jedynie podsumowanie doczasowych prac nad propozycją zmian w dyrektywie gazowej, na wniosek Danii odbyła się dyskusja w tej sprawie - wzięła w niej udział ponad połowa państw członkowskich.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski mówił dziennikarzom w Brukseli, że spora część krajów popiera wprowadzenie regulacji, która jednoznacznie stwierdzi, że podmorskie części gazociągów na terytorium UE podlegają przepisom restrykcyjnego unijnego trzeciego pakietu energetycznego.

"Głos przyszłej prezydencji rumuńskiej wskazuje na to, że ten temat nabierze tempa. Na 16 państw zabierających głos 12 bardzo pozytywnie się do tej inicjatywy odniosło" - relacjonował szef resortu energii.

Jago zdaniem zarówno deklaracje rumuńskiej prezydencji, jak i stanowisko znaczącej grupy państw UE wskazują na to, że możliwa jest decyzja w tej sprawie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zaplanowanymi na maj 2019 r.

Dyplomaci zachowują jednak ostrożność i przypominają, że do tej pory podziały wśród państw członkowskich nie pozwalały na pójście do przodu z przepisami. Przedstawiciel niemieckiego rządu zwracał w środę uwagę, że Europa potrzebuje nowych gazociągów, które gwarantują bezpieczeństwo dostaw dla całej Europy. Przeciwko zmianom w dyrektywie gazowej wypowiedział się też przedstawiciel Holandii.

Z kolei reprezentant Belgii zwracał uwagę na pewność prawną i ochronę inwestycji, deklarując chęć kontynuacji prac na szczeblu technicznym. Minister energetyki Luksemburga Claude Turmes jednoznacznie poparł przyjęcie propozycji Komisji, wskazując, że podział na wschód i zachód w UE pod tym względem nie jest dobry. Wyraził nadzieję, że prezydencja rumuńska wyciągnie Radę UE z impasu w tej sprawie.

Dyplomaci zwracali uwagę, że w dyskusji nie wypowiadali się ministrowie z Czech i Węgier, co jest dobrym znakiem, bo nie uwypukla podziałów w Grupie Wyszehradzkiej na tym tle. Ani Praga, ani Budapeszt nie przeciwstawiają się budowie Nord Stream 2.

Minister zrównoważonego rozwoju Austrii Elisabeth Koestinger na konferencji prasowej podsumowywała, że opinie państw członkowskich w ostatnich miesiącach bardzo się różniły, dlatego nie udało się pójść do przodu z przepisami. Jej zdaniem niewiele się w tej sprawie zmieniło.

Polscy dyplomaci mają jednak nadzieję, że po prezydencji niechętnej zmianom w dyrektywie gazowej Austrii, a wcześniej Bułgarii, teraz będzie szansa na pchnięcie sprawy do przodu podczas przewodnictwa rumuńskiego. "To lepsza prezydencja niż dwie poprzednie. Jeśli jest jakieś okienko na przyjęcie tych przepisów, to teraz" - ocenia nieoficjalnie jeden dyplomatów.

Poprawka do dyrektywy gazowej, jaką zaproponowała jesienią ubiegłego roku Komisja Europejska, przewiduje, że podmorskie części gazociągów na terytorium UE podlegają przepisom restrykcyjnego unijnego trzeciego pakietu energetycznego. Przyjęcie takich regulacji osłabiłoby rentowność Nord Stream 2.

Gra na czas ze strony Niemiec i innych krajów zainteresowanych powstaniem tej magistrali przynosi efekty. Choć PE wypracował swoje stanowisko w sprawie propozycji jeszcze w maju, państwa członkowskie nie mogą się porozumieć w tej sprawie, co skutecznie ją blokuje.

Teoretycznie nowelizacja powinna być uzgodniona sześć tygodni przed ostatnią sesją Parlamentu Europejskiego, by tłumacze mogli skończyć pracę, a europosłowie przegłosować przepisy. Jeśli nowelizacja nie wejdzie w życie przed wybudowaniem Nord Stream 2, wówczas gazociąg, tak jak pierwsza nitka Nord Stream, będzie mógł uzyskać odstępstwa od stosowania trzeciego pakietu energetycznego (nie będzie musiał np. dopuszczać innych firm do korzystania z rury).

Zgodnie z obecnym planem gazociąg ma być gotowy pod koniec 2019 roku, jednak wiele wskazuje na to, że jego realizacja może się opóźnić. Problemem dla Rosjan jest brak zgody na budowę ze strony Danii, co może spowodować konieczność położenia rurociągu po alternatywnej trasie. To może z kolei oznaczać co najmniej rok opóźnienia. Jeśli faktycznie tak by się stało, wówczas nowy europarlament mógłby podtrzymać swój mandat i prace nad dyrektywą gazową trwałyby nadal. W teorii jednak nowa Komisja Europejska, która powinna powstać jesienią 2019 r., może wycofać swój projekt w tej sprawie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu