Polska produkcja spada, ale wybija się na tle UE

RB
opublikowano: 13-02-2009, 00:00

Tak źle w Europie jeszcze nie było. W grudniu produkcja skurczyła się o 12 proc. W Polsce firmy jeszcze trochę pary mają.

Tak źle w Europie jeszcze nie było. W grudniu produkcja skurczyła się o 12 proc. W Polsce firmy jeszcze trochę pary mają.

Globalny kryzys zbiera kolejne żniwo — zmusił firmy na Starym Kontynencie do zmniejszania produkcji przemysłowej. W grudniu zmalała o rekordowe 11,5 proc. licząc rok do roku. To najgorszy wynik od 1986 r., gdy Eurostat rozpoczął publikowanie danych.

Wszyscy hamują

Wynik zaskoczył ekonomistów, którzy spodziewali się łagodniejszego spadku — o 9,5 proc. W ujęciu miesiąc do miesiąca produkcja pikowała o 2,6 proc. wobec spadku o 2,2 proc. w listopadzie (ekonomiści prognozowali spadek o 2 proc.).

— To skutek malejącego popytu, który szczególnie dotyka eksporterów. Ludzie tracą pracę i wstrzymują się z decyzjami o zakupach, w efekcie firmy nie mają dla kogo produkować — tłumaczy Maciej Reluga, ekonomista BZ WBK.

Komisja Europejska komentując dane stwierdziła, że "kryzys gospodarczy doprowadził do bezprecedensowego załamania we wszystkich gałęziach przemysłu w Europie".

Największy spadek produkcji dotknął branżę motoryzacyjną, której sprzedaż notuje najgorsze wyniki od 15 lat.

Będzie gorzej

Na tyle Europy Polska nie wypada najgorzej (spadek o 7,7 proc.). Lepsze od nas są tylko Dania i Litwa.

— W kolejnych miesiącach nadal będziemy w czołówce, jednak dynamika będzie dużo gorsza — twierdzi Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.

Jego zdaniem, w styczniu produkcja przemysłowa w polskich firmach skurczy się o około 16 proc.

Zdaniem ekonomistów, rekordowo złe informacje od producentów mogą zdopingować Europejski Bank Centralny (EBC) do kolejnego cięcia stóp procentowych (obecnie główna wynosi 2 proc.).

— Obniżka stóp procentowych na posiedzeniu w marcu jest już przesądzona. Bardzo możliwe, że z powodu złych danych makro EBC zdecyduje się na cięcie do 1,5 proc. — uważa Maciej Reluga.

Dodaje, że nie będzie to jeszcze koniec luzowania polityki monetarnej i w drugim kwartale europejski bank zetnie stopy do 1 proc., by w ten sposób rozpędzić hamującą gospodarkę Eurolandu.

— Ostatnie dane makro pokazują, że najgorsze jeszcze przed nami — ostrzega Lucas Papademos, wiceszef EBC.

Jak wynika z najnowszych prognoz Komisji Europejskiej, w tym roku gospodarka strefy euro skurczy się o 1,7 proc., a lekkiego odbicia możemy spodziewać się dopiero za rok, kiedy PKB wzrośnie o 0,6 proc.

Jeszcze w czwartym kwartale analitycy Komisji mieli dużo lepsze prognozy. Spodziewali się, że w tym roku PKB w strefie euro spadnie tylko o 0,3 proc., a w przyszłym roku wzrośnie o 1,4 proc.

— Nowe prognozy na 2009 r. są i tak optymistyczne. Nie wykluczone, że gospodarka Eurolandu skurczy się o 2 proc. — szacuje Maciej Reluga.

Prognozę potwierdzają szacunki Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), który spodziewa się w tym roku spadku PKB strefy euro o 2 proc. i wzrostu w 2010 r. o 0,2 proc.

W ocenach analityków MFW, znacznie lepiej poradzi sobie z kryzysem cała Unia Europejska.

W tym roku jej gospodarka skurczy się o 1,6 proc., ale za rok zanotuje wzrost o 1,6 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu