Polska przerzuca biznesowy most do Azji

Bartek Godusławski
opublikowano: 24-04-2015, 00:00

Resort finansów zastanawia się, skąd wysupłać pieniądze na azjatycką wersję Banku Światowego. Jeden z tropów prowadzi do NBP

W poniedziałek i wtorek w Pekinie odbędzie się pierwsza runda rozmów z 57 krajami, które zostały przyjęte do grona przyszłych członków-założycieli Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB).

DROGA DWUKIERUNKOWA:
DROGA DWUKIERUNKOWA:
Artur Radziwiłł, wiceminister finansów, uważa, że przystąpienie do nowego chińskiego banku inwestycyjnego otworzy polskiemu biznesowi furtkę do interesów w Azji i pozwoli przyciągać tamtejszy kapitał do nas.
ARC

— Będzie tam też przedstawiciel Ministerstwa Finansów — mówi Artur Radziwiłł, wiceminister finansów.

Rzutem na taśmę

Władze chińskie, z których inicjatywy ma powstać nowy azjatycki bank inwestycyjny, na razie zamknęły listę chętnych. Polsce udało się na nią dostać rzutem na taśmę. W ostatniej chwili wysłano list intencyjny (tzw. endorsement letter). Pierwotnie polski rząd sceptycznie patrzył na inicjatywę, która ma być alternatywą wobec kontrolowanego przez USA Banku Światowego. Co przekonało nasze władze? Zapewne to, że akces zapowiedziały największe gospodarki świata (oprócz Japonii i USA). Ministerstwo Finansów (MF) myśli też o dostępie dla polskich firm do rynków na Dalekim Wschodzie z preferencyjnym finansowaniem, jakie może zapewniać AIIB.

— To także szansa na przyciągnięcie do Polski inwestycji z krajów azjatyckich — podkreśla Artur Radziwiłł.

Akces Warszawy nie oznacza zobowiązania do ostatecznego członkostwa w banku i nie wiąże się z zaciągnięciem jakichkolwiek zobowiązań finansowych. Czasu na decyzję jeszcze trochę jest, bo operacyjnie bank ma ruszyć na początku przyszłego roku.

— Przedstawiane są wstępne założenia dotyczące wkładu poszczególnych krajów w kapitał założycielski banku. Na razie przewidziany jest podział regionalny. Członkowie z Azji mieliby mieć 75 proc. udziałów, kraje spoza tego regionu 25 proc. — informuje wiceminister finansów.

Polska szuka pieniędzy

Według pierwszych pomysłów rachunek, jaki poszczególne kraje zapłacą, żeby być w nowym biznesie, mógłby zależeć od wielkości PKB w cenach rynkowych i PKB liczonego jako parytet siły nabywczej.

— To też determinowałoby, ile Polska może dołożyć do AIIB — przyznaje Artur Radziwiłł. Chińczycy wstępnie założyli, że bank początkowo będzie dysponował potężnymkapitałem 50-100 mld USD. To pieniądze, które Państwo Środka może bez problemu wyłożyć samo, ale wówczas nowa instytucja nie będzie mieć stosownej siły przebicia na arenie międzynarodowej. Biorąc pod uwagę, że liczba chętnych, którzy chcą być fundatorami banku, jest długa, wszystko wskazuje, że wpłaty na kapitał zakładowy nie będą szczególnie wysokie. Z informacji „PB” wynika, że resort zerka w stronę Narodowego Banku Polskiego (NBP). Temat wejścia Polski w skład grupy założycielskiej AIIB był przedmiotem rozmowy między Mateuszem Szczurkiem, ministrem finansów, a Markiem Belką, prezesem NBP. Na razie bank centralny nawet gdyby chciał, nie może dołożyć się do kapitału założycielskiego AIIB, bo nie pozwala na to ustawa o NBP. Trwają jednak prace nad jej nowelizacją. Jest szansa, że Sejm ją przyjmie jeszcze w tym roku. Znajduje się tam m.in. zapis, który umożliwia bankowi centralnemu przekazanie wkładu pieniężnego w imieniu Polski do międzynarodowych instytucji finansowych. MF już konsultuje stanowisko negocjacyjne z kolegami z drugiej strony ul. Świętokrzyskiej. Marek Belka do rozmów z resortem finansów oddelegował Pawła Sameckiego, członka zarządu NBP, odpowiedzialnego za sprawy międzynarodowe.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane