Polska: Rośnie zainteresowanie naszymi aktywami

Łukasz Bugaj
opublikowano: 26-02-2010, 00:00

Przełom stycznia i lutego nie był udany dla posiadaczy akcji. Korekta rozpoczęła się po przedstawieniu planu prezydenta Obamy zreformowania systemu bankowego w USA. Proponowana nowa struktura nie spodobała się inwestorom, gdyż prowadzi do rozdziału bankowości inwestycyjnej od komercyjnej. Tradycyjne instytucje bankowe nie będą już mogły handlować na własny rachunek, a ich wielkość ma być ograniczona, by wykluczyć instytucje "za duże, by upaść". Takie zmiany zwiększą bezpieczeństwo całego systemu, ale zmniejszą jego rentowność. A to nie mogło się spodobać głodnym zysków akcjonariuszom.

Potem spadki napędzały niepokojące informacje z peryferyjnych krajów strefy euro. Kwestia grecka "rozlała się" na inne kraje, niechlubnie klasyfikowane w ramach tzw. klubu świń — od angielskiej nazwy PIGS, utworzonej od pierwszych liter nazw państw. Ogromne deficyty budżetowe i rosnące zadłużenie wyraźnie podkopały zaufanie inwestorów do całej strefy euro, co uwidoczniło się nie tylko spadkami cen

akcji, ale również silnie taniejącym euro.

Sytuację ustabilizowała dopiero deklaracja szefów państw i rządów Unii Europejskiej o pomocy dla Grecji. Nie przedstawili jednak konkretów i wzbraniali się przed zapowiedzią bezpośredniego wsparcia finansowego. Widać wyraźnie, że Euroland stoi wobec strukturalnego problemu w postaci wyraźnie obniżonej konkurencyjności niektórych państw. Gdyby wciąż dysponowały własną walutą, jej dewaluacja rozwiązałaby wiele kłopotów. Brak tego kanału dostosowawczego zmusza je do obrania innej ścieżki, związanej z deflacją kosztów pracy, czego społeczeństwa łatwo nie zaakceptują.

Pikanterii powyższym wydarzeniom dodają sygnały wysyłane przez banki centralne o chęci podwyżek stóp procentowych. W Chinach już dwukrotnie podniesiono stopy rezerw obowiązkowych, a ruch głównej stopy wydaje się jedynie kwestią czasu. Podwyższona inflacja zmusi do działania również bank centralny w Indiach. Droższy pieniądz to nie tylko sprawa szybko się rozwijających gospodarek, gdzie będzie musiało dojść do zmian przeciwdziałających ich przegrzaniu. Do działań zaostrzających politykę monetarną szykuje się bowiem najważniejszy bank centralny na świecie. W tekście niedoszłego z powodu śnieżyc wystąpienia szefa Fedu padły słowa o podniesieniu stopy dyskontowej. Ruch nie ma być szybki i według prezesa nie należy go traktować jako chęci zacieśnienia polityki monetarnej, ale potem na rynek napłynęły informacje o prowadzonych przez Rezerwę Federalną rozmowach z funduszami inwestycyjnymi w sprawie pomocy w ściągnięciu z systemu finansowego 1 biliona dolarów. To wyraźnie wygląda jak przygotowywanie rynku na droższy pieniądz.

Polska wydaje się oazą spokoju na wzburzonym gospodarczym morzu. Ubiegły rok został zamknięty 1,7-procentowym wzrostem PKB. Deficytowi budżetowemu daleko do dwucyfrowych poziomów greckich, a dług publiczny nie przekroczył 50 proc. PKB. Pochlebne artykuły w anglojęzycznej prasie i wiara w deklaracje rządu o chęci reformy finansów publicznych powodują popyt na nasze obligacje i walutę, względnie silną i odporną na przecenę wobec zwiększonej awersji do ryzyka. Problemy Grecji nawet pomagają wizerunkowi Polski, gdyż w porównaniu z wieloma krajami europejskimi wyglądamy znakomicie. Potwierdzają to takie renomowane instytucje, jak PIMCO (zarządza największym funduszem obligacyjnym na świecie), które wykazują zainteresowanie polskimi aktywami. l

Łukasz Bugaj

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Bugaj

Polecane