Polska sofa w księstwie Monako

Zuzanna Matyjek
02-12-2011, 00:00

Meble produkowane w Polsce zalewają świat. Trafiają do wielkich międzynarodowych sieci, takich jak Ikea, oraz do ekskluzywnych salonów w Księstwie Monako i Dubaju. Naszych producentów zmusza do tego… kryzys

Mało kto wie, że jesteśmy aż taką meblarską potęgą – czwartym na świecie największym eksporterem mebli. Wyprzedzają nas tylko Chiny, Niemcy i Włochy. W tym roku nasz meblowy eksport osiągnie rekordowy wynik – wartość około 6,4 mld euro.

A to aż o 14 proc. więcej niż przed rokiem – przewiduje dr Tomasz Wiktorski, właściciel firmy B+R Studio analizującej rynek meblarski. Spośród gigantów eksportu jesteśmy najtańsi. Eksportujemy nawet taniej niż Chiny. Polskie meble w przeliczeniu na 100 kg sprzedawane są na świecie średnio po 225 euro, chińskie – po 244 euro, zaś meble z Europy Zachodniej – dwukrotnie drożej.

– Przez lata wyspecjalizowaliśmy się jako podwykonawca dla wielkich zagranicznych koncernów, które pod zagraniczną marką wielkich sieci handlowych sprzedają meble wyprodukowane w Polsce lub z polskich komponentów – mówi Wiktorski.

Najlepszym przykładem jest słynna szwedzka Ikea, która od lat na masową skalę korzysta z polskich dostawców mebli. Blisko połowa całego asortymentu produkowana jest w Polsce.

– Ale dzisiaj, eksportując polskie meble, nawet bez pośrednictwa wielkich zagranicznych marek, nadal utrzymujemy te same niskie ceny – tłumaczy Wiktorski. Kryzys na rynku nieruchomości mocno odbił się na sprzedaży mebli w kraju. W zeszłym roku spadła ona o 11 proc. A w tym – według szacunków B+R Studio – będzie jeszcze o kilka procent niższa. Nie ma więc wyboru – od lat jesteśmy nastawieni na produkcję eksportową i walczymy o podbicie świata.

– Mimo kryzysu polskie meble sprzedają się na świecie jak ciepłe bułeczki, a to dlatego, że są bardzo atrakcyjne jakościowo, designersko i przede wszystkim cenowo – mówi Wiktorski. Ważne jest to, by świat podbijać własną, polską marką. W czasach PRL byliśmy głównym dostawcą wersalek i meblościanek do krajów RWPG. Gdy w latach 1990–91 branżę meblową sprywatyzowano, zachodni kapitał zainwestował w technologię oraz dostarczył nam know-how.

Dzięki temu rodzimym producentom mebli udało się zdobyć zachodnie rynki zbytu. Od lat największym odbiorcą naszych mebli są Niemcy (eksport do tego kraju to 2,4 mld euro). Za nimi są Francja, Wielka Brytania i Czechy.

Ale nasi producenci docierają dziś na coraz dalsze rynki: do USA, Kanady, Australii, krajów arabskich i Ameryki Południowej. Doskonałym przykładem jest firma MTI- -Furninova z Kętrzyna. Rozpoczęła działalność w 1995 r. jako niewielkie przedsiębiorstwo Meble Tapicerowane „International”, a w 2000 r. przekształciła się w spółkę z 49 proc. udziału kapitału szwedzkiego i zmieniła nazwę na MTI-Furninova Polska.

– Dzięki Szwedom zdobyliśmy wiedzę o nowoczesnej technologii i uzyskaliśmy dostęp do skandynawskiego rynku zbytu – mówi Cezary Kwasiborski, dyrektor zarządzający MTI-Furninova. Swoje meble firma sprzedaje przede wszystkim za granicą – eksport przynosi jej aż 95 proc. przychodu. Wysyła je głównie do Skandynawii (60 proc.) i krajów Beneluksu (15 proc.).

Poza tym też do Dubaju, Australii, Kanady, Iranu, Kazachstanu, Kuwejtu, Kataru i Emiratów Arabskich.

– Naszą specjalnością są meble tapicerowane wyprodukowane na indywidualne zamówienie klienta, który może wybierać spośród kilkuset wariantów tkanin, skór i wzorów. Zapewniamy rekordowo krótkie terminy dostaw, 3–4 tygodnie, co u zachodnich producentów jest niemożliwe. I to stanowi naszą przewagę – tłumaczy Kwasiborski. Każdego dnia wysyłają do swoich zagranicznych klientów 10 tirów wyprodukowanych na zamówienie mebli.

– A w środku, pomiędzy naszymi sofami i fotelami, zupełnie za darmo dostarczamy im także mnóstwo doskonałego mazurskiego powietrza – żartuje Kwasiborski. O najdalsze, ale jednocześnie najbardziej luksusowe rynki walczy także Stanisław Szultka, właściciel firmy Szultka Furniture (eksportuje 60 proc. produkowanych przez siebie ekskluzywnych, stylizowanych mebli).

Odbiorcami jego meblowych dzieł sztuki wciąż są głównie indywidualni zamożni klienci z Europy, ale w coraz większym stopniu także ci z najdalszych zakątków świata: Australii, Nowej Zelandii, Meksyku, Chin oraz znad Zatoki Perskiej. Za pośrednictwem współpracujących firm handlowych Szultka eksportuje meble także do USA i Kanady.

Nie konkuruje ceną, lecz unikatowym designem. Swoje meble wystawia m.in. w salonie w Monako położonym w sąsiedztwie sklepu z futrami, w którym najtańsze kosztuje tyle, ile wyprodukowana przez niego sypialnia z tzw. Złotej Kolekcji, czyli 60–70 tys. euro. Otworzył także salon wystawowy w Hangzhou w Chinach, kraju stanowiącym największy i najszybciej rozwijający się rynek dóbr luksusowych na świecie.

Właścicielom wystawnych rezydencji zaproponował najbardziej ekskluzywne modele mebli do sypialni, jadalni oraz salonu. Na tym rynku docelowo chce otworzyć 20–30 sklepów ze swoimi najdroższymi wyrobami.

Szultka od kilku lat walczy o klientów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Organizuje kampanie reklamowe w Dubaju. Dzięki temu zdobywa kontrakty na wyposażenie wnętrz w najdroższych dzielnicach apartamentowych, takich jak Dubai Marina czy Palma Jumeirah.

– Nie mam kompleksów producenta z Polski, wiem, że nasze meble są unikatowe w skali światowej. Przekonałem się o tym, gdy okazało się, że klienci z Europy są skłonni przemierzyć tysiące kilometrów, by obejrzeć nasze meble „na żywo”, w salonie wystawienniczym w małej miejscowości Brusy na Pomorzu – opowiada Stanisław Szultka.

– Nasze meble docenił nawet ambasador Królestwa Arabii Saudyjskiej, który odwiedził nas w zeszłym roku, szukając mebli do odnawianej ambasady w Polsce. Był pod wrażeniem oferty oraz sposobu jej prezentacji w naszym salonie wystawowym. Powiedział, że nigdzie na świecie nie spotkał w jednym miejscu tylu pięknych mebli – opowiada właściciel Szultka Furniture. Jaka jest jego strategia?

– Tam, gdzie jest duży popyt, trzeba konkurować ceną. My tego nie robimy. Nie działamy na rynku masowym, tylko szukamy indywidualnych odbiorców, którzy docenią piękno i ekskluzywność naszych mebli. A docieramy do nich na całym świecie, głównie dzięki Internetowi – mówi Szultka. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zuzanna Matyjek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Polska sofa w księstwie Monako