Polska transformacja była innowacją

  • Adam Czyżewski
04-06-2014, 11:07

Rocznice skłaniają do refleksji. W przededniu 25 rocznicy wyborów czerwcowych, które uznajemy za początek transformacji ustrojowej w Polsce, takich refleksji nie brakuje. O tym, jak bardzo różnimy się w ocenach naszych wspólnych dokonań społecznych i gospodarczych, można się przekonać sięgając chociażby po prasę czy włączając telewizję.

Ogólnie rzecz biorąc, panuje przekonanie, że mogliśmy zrobić więcej czy lepiej. Jako ekonomista, bardzo się z taką oceną nie zgadzam. Uważam, że przeprowadziliśmy transformację ustrojową najlepiej, jak było można, bo skutecznie. Empirycznym dowodem jest obecny poziom rozwoju społecznego i gospodarczego.

25 lat temu byliśmy w bardzo dramatycznej sytuacji społecznej i gospodarczej z której wcale nie było widać wyjścia. Od II Wojny Światowej funkcjonowaliśmy w gospodarce niedoboru, którą charakteryzują arbitralne, ekonomicznie nieuzasadnione inwestycje, w rozbudowę ciężkiego przemysłu. Ich efektem jest niesprzedawalna produkcja (na potrzeby odbudowy kraju, potem na potrzeby zbrojeń) oraz dochody z pracy, za które gospodarstwa domowe niewiele mogą kupić, bo wytwarza się zbyt mało dóbr konsumpcyjnych a za import nie ma czym płacić. Naszą pionierską pozycję wśród krajów transformacji „zawdzięczamy” gierkowskim długom, które opóźniły nieuchronne bankructwo tamtego systemu gospodarczego, potęgując skalę problemów społeczno-gospodarczych z którymi trzeba było się zmierzyć.

Nasza polska transformacja jest innowacją na niespotykaną w historii skalę. Złożyły się na nią: silna społeczna potrzeba zmiany, ryzykowne, bo niesprawdzone pomysły, jak tą zmianę przeprowadzić, oraz ich systematyczne, krok po kroku, wdrażanie. Nie było planu, zamiast planu były projekcje skutków działań, które pomagały identyfikować i korygować nieuchronne błędy. Tak jak w przypadku innowacji, błędów nie dało się uniknąć, bo proces inwestycji w nieznane dokonuje się metodą prób i błędów a na jeden sukces pracuje wiele porażek.

Przypomnę tylko, korzystając z artykułu Stefana Kawalca w Księdze Dziesięciolecia, że rozpoczęcie procesu transformacji odbywało się w warunkach dramatycznej destabilizacji objawiającej się gwałtowną inflacją (ceny żywności od 1 sierpnia 1989, gdy je uwolniono, do końca października wzrosły o 190%, co odpowiadało rocznej inflacji na poziomie 7000%) i olbrzymim, nie obsługiwanym od 1982 roku zadłużeniem gospodarczym. Konsekwencją była konieczność płacenia za wszelki import żywą gotówką, której niewielkie ilości pochodziły ze sprzedaży węgla i żywności. Brak importu ograniczał produkcję i gospodarka staczała się po równi pochyłej. Dlatego pierwszoplanowym zadaniem rządu Tadeusza Mazowieckiego była stabilizacja gospodarki, czyli powstrzymanie inflacji oraz tymczasowe porozumienie z wierzycielami, sankcjonujące zawieszenie obsługi zadłużenia zagranicznego. Nie było wzorca, jak powstrzymać hiperinflację w kraju w którym są niedobory na rynku i liberalizacja pozostałych cen musi spowodować dalszy wzrost inflacji.  Zdecydowano się na działania radykalne. 2 stycznia 1990 wzrosły ceny urzędowe: węgiel podrożał sześciokrotnie, czterokrotnie energia elektryczna, dwukrotnie benzyna. Wprowadzono sztywny kurs w wysokości 9500 ówczesnych złotych (sprzed dewaluacji) za dolara, co oznaczało dewaluację o 32% w stosunku do kursu z ostatnich dni grudnia 1989 roku. Stopa oprocentowania kredytu refinansowego w NBP została podniesiona do 36% miesięcznie, radykalnie ograniczono możliwości wzrostu płac w przedsiębiorstwach, pozwalając zrekompensować jedynie 30% styczniowego wzrostu cen i 20% wzrostu cen w następnych trzech miesiącach. Na potrzeby wsparcia bilansu płatniczego wynegocjowano z MFW 1 mld dolarów (Fundusz Stabilizacji Złotego).

Nie było innej drogi, jak wielki skok w nieznane. W historii nie było kraju, który z socjalizmu i gospodarki centralnie planowanej chciał wrócić do kapitalizmu i gospodarki rynkowej. Nie było się na kim wzorować. Rozpoczęty w Polsce proces transformacji ustrojowej nie był wcale skazany na sukces. Jednak transformacja się powiodła.

Tak więc wracamy do pytania czy można było to zrobić lepiej? Teraz, gdy jesteśmy mądrzejsi o historię innych krajów transformacji wiemy, że raczej nie, mimo, że te kraje miały się na kim wzorować. I zapewne, chcąc uniknąć lub ograniczyć koszt społeczny transformacji, jakim jest początkowy wzrost bezrobocia, z tego powodu decydowały się na mniej radykalne rozwiązania… co spowolniło proces transformacji.

Czy transformacja w Polsce się skończyła? Z formalnego punktu widzenia, tak. Po 25 latach mamy dobrze funkcjonującą gospodarkę rynkową, na którą z podziwem patrzą inne kraje transformacji. Ale mamy jeszcze wiele do zrobienia, by dalej się rozwijać. Ponownie przed nami skok w nieznane. Tym razem w krainę realizacji nowych pomysłów, które dadzą zarobić i staną się wieczną siłą napędową gospodarki. Pomysłów nie może zabraknąć, zabraknąć może tylko przekonania, żeby podjąć ryzyko ich realizacji.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Polska transformacja była innowacją