Polska walczy o limity CO2

Agnieszka Berger
opublikowano: 15-12-2006, 00:00

Unia tnie przydziały, by rozruszać rynek. Polska obawia się, że podzieli los innych państw. Ma jednak sporo sojuszników do skarżenia tych decyzji.

W najbliższym czasie, prawdopodobnie jeszcze w grudniu, Polska spodziewa się decyzji Komisji Europejskiej (KE) w sprawie Krajowego Planu Rozdziału Uprawnień (KPRU, NAP) do emisji dwutlenku węgla (CO2) na lata 2008-12.

— Dziś Komitet Europejski Rady Ministrów zdecyduje o treści naszych odpowiedzi na 47 pytań zadanych w związku z projektem naszego NAP. Na piątek zaplanowano też spotkanie robocze przedstawicieli administracji i sektorów objętych systemem redukcji emisji z reprezentantami komisji — zapowiada Monika Lesz, dyrektor Departamentu Globalnych Problemów Środowiska i Zmian Klimatu w Ministerstwie Środowiska (MŚ).

MŚ zachowuje w sprawie planu i spodziewanej decyzji Brukseli urzędowy optymizm, przyznaje jednak, że dotychczasowe poczynania komisji, która zatwierdziła na razie 10 podobnych planów dla krajów UE, nie nastrajają pozytywnie.

Pod linijkę

— Dotychczas komisja konsekwentnie cięła plany. Niektóre kraje straciły nawet ponad 50 proc. w stosunku do oczekiwań. Można spodziewać się lawiny pretensji do KE, bo jej postępowanie wskazuje na to, że nie traktuje NAP z należytą powagą. Przygotowanie planów to ogromna praca analityczna. Tymczasem Bruksela ocenia jej wyniki, wykorzystując tylko kilka wskaźników, przykłada linijkę i tnie, tnie, tnie — mówi Monika Lesz.

Jej zdaniem, komisja musi liczyć się z zaskarżeniem dotychczasowych decyzji. Nie wyklucza tego również polski resort środowiska. Na razie werdykt w naszej sprawie nie zapadł, więc nie ma mowy o oficjalnym proteście. Zdaniem Moniki Lesz, jeszcze nie rozmawiamy z sojusznikami, ale „mamy rozeznanie, kto jest w jakim nastroju”.

Niezadowoleni są Niemcy, choć Bruksela zabrała im tylko niespełna 3 proc. projektowanego przydziału. Rekordzistką jest Łotwa, która dostała limit aż o 57 proc. niższy od oczekiwanego. Polska ubiega się o prawo do emisji blisko 280 mln ton CO2 w skali roku, co oznacza, że na 5 lat chcielibyśmy uzyskać prawie 1,4 mld uprawnień. Dla porównania Niemcy starały się o 456 mln ton rocznie, a Łotwa o zaledwie 7,7 mln ton. Nasz przydział na trwający do końca 2007 r. trzyletni okres rozliczeniowy wynosi — po zredukowaniu planu przez Brukselę o 16,5 proc. — prawie 714 mln ton (blisko 238 mln ton rocznie).

System do wymiany

Problem w tym, jak zauważa profesor Janusz Lewandowski, ekspert z Politechniki Warszawskiej, że przyjęty przez KE algorytm wylicznia emisji na kolejne lata na podstawie wykorzystania limitów w 2005 r. jest dla nas niekorzystny.

— Gdyby Bruksela wzięła pod uwagę dane za 10 miesięcy 2006 r., wypadlibyśmy lepiej. Wzrosła produkcja energii, latem mieliśmy nawet niedobory, choć z kolei teraz przyszła ciepła zima. To zjawiska, których nie można przewidzieć, podobnie jak nie da się bezbłędnie prognozować wzrostu gospodarczego. Dlatego należy odejść od dotychczasowego systemu planowania wielkości emisji na rzecz limitów produktowych — wyjaśnia Janusz Lewandowski.

Wśród ekspertów panuje przekonanie, że obecna polityka Brukseli w sprawie CO2 nie zmierza do racjonalnego ograniczenia emisji, lecz do rozruszania za wszelką cenę handlu uprawnieniami. System zbiera fatalne recenzje. Cena uprawnień, która jeszcze wiosną sięgała nawet 28 EUR za tonę, spadła do 6 EUR, a obroty na zachodnioeuropejskich giełdach są minimalne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu