Czytasz dzięki

Polska wieś to podatkowy raj

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 25-09-2014, 00:00

Przedsiębiorca w mieście płaci trzykrotnie wyższy podatek niż równie dochodowy przedsiębiorca na wsi. Czas na zmiany — przekonują eksperci

Jeśli chcesz w Polsce prowadzić biznes, najlepiej zajmij się produkcją rolną. Dla tego rodzaju firm Polska jest jak jeden wielki raj podatkowy. Średnie gospodarstwo rolne płaci w naszym kraju efektywną stawkę podatkową (w ramach tzw. podatku rolnego) na poziomie 2,7 proc. osiągniętego dochodu — wynika z raportu fundacji Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej (EFRWP). Dla porównania, przedsiębiorca prowadzący zwykłą, pozarolniczą działalność gospodarczą oddaje fiskusowi około 17 proc. zysku. Nawet na Cyprze — największym europejskim raju podatkowym — obowiązuje jedynie 10-procentowa stawka.

Rolnik to ma klawe życie

— Polski system jest wyjątkowo przyjazny przedsiębiorcom rolnym. W zdecydowanej większości państw UE rolnicy są objęci takimi samymi lub bardzo podobnymi stawkami podatkowymi co inni przedsiębiorcy — mówi Jarosław Neneman, współautor raportu, doradca Prezydenta RP, były wiceminister finansów. Dla przykładu, we Francji stawka dla firm i gospodarstw rolnych jest identyczna, wynosi 33 proc. Tak samo jest w Niemczech (po 15 proc.) i w Wielkiej Brytanii (po 20-23 proc.). We Włoszech rolnicy mają preferencje podatkowe, ale tylko nieznaczne (31,4 proc. wobec 33,4 proc.).

W Polsce natomiast działalność rolnicza jest (poza drobnymi wyjątkami) wyjęta z podatku dochodowego i obłożona jedynie niskim podatkiem rolnym, uzależnionym od wielkości gruntu.

— Co więcej, polski system zakłada całą listę preferencji podatkowych skierowanych specjalnie do gospodarstw rolnych, np. dotyczących podatku od spadków i darowizn, środków transportu czy akcyzy na paliwo, a także płacą one niższe składki do ZUS i NFZ — mówi Jarosław Neneman.

Efekt jest taki, że przedsiębiorca na wsi (nawet bardzo dochodowy) i w mieście mają skrajnie różne obciążenia podatkowe. Według symulacji EFRWP, gospodarstwo rolne posiadające 20 ha ziemi i osiągające w rok 36 tys. zł dochodu zapłaci państwu w formie podatków i składek 5,2 tys. zł, natomiast taksówkarz w mieście prowadzący własną działalność i również osiągający 36 tys. zł zysku, musi oddać fiskusowi 13,9 tys. zł — prawie trzykrotnie więcej.

Zachęta do błędu

Warto też pamiętać, że sektor rolniczy jest dodatkowo hojnie wspierany z dopłat unijnych. Rolnicy więc nie tylko mało wpłacają do systemu finansów publicznych, ale też są jego wyjątkowo dużymi beneficjentami.

— Dla przykładu, w 2012 r. gospodarstwa rolne w formie podatków wpłaciły do budżetu 2,4 mld zł, z samych dopłat unijnych otrzymały 16,4 mld zł — zaznacza Lech Goraj, ekonomista Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywieniowej. Eksperci zwracają też uwagę, że polski system rolniczy jest wyjątkowo mało efektywny, a więc z makroekonomicznego punktu spowalnia wzrost gospodarczy.

— Rolnictwo odpowiada za 13 proc. zatrudnienia w polskiej gospodarce, a wytwarza jedynie 4 proc. całej krajowej wartości dodanej. To rozwarstwienie jest bardzo duże, jedno z największych w UE. W sektorze rolniczym marnuje się więc ogromny kapitał ludzki Polski. Silne preferencje podatkowe dla rolników oznaczają więc, że państwo zachęca ludzi do pracowania w najmniej efektywnym sektorze, czyli konserwuje niekorzystną strukturę gospodarki — tłumaczy Jarosław Neneman.

Zapomniana obietnica

Politycy już od lat zgłaszają postulat opodatkowania rolników (przynajmniej tych wysoko dochodowych) na równych zasadach z normalnymi przedsiębiorcami. Premier Donald Tusk zapowiedział to w 2011 r. w exposé. Pomysł jednak nadal nie doczekał się realizacji.

— O tym, że trzeba to zrobić, wiadomo od dawna, ale ciągle brakuje woli politycznej. W końcu może przyjść jednak czas, kiedy sytuacja w budżecie będzie tak napięta, że rządzący właśnie opodatkowaniem rolników będą łatać w pośpiechu finanse publiczne — mówi Stanisław Kluza, ekonomista Szkoły Głównej Handlowej.

Jak twierdzi, obecnie nie ma już powodów, aby podatnicy w tak dużej skali dotowali jedną wybraną grupę społeczną, jaką są rolnicy.

— Jeszcze 20 lat temu można było podnosić argument, że rolnictwo jest demograficznym rezerwuarem reszty kraju, dlatego warto go wspierać. Kiedy bowiem dzietność w miastach spadła poniżej, na wsi nadal była wysoka i pozwalała Polsce utrzymać pełną zastępowalność pokoleń.W ostatnich dekadach dzietność na wsi jednak mocno spadła i zbliżyła się już do dzietności w miastach — mówi Stanisław Kluza.

Eksperci EFRWP przekonują, że należy wypracować gotowy model objęcia podatkiem dochodowym gospodarstw rolnych, by móc go wprowadzić w życie, kiedy tylko pojawi się polityczna okazja. Proponują przede wszystkim dwa warianty takiej reformy. W pierwszym rolnicy byliby objęci normalnym, 19-procentowym PIT-em, tak jak drobni przedsiębiorcy w miastach. W drugim, rolnicy z przychodami poniżej 100 tys. zł rozliczaliby się na starych zasadach, a ci z wyższymi dochodami wchodziliby do 19-procentowego PIT.

— Trzeba mieć świadomość, że taka reforma wymagałaby zbudowania systemu ewidencji działalności rolniczej, żeby było wiadomo, kto ile podatku ma zapłacić. Obecnie ta forma działalności jest zupełnie niemonitorowana przez państwo, dlatego np. ktoś, kto pierze pieniądze w Niemczech, może się łatwo wytłumaczyć tamtejszym organom skarbowym z lewych dochodów, wyjaśniając, że uzyskał je prowadząc gospodarstwo rolne w Polsce. Trud budowania takiego systemu jednak warto podjąć — mówi Marek Zagórski, prezes EFRWP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane