Polska wraca na fotel lidera

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 24-02-2012, 00:00

I gdzie ten kryzys? Kolejne dane pokazują, że nasza gospodarka nie traci impetu, podczas gdy reszta Unii ostro zwalnia

Statystyczny Kowalski musiał w styczniu spędzić dużo czasu w sklepach. Zrobił zakupy o jedną dziesiątą (dokładnie 9,9 proc.) większe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. I to realnie, niezależnie od inflacji. Co jeszcze ważniejsze, Kowalski bardzo odważnie wydaje pieniądze na najdroższe, duże produkty, czyli nie przewiduje żadnych problemów finansowych. Kupił o jedną piątą więcej niż przed rokiem mebli, telewizorów, kin domowych, pralek, lodówek i innych produktów z kategorii sprzęt RTV i AGD. Nie oparł się też pokusie zwiększenia wydatków na kosmetyki, żywność czy ubrania (realny wzrost odpowiednio o 5, 6 i 8 proc.).

Na pewno nie to mieli pół roku temu na myśli ekonomiści, kiedy zapowiadali na przełom 2011 i 2012 r. szczyt drugiej fali spowolnienia gospodarczego. Ostatni raz konsumpcja w Polsce rosła w takim tempie jak obecnie w lipcu 2008 r., kiedy nikt jeszcze nie myślał o upadku banku Lehman Brothers i światowym kryzysie.

— Polska gospodarka cały czas zachowuje solidną dynamikę. Co prawda, w czwartym kwartale 2011 r. widać było lekkie wyhamowanie wzrostu konsumpcji, ale styczeń znowu przyniósł ożywienie w handlu detalicznym — mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku Pekao.

Ciągle się kręci

Powodów do narzekania nie ma też statystyczny przedsiębiorca. W styczniu sprzedał o 9 proc. więcej towarów niż przed rokiem, mimo że już wtedy odnotowywał ponad 10-procentowy wzrost sprzedaży. Na przyszły popyt też raczej nie powinien narzekać. W minionym miesiącu napłynęło do niego o 17,3 proc. więcej nowych zamówień niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W górę wspinają się również wskaźniki obrazujące nastroje gospodarcze przedsiębiorstw.

— Silny wzrost zamówień to przede wszystkim skutek mocnego wzrostu popytu z zagranicy. Zamówienia eksportowe wzrosły o 21,1 proc. rok do roku, czyli najmocniej od grudnia 2010 r. To pokazuje, że dynamika produkcji w polskim przemyśle pozostanie jeszcze przez jakiś czas wysoka — twierdzi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku. Ten optymistyczny obraz psuje tylko stopa bezrobocia, która wzrosła w styczniu do 13,2 proc. z 12,5 proc. w grudniu. Grono osób bez pracy powiększyło się w miesiąc o 139 tys. Ekonomiści jednak przekonują, że to tylko sezonowy wzrost, związany z zimą, dlatego nie powinien niepokoić.

— W ubiegłym roku o tej porze roku stopa bezrobocia zmieniła się dokładnie tak samo jak obecnie, czyli podniosła się o 0,7 pkt proc. — zauważa Wiktor Wojciechowski.

Echa zielonej wyspy

Utrzymujące się dobre wyniki polskiej gospodarki sprawiają, że kryzys zadłużeniowy w strefie euro wydaje się coraz mniej groźny dla koniunktury nad Wisłą. Coraz więcej ekonomistów prognozuje, że w 2012 r. utrzymamy wzrost PKB powyżej 3 proc.

— Wszystko wskazuje na to, że spowolnienie gospodarcze w polskim wydaniu będzie bardzo delikatne. Już prawie pół roku utrzymuję prognozę 3,2 proc. na bieżący rok. Wielu analityków, którzy kilka miesięcy temu ścięli przewidywania, teraz je podnoszą z powrotem w okolice 3 proc. — mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale. Wzrostu gospodarczego na poziomie 3 proc. w 2012 r. spodziewają się też m.in. Pekao, BNP Paribas Polska, BGŻ, Bank Pocztowy czy Bank of America Merrill Lynch.

— Jak na sytuację zewnętrzną, wzrost gospodarczy na tym poziomie będzie bardzo dobrym wynikiem — zaznacza Adam Antoniak. W bieżącym roku strefa euro jako całość ma bowiem tkwić w recesji, nieznacznej, ale jednak. PKB ma spaść o 0,3 proc. — wynika z opublikowanych wczoraj prognoz Komisji Europejskiej. Unia Europejska będzie natomiast w stagnacji, dynamika PKB wyniesie 0,0. Na tym tle Polska jest prymusem — ma rozwijać się w tempie 2,5 proc., czyli podobnie jak w 2009 r. mamy być najszybciej rosnącą gospodarką ze wszystkich 27 krajów UE. Jesteśmy jednym z trzech państw, obok Słowacji i Wielkiej Brytanii, którym komisja nie obniżyła prognoz w porównaniu z tymi z jesieni.

— Jesteśmy odporni na recesję na Zachodzie, bo mamy elastyczny kurs walutowy i silne zamówienia eksportowe z Niemiec. Ponadto, nasze firmy są w dobrej kondycji finansowej. Z jednej strony mają duże oszczędności, z drugiej — nie mają problemu z dostępem do kapitału, bo banki w Polsce są w dobrej kondycji — mówi Adam Antoniak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane