Polski biznesmen na emeryturze

Karol Jedliński, Grzegorz Nawacki
10-10-2009, 13:33

Polscy przedsiębiorcy nie lubią słowa emerytura. Wielu wraca lub przeskakuje do polityki.

Sute święta będą mieli właściciele HTL-Strefy. Na początku grudnia otrzymają pieniądze ze sprzedaży akcji w wezwaniu ogłoszonym przez EQT, szwedzki fundusz private equity. Andrzej Czernecki, prezes HTL-Strefy, zainkasuje 352,3 mln zł, właściciele spółki Noryt 267,7 mln zł, a Wojciech Wyszogrodzki 68,6 mln zł. Na razie dostaną niewiele ponad połowę, bo zgodzili się skredytować funduszowi transakcję. Pozostałe 76 mln EUR (około 318,4 mln zł) dostaną za 18 i 36 miesięcy.

To drugi przypadek w ciągu ostatnich miesięcy, gdy założyciele i wieloletni szefowie decydują się zamienić posiadaną firmę na gotówkę — w lipcu Marek Stefański sprzedał swoją część Pol-Aquy za 351,5 mln zł. Czy "pomógł" tu kryzys?

— Recesja może np. skłaniać szefów do refleksji, że lepiej jest przetrwać zawirowania z dala od głównego nurtu biznesu — zaznacza Izabela Kielczyk, trener i psycholog biznesu.

Eksperci są zgodni, że odejście z firmy, którą budowało się mozolnie przez lata, nie jest łatwe. Nie zawsze osładza je walizka pełna banknotów.

— Sprzedaż firmy to chyba najbardziej drastyczna zmiana sposobu życia dla przedsiębiorcy — uważa Dariusz Czeranowski z ADC Psychologia Biznesu.

Wakacje rentiera

Dlaczego więc na odejście zdecydował się założyciel HTL-Strefy?

— Decyzja sprzedaży udziałów podyktowana była planami życiowymi prezesa Czerneckiego — mówi enigmatycznie Wojciech Wyszogrodzki, dyrektor generalny HTL-Strefa.

W przypadku 70-letniego biznesmena może to oznaczać po prostu życie rentiera. To w Polsce wciąż ewenement.

— U nas, w odróżnieniu np. od Wielkiej Brytanii, bardzo rzadko zamożni ludzie przechodzą na emeryturę. A to dlatego, że mamy dopiero pierwsze pokolenie najbogatszych Polaków — uważa Dariusz Czeranowski.

Jest paru, którzy postawili na marzenia. To nie tylko Roman Kluska i jego owieczki. Waldemar Pawlak, wiceprezes Plast-Boksu, który ze sprzedaży akcji zyskał kilkanaście milionów złotych, powiedział we wczorajszym "Pulsie Biznesu", że zamierza podróżować. Stanisław Tyczyński, po sprzedaży Brokera FM, buduje pod Krakowem polskie Hollywood.

Część właścicieli w okolicach pięćdziesiątki odchodzi z biznesu po wizycie u kardiologa. Z bólem porzucają biznes dla zdrowia. Czasem nałóg zwycięża.

— Wytrwać bywa trudno. Są tacy, którzy po kilku miesiącach milczenia telefonu wracają do gry. Szukają adrenaliny. Orientują się, że tam zostawili 99 proc. znajomych. Wytrzymują ci pochłonięci nową pasją, wnukami — podkreśla Dariusz Czeranowski.

Adrenalina Kruka

W 2006 r. na pożegnanie z bankowością zdecydowali się Dorota i Sylwester Cacek. Sprzedali Dominet Bank za 500-700 mln zł. Chcieli być rentierami. Nie wytrzymali. Dziś małżeństwo buduje imperium, inwestując w spółki w tarapatach, m.in. w Sfinks i Redan, ma także spory udział w biotechnologicznej spółce z Kanady. Długo bez biznesu nie wytrwali także Marek Jutkiewicz i Dariusz Wojdyga, którzy w 2008 r. sprzedali Hoopa, inkasując po ponad 160 mln zł każdy. Pierwszy z nich chce grać pierwsze skrzypce w giełdowym Mispolu, drugi jest udziałowcem m.in. Opera TFI. Inaczej wyglądała historia Wojciecha Kruka, który w 2008 r. nie zdołał obronić swojej jubilerskiej spółki przed wrogim przejęciem przez Vistulę Wólczankę. Szybko się otrząsnął i przystąpił do kontrataku — pieniądze ze sprzedaży zainwestował w Vistulę. Dziś jako jeden z większych akcjonariuszy rozwija odzieżowo-jubilerską grupę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński, Grzegorz Nawacki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Polski biznesmen na emeryturze