Polski Cukier na ostrym wirażu

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 12-03-2008, 00:00

Cukrowniczy gigant znów znalazł się na rozdrożu. I to w chwili, gdy trzeba szybko podejmować arcytrudne decyzje.

Odwołany prezes zostawia następcom słodko-gorzki testament

Cukrowniczy gigant znów znalazł się na rozdrożu. I to w chwili, gdy trzeba szybko podejmować arcytrudne decyzje.

Karuzela stanowisk w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa nie ominęła Krajowej Spółki Cukrowej Polski Cukier (KSC), największego producenta cukru w Polsce i jednego z największych w UE. Nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki odwołało przed kilkoma dniami czterech członków jej rady nadzorczej i dwóch członków zarządu, w tym Krzysztofa Kowę, bezpartyjnego fachowca, który kierował spółką od 2003 r., wyprowadzając ją z dużych problemów na prostą. W branży nikt nie ma wątpliwości, że to decyzja polityczna. Co gorsza, eksperci podkreślają, że odwołanie prezesa może źle odbić się na kondycji spółki.

Unijny gorset

Nowego szefa KSC na razie nie ma i nie wiadomo, kto nim będzie (dopiero rusza konkurs na to stanowisko). Tymczasem spółkę, tak jak i całą branżę, czekają kolejne perturbacje.

— Do końca marca firmy z naszej branży muszą pod-jąć następną trudną decyzję. Komisja Europejska obliczyła, że Polska musi dodatkowo zrezygnować ze 150 tys. ton limitu produkcji cukru, aby osiągnąć przewidziany dla naszego kraju poziom. Można za to teraz dostać sporą rekompensatę (625 EUR za tonę limitu). Później, w 2010 r., Komisja Europejska będzie już ciąć limity liniowo, bez żadnych odszkodowań — mówi Krzysztof Kowa.

Tym razem jednak już nie on weźmie na siebie decyzję i jej skutki, jakimi może być konieczność wygaszenia produkcji w cukrowniach. Będzie to musiało zrobić dwóch nieodwołanych członków zarządu i to prawdopodobnie zanim do spółki przyjdzie nowy prezes.

— Nie mam pojęcia, kto nim będzie. Trochę czasu z pewnością jednak minie, zanim się wdroży w nowe obowiązki. Taka sytuacja na pewno nie będzie służyć firmie — mówi profesor Sławomir Podlaski ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, ekspert ds. przemysłu cukrowniczego.

A problem redukcji limitów to niejedyne zmartwienie KSC.

— Rok 2007 zakończyliśmy na plusie (1,3 mln zł netto zysku, przy 1,8 mld zł sprzedaży), mimo że musieliśmy zapłacić wysokie składki na unijny Fundusz Restrukturyzacyjny (ponad 331 mln zł). W tym roku przewidujemy stratę, m.in. w związku ze spadkiem cen cukru (w całej UE wciąż jest go za dużo, ponadto napływa tani cukier spoza UE), a także dużymi kosztami restrukturyzacji i umocnieniem złotego, co osłabia konkurencyjność naszego eksportu — wylicza Krzysztof Kowa.

Polityczny zatarg

Eksperci nie mają wątpliwości, że odwołanie prezesa miało podtekst polityczny.

— Zarząd Krajowej Spółki Cukrowej działał w dobrym kierunku, decydując o zamykaniu najsłabszych z ekonomicznego punktu widzenia cukrowni. To niedobrze, że prezes został odwołany i to w tak trudnym dla branży momencie — ocenia Sławomir Podlaski.

Jego zdaniem, w przypadku KSC polityka była i jest nadal jednym z najważniejszych czynników hamujących nieuchronny proces koncentracji produkcji.

Według przedstawicieli branży cukrowniczej, odwołanie Krzysztofa Kowy jest skutkiem podjętej przez niego niedawno decyzji o zamknięciu cukrowni w Łapach oraz Lublinie, którą skry- tykowali politycy obecnej ekipy rządzącej wywodzący się z regionów, w których działają te cukrownie. Chodzi m.in. o Marka Sawickie- go, ministra rolnictwa, oraz Krzysztofa Żuka, wicemi- nistra skarbu odpowiedzialnego za przemysł cukrow- niczy.

— Cukrownia w Łapach ma najgorsze tereny pod uprawę buraków w naszej grupie, a na Lubelszczyźnie mamy jeszcze dwie inne cukrownie — broni swoich decyzji Krzysztof Kowa.

— Likwidacja cukrowni w Łapach została przesądzona przez zarząd i radę nadzorczą spółki mimo wie- lokrotnie wyrażanej przez Ministerstwo Skarbu Państwa dezaprobaty dla planu restrukturyzacji Krajowej Spółki Cukrowej. Plan ten nie był akceptowany przez ministra skarbu i ministra rolnictwa, bo nie zawierał m.in. pogłębionej analizy ekonomiczno-finansowej i precyzyjnie nie określał sposobów optymalnego wykorzystania majątku zlikwidowanych cukrowni — tak uzasadnia powód zmian personalnych w KSC Agnieszka Żukowska z biura prasowego resortu skarbu.

Firmy cukrownicze stają przed gorzkim dylematem

Do końca tego miesiąca firmy cukrownicze muszą zdecydować, czy zrezygnują z części kwot produkcyjnych za rekompensatą.

Komisja Europejska zaplanowała, że w ramach reformy rynku cukru jego produkcja w UE zmniejszy się do 2010 r. o 6 mln ton, z 17 do 11 mln. Już wiadomo, że firmy nie zredukowały jeszcze limitów do pożądanego przez Brukselę poziomu. Dlatego dostały kolejną propozycję oddania części limitów w zamian za rekompensaty pieniężne (polskie firmy muszą jeszcze oddać 150 tys. ton). To wszystko jednak musi się odbyć do końca marca. Nic dziwnego, że w firmach trwa teraz gorączkowe liczenie.

— Firmy zastanawiają się, co robić. Czy ryzykować i liczyć na to, że inni zrezygnują z limitów, czy też sprzedawać własne limity? Przy dobrowolnej rezygnacji za tonę limitu można dostać tak jak wcześniej 625 EUR — mówi Krzysztof Kowa, prezes Krajowej Spółki Cukrowej odsunięty właśnie od władzy.

Okazuje się, że są już jednak firmy, które podjęły decyzję.

— Przygotowujemy się do realizacji propozycji Komisji Europejskiej w sprawie dalszej redukcji limitów produkcyjnych. Tym razem planujemy zrezygnować z około 9,1 proc. naszej kwoty. Prowadzimy już rozmowy na ten temat z plantatorami. Uważamy, że lepiej skorzystać z wypłacanych przy tej okazji rekompensat teraz, niż zdać się na odgórną i nieprzewidywalną decyzję Brukseli w 2010 r. — mówi Eugen Jary reprezentujący Südzucker Polska.

Inni wciąż zastanawiają się, co robić.

— Jeszcze nie podjęliśmy decyzji o tym, czy zrezygnujemy do końca marca z kolejnej części naszego limitu produkcyjnego. Jest to kuszące, bo można otrzymać rekompensatę, z drugiej strony jednak szkoda rezygnować z kwoty. Najlepiej byłoby dla branży, aby wszyscy zrzekli się części limitów, a wtedy rynek wreszcie zostałby ure-gulowany — mówi Janusz Pierun, pełnomocnik firmy Pfeifer und Langen w Polsce.

Jego zdaniem, polski sektor cukrowniczy ma mimo wszystko dobre perspektywy rozwoju. Polska jest obecnie trzecim producentem cukru w Europie.

— Produkcja jest obecnie dochodowa w przypadku firm, które skutecznie ją skoncentrowały. W 2001 r. mieliśmy 11 zakładów w Polsce, a dziś mamy trzy — mówi Janusz Pierun.

Wiktor Szczepaniak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu