Polski e - biznes zalewa Europę

Kamil Kosiński
opublikowano: 12-08-2009, 00:00

Zagraniczna ekspansja polskich spółek internetowych zbiegła się z kryzysem. Pionierzy już wiedzą, że łatwo nie będzie.

Zagraniczna ekspansja polskich spółek internetowych zbiegła się z kryzysem. Pionierzy już wiedzą, że łatwo nie będzie.

Jeszcze przed końcem sierpnia ruszy włoska wersja serwisu Oponeo.pl, zajmującego się sprzedażą opon przez internet. Będzie to czwarta wersja językowa tej witryny i zarazem aż jedenasta kopia polskiego serwisu internetowego uruchomiona za granicą w ciągu ostatniego roku.

Masowe klonowanie polskich przedsięwzięć z zakresu e-commerce w innych krajach zaczęło się w październiku 2008 r. Wtedy ruszył serwis Monitor.cz, będący czeską wersją porównywarki cen Kupujemy.pl. Dwa miesiące później Kupujemy.pl pojawiło się na Słowacji pod nazwą Monitor-cien.sk. W lutym 2009 r. pojawiła się niemiecka wersja Oponeo.pl. Miesiąc później — francuska i hiszpańska. W maju 2009 r. wystartowała węgierska wersja Fruli.pl, czyli skrzyżowanie sklepu z serwisem aukcyjnym. Miesiąc później Węgrzy mogli już korzystać z serwisu Arjelzo.hu, czyli kolejnego klona Kupujemy. pl. Zaledwie w lipcu wystartowała zaś strona Licituj.cz, czyli czeska wersja Podbij.pl, prowadzącego działalność identyczną z Fruli.pl.

Z informacji pochodzących od polskich firm wynika, że to nie koniec ich zagranicznej ekspansji. Fruli.pl zapowiada uruchomienie kolejnego zagranicznego serwisu jeszcze na lato 2009 r. Do końca 2010 r. Podbij.pl chce mieć cztery kolejne wersje językowe. Oponeo. pl otwarcie zaś przyznaje, że interesuje się rynkiem szwedzkim i holenderskim. Firma ta jako jedyna stawia przy tym zdecydowanie na rozwój w Europie Zachodniej.

— Gdy w 2008 r. zaczęliśmy sondować perspektywy działalności za granicą, przyglądaliśmy się rynkowi niemieckiemu i czeskiemu. Czeski okazał się jednak niezbyt atrakcyjny pod względem walutowym — wyjaśnia Monika Siarkowska z Oponeo.pl.

Niewiele do stracenia

Zagraniczna działalność ma przynieść Oponeo.pl 10 proc. tegorocznych przychodów. W 2010 r. ma to już być 30 proc. Oznacza to, że jeżeli spółka będzie zwiększać obroty i zyski, to głównie dzięki eksportowi swojego pomysłu na biznes.

— W Polsce kontrolujemy 60 proc. rynku sprzedaży opon przez Internet. Taki udział trudno zaś zwiększać. Tym bardziej że konkurencja jest u nas chyba największa na świecie. Google wskazuje dziesiątki linków do firm prowadzących taką samą działalność jak nasza. Jaki jest ich poziom obsługi klienta, to inna sprawa. Na rynku jednak istnieją. Za granicą spotykamy się praktycznie tylko z jednym konkurentem prowadzącym działalność międzynarodową. Lokalnych firm podobnych do naszej praktycznie nie ma — zapewnia Monika Siarkowska.

Niewiele do stracenia mają też inne polskie e-firmy próbujące sił za granicą.

— To nie jest tak, że uruchamiając biznes w kolejnym kraju, musimy zbudować porównywarkę cen od podstaw. W 90 proc. bazujemy na rozwiązaniach technologicznych stworzonych na potrzeby polskiego rynku. Ich rozwój obciąża polską spółkę. Za granicą inwestujemy tylko w sprzedaż i marketing — tłumaczy Arkadiusz Dydo, prezes firmy Advanced Network Technologies, prowadzącej serwis Kupujemy.pl.

Przyznaje jednak, że kosztów marketingu i sprzedaży nie można lekceważyć. Właśnie dlatego, w przeciwieństwie do Oponeo.pl, na zachód Europy raczej się nie wybiera.

— Tamtejsze rynki są zdecydowanie bardziej nasycone niż wschodnioeuropejskie. Oczywiście jest tam jakieś miejsce do zagospodarowania, ale stosunek potencjalnych przychodów do niezbędnych nakładów powoduje, że ryzyko jest nieopłacalne — uważa Arkadiusz Dydo.

Warto jednak zauważyć, że z danych Eurostatu wynika, że np. we Włoszech odsetek osób regularnie korzystających z sieci jest znacznie mniejszy niż w Polsce. Oznacza to, że i cały e-commerce jest słabiej rozwinięty, a więc pionierzy mają szansę na uzyskanie silnej pozycji relatywnie niskim kosztem.

Doświadczenia pionierów

Być może polscy e-biznesmeni boją się trochę samodzielnie ruszyć na podbój Europy. Klony Kupujemy.pl i Podbij.pl działają przecież przy wsparciu lokalnych podmiotów z krajów Grupy Wyszehradzkiej. W przypadku Licituj.cz, sama domena jest nawet własnością czeskiej spółki Advance Media Corporation.

— Łatwiej działać, mając partnera na miejscu. To uwiarygodnia przedsięwzięcie — twierdzi Kamil Kuchta, prezes spółki Irena Enterprise, prowadzącej Podbij.pl.

Jednak spółki nie zawsze się sprawdzają. Przekonał się o tym boleśnie Robert Rogacewicz, założyciel serwisu społecznościowego Grono.net. Hiszpańskojęzyczna wersja tego serwisu wystartowała już w 2007 r. Różnice zdań wśród udziałowców spółki doprowadziły jednak do zawieszenia projektu.

Ukraiński klon Gadu-Gadu zmienił co prawda nazwę z Bałaćka na Talky3D, ale nadal istnieje. Zamierzonych celów biznesowych jednak też nie osiągnął. Ma zaledwie 100 tys. użytkowników, a według pierwotnych zapowiedzi celem na koniec 2007 r. było 150 tys.

Może jednak komuś się uda. W każdym razie warto kibicować polskim e-spółkom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane