Polski rynek akcji nadal nie daje sygnałów końca hossy

Piotr Kuczyński
01-09-2003, 00:00

Pamiętajmy, że euforyczne wzrosty indeksów nie są korzystne dla giełdy. Zamieniają inwestowanie w kasyno, a wiadomo jak kończy się gra w kasynie.

Z Ameryki

Na giełdach amerykańskich nikt nie oczekiwał przełomu, bo ostatni tydzień wakacji i nadchodzący długi weekend znacznie zmniejszyły aktywność inwestorów. Wolumen był bardzo mały, a wzrosty na takim wolumenie są niewiele warte.

Popatrzmy na fundamenty. Nie widać w nich ożywienia, które uzasadniałoby nawet obecne kursy akcji. Indeks zaufania podawany przez Conference Board wzrósł w sierpniu. Znacznie wzrósł subindeks oczekiwań, a wyraźnie spadł subindeks oceniający obecną sytuację. Amerykanie widzą, że ich sytuacja się pogarsza, ale mają nadzieję, że skoro jest tak źle to może być tylko lepiej. Mówimy o przedostatnim miesiącu kwartału, w którym miało nadejść wyraźne ożywienie. Skąd więc odczucia pogarszającej się sytuacji i to wtedy, kiedy obniżki podatków i ich zwroty wywołały w lipcu sierpniu falę zakupów? Widać to ożywienie wcale nie jest wyraźne, a na rynku pracy nie widać żadnej poprawy.

Ilość domów sprzedanych na rynku wtórnym, była największa w historii, a nowych domów druga co do wielkości. Ceny w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosły najwięcej od 23 lat. To jest klasyczny szczyt hossy. Szczególnie, że po raz kolejny dane tygodniowe pokazały znaczny spadek ilości podań o refinansowanie (21,3 proc.). Ilość podań o kredyty hipoteczne też spadła. Warto przeczytać artykuł na stronie internetowej Centrum Badań Gospodarczo-Politycznych (CEPR). Już sam tytuł jest wymowny: „Balon spekulacyjny na rynku nieruchomości szybką drogą do ubóstwa?”. Najważniejsze z tego artykułu jest to, że od 1995 roku ceny domów przekroczyły inflację o 30 punktów procentowych, co nie zdarzyło się nigdy od 1945 roku. Autor twierdzi, że ceny domów mogą spaść o 30 procent, co będzie miało rozliczne i bardzo niekorzystne implikacje dla ich właścicieli (i dla całej gospodarki).

Inwestorzy byli bardzo zadowoleni tym, że w drugim kwartale wzrósł o 3,1 proc. PKB, ale jakoś zapomnieli, że większy wzrost PKB nastąpił przede wszystkim z powodu zweryfikowania wydatków na zbrojenia. Pojawiły się głosy mówiące, że gospodarka amerykańska pociągnie cały świat. Pytanie tylko, w którym kierunku... Nikt nie chce pamiętać o tym, że wzrost PKB i lekkie ożywienie gospodarki następuje na skutek bezprecedensowego zalewu gospodarki gotówką i zwiększenia wydatków rządowych. Co stanie się, kiedy to źródło zawiedzie, a firmy przyzwyczaja się do tego narkotyku? Jak długo świat będzie tolerował amerykańskie zadłużenie? Urząd Kongresu ds. Budżetu (CBO) w zeszłym tygodniu potwierdził, że deficyt budżetowy w bieżącym roku sięgnie 401 mld USD (6,1 proc. PKB), a w następnym wzrośnie do 480 mld. CBO ostrzega, że wydatki rosną, a z przychodami budżetu nie jest dobrze. Poza tym część wydatków (np. niektóre wydatki na wojnę z Irakiem) nie jest ujęta w kosztach. Klasyczne zamiatanie pod dywan. Deficyt będzie coraz większy, choćby właśnie z powodów kosztów ponoszonych przez USA w Iraku.

Kilka słów o spiskowej teorii dziejów. W minionym tygodniu, we czwartek, w Londynie zgasło światło. Zauważmy, że nastąpiło to w Londynie (najwierniejszy sojusznik USA), w godzinach szczytu (tak jak w Nowym Jorku) i dokładnie dwa tygodnie po „blackoucie” w USA i dwa tygodnie przed rocznicą ataku z 11.09. To mogą być przypadki, ale ja nie lubię takich przypadków. Szczególnie podejrzane są wtedy, kiedy duże instytucje sprzedają kontrakty i wyraźnie rośnie cena złota. Złoto mocno drożeje zazwyczaj wtedy, kiedy coś złego dzieje się w geopolityce. Albo, kiedy coś ma się wydarzyć i ktoś o tym wie. Tak jak przed atakiem z 11.09, kiedy zaczęły się dziwne spadki kursów akcji ubezpieczycieli i linii lotniczych. Nie mówię żeby sprzedać akcje i otworzyć krótkie pozycje. Ostrzegam jedynie, że w okolicach 11.09 trzeba zachować szczególną ostrożność.

W Financial Times ukazał się ciekawy materiał o sprzedaży akcji przez insiderów (pracowników firm posiadających akcje). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wartość sprzedanych przez insiderów akcji w sierpniu będzie największa od początków 2.000 roku, kiedy rynek osiągnął szczyt. Szczególnie dziwna jest taka wyprzedaż tuż przed sezonem wyników za drugi kwartał. Insiderzy wiedzą najlepiej, co spółki opublikują i dlatego taka wyprzedaż jest poważnym ostrzeżeniem. Mogą się jednak mylić. Oczywiście nie co do wyników, ale co do reakcji rynku na wyniki. Amerykanie ciągle wpłacają pieniądze do funduszy akcji, a fundusze z chęcią lokują je w akcjach udając, że wierzą, iż nadmuchane księgowo zyski usprawiedliwiają ceny akcji.

Wrzesień zazwyczaj nie jest dobrym miesiącem dla giełd, ale ponieważ wszyscy to wiedzą i większość nastawia się na wzrosty w listopadzie i październiku, to nie ma pewności czy ten wrzesień będzie słaby. Trzeba poczekać na wyjście rynku z trendu bocznego, żeby móc określić dalszy kierunek. Jeśli spojrzy się na wykresy to wydaje się, że byki muszą zwyciężyć, ale to już siódmy atak na górne ograniczenie trendu, a ten ostatni był wyjątkowo nieprzekonujący ze względu na bardzo mały wolumen. We wtorek zapowiada się bardzo ważna sesja.

Z Polski

Zawodowcy wiedzą, że na GPW nadmuchiwany jest balon spekulacyjny. Euforyczne wzrosty indeksów nie są korzystne dla giełdy. Zamieniają inwestowanie w kasyno, a wiadomo jak kończy się gra w kasynie. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby dmuchać w ten balon, ale nawet w tej spekulacji powinny być pewne zasady – na przykład występowanie korekt. W połowie tygodnia rozpoczęła się właśnie taka korekta, ale była zdecydowanie za krótka. Widać, że jeśli na świecie nie zacznie się cykliczne ochłodzenie to byki będą rządziły w Warszawie.

Będę uparcie pisał również o fundamentach. Kiedyś nastąpi powrót do rzeczywistości i trzeba się do tego przygotowywać. W Eurolandzie dane makro znowu były mieszane. Indeks klimatu gospodarczego instytutu Ifo w sierpniu wzrósł kolejny raz z rzędu. Za to w lipcu wyraźnie spadła zarówno sprzedaż hurtowa jak i detaliczna. W Niemczech niewielka poprawa w drugim półroczu rzeczywiście nastąpi. Słowo „niewielka” ma tu podstawowe znaczenie. Paradoksalnie te dane makro nie są w krótkim terminie korzystne dla rynku akcji. We czwartek odbędzie się posiedzenie ECB. Gdyby dane były złe to istniałaby szansa na obniżkę stóp, ale teraz jej już nie ma. Szczególnie, że zarówno Niemcy jak i Francja zapowiadają, że mogą złamać traktat z Maastricht i znowu przekroczyć dopuszczalną granicę deficytu budżetowego, a inflacja w Eurolandzie sięgnęła czteromiesięcznego szczytu (2,1 proc.), co na razie kończy dyskusje na temat deflacji w Eurolandzie.

Nasza RPP stóp nie obniżyła i tym razem uważam, że miała rację. Inflacja umożliwia dalsze cięcia, ale dane makro są znakomite. Ostatnio dane o deficycie obrotów bieżących pokazały, że eksport nadal rośnie. Poza tym mocno wzrósł import, a to może sygnalizować wzrost importu inwestycyjnego, co zwiększałoby prawdopodobieństwo dłuższego ożywienia gospodarki. RPP słusznie mówi, że projekt budżetu państwa i reform jest nieznany. Rysuje się jakaś możliwość porozumienia między SLD a PO w sprawie reformy finansów państwa, co wszyscy przyjęliby z dużym zadowoleniem, ale poważnie obawiam się, że polityka weźmie znowu górę nad rozumem i dobrem Polski. Gdyby rzeczywiście ożywienie nabierało tempa, a równocześnie sejm i rząd trwający w zwarciu mieli problemy z reformami i budżetem to ucierpiałby złoty, a to zwiększyłoby inflację. Wtedy stopy należałoby podnieść. Po co je teraz obniżać?

W polityce końcówka roku zapowiada się bardzo burzliwie. Zaczynają się strajki, a w znanym telewizyjnym programie informacyjnym prowadzący mówi, że pracownicy mają czas na wywalczenie ustępstw od rządu przed wejściem do UE, bo rządzący będą bardziej wrażliwi. Można powiedzieć, że to jest wręcz namawianie do niepokojów społecznych. Wiadomo, o co chodzi. We wrześniu zacznie się walka o przyśpieszone wybory parlamentarne i wszystkie środki będą dozwolone. Pisałem już o tym i powtarzam: tylko Polacy tego bałaganu mogą się nie bać. Zagranica pójdzie na Węgry, do Rosji czy Czech.

Inwestorzy obawiający się cyklicznego załamania w USA, będą akcje sprzedawali. Problem jest w tym, że olbrzymia większość analityków mówi o jednym scenariuszu: teraz korekta, może nawet kilkutygodniowa, a potem mocne wzrosty do końca roku. Świat byłby piękny, gdyby można było inwestować zgodnie z tym, co mówi większość analityków. Skoro olbrzymia większość zarządzających funduszami liczy na taki scenariusz to albo akcji nie sprzedają (bo po co skoro za chwilę ma być wyżej?), albo jedynie lekko skracają pozycje. Taki scenariusz po prostu nie może zostać zrealizowany. Nie bardzo wiem jak indeksy mają spadać przy takiej dużej dozie pesymizmu, jaką pokazał Wigometr (52 proc. niedźwiedzi i tylko 21 proc. byków). Chyba, że dużo osób podało „spadek” oczekując, że w tym badaniu ilość byków bardzo wzrośnie. Ja właśnie tak zrobiłem. Jeśli brać ten odczyt za dobrą monetę to należy oczekiwać kontynuacji hossy. Mamy alternatywę: albo nie będzie poważnej korekty do końca roku albo podczas jej trwania stanie się coś, co zmieni nastawienie analityków i zaczną mówić o powrocie do rynku niedźwiedzia. Wtedy, po korekcie rzeczywiście możliwe byłby wzrosty od drugiej połowy października.

Rynek przyzwyczaił się już do tego, że indeksy ciągle są wyżej. Podaż jest bierna, bo nie widzi powodu, żeby gwałtownie sprzedawać. Widać to było szczególnie dobrze w piątek, kiedy to po raz pierwszy od lat widzieliśmy na WGPW klasyczne i mocne „window dressing”. Kilka tygodni temu pisałem, że fundusze planują mocne zakończenie wakacji, żeby zachęcić powracających z urlopu do zainwestowania oszczędności. Końcówka miesiąca pozwoli pokazać bardzo wysokie zyski i niewątpliwie zakładany cel zostanie osiągnięty. Nie sposób prognozować, kiedy rozpocznie się dłuższa korekta. Z teorii Elliotta wynika, że trwa fala wzrostowa, po której powinna wystąpić korekta będąca, zgodnie z zasadą przemienności, dynamicznym zygzakiem. Sygnał sprzedaży powstanie wtedy, kiedy zostanie przełamana linia przyśpieszonego trendu wzrostowego na WIG (w piątek 20.800 pkt.). Korekta, która się w końcu zacznie będzie bardzo brutalna – jak nasze fundusze zaczną realizować zyski to kto miałby od nich kupować?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Polski rynek akcji nadal nie daje sygnałów końca hossy