Polskie firmy robią skok na Turcję

AT
opublikowano: 19-01-2012, 00:00

Po Selenie i Rafako kolej na pruszkowski Herbapol. Zakłady zielarskie z pomocą Jerzego Staraka chcą podbić turecki rynek.

Herbapol Pruszków, który jeszcze w tym miesiącu powinien ostatecznie trafić do portfela Jerzego Staraka, rusza na podbój tureckiego rynku. Podwarszawskie zakłady zielarskie rozpoczęły już rejestrację flagowego produktu — Fitolizyny, który jest stosowany w schorzeniach układu moczowego. W Polsce sprzedawany jest od blisko 50 lat, na turecki rynek trafi najwcześniej pod koniec przyszłego roku. Z siecią sprzedaży nie powinno być problemu. Pruszkowska spółka będzie już formalnie należała do Herbapolu Lublin, w którym 100 proc. udziałów ma Jerzy Starak, który w zeszłym roku kupił turecką spółkę marketingowo- -sprzedażową Cenova Pharma.

— Będziemy mogli wykorzystać jej sieć sprzedaży. Wstępne rozmowy z tureckimi zarządzającymi mamy już za sobą — informuje Krzysztof Pawlak, pełnomocnik ds. prywatyzacji Herbapolu Pruszków.

Turecki rynek jest atrakcyjny dla Herbapolu z dwóch powodów. Po pierwsze, mieszka tam 70 mln osób, po drugie, piją one wodę z dużą ilością żelaza i wapnia, co zwiększa ryzyko problemów z układem moczowym. Pomóc ma pruszkowska maść, która w ciągu kilku lat pojawi się na rynku również w nowych postaciach, m.in. w kapsułkach.

— Będziemy też chcieli rozszerzyć ofertę o komplementarne farmaceutyki stosowane w schorzeniach układu moczowego — zapowiada Krzysztof Pawlak. Ekspansja zagraniczna może być szersza, bo dzięki nowemu właścicielowi przed spółką otwierają się rynki z gotowymi i sprawdzonymi sieciami sprzedaży. Herbapol Pruszków ma być odpowiedzialny w grupie Jerzego Staraka za leki roślinne. Według Krzysztofa Brendta, prezesa warszawskiej Polfy, która podobnie jak pruszkowska firma trafi do grupy Polpharmy, Fitolizyna cieszy się na rynku dobrą opinią skutecznego preparatu. Kierunek też uważa za dobry.

— Turecki rynek jest rozwojowy. Przyciąga coraz więcej producentów leków generycznych — twierdzi Krzysztof Brendt. W 2007 r. izraelska firma farmaceutyczna Teva kupiła największego tureckiego producentaleków generycznych — Eczacibasi. Z polskimi inwestycjami jest już gorzej. Oprócz ostatniej akwizycji Jerzego Staraka przejęciami może pochwalić się też Selena, specjalizująca się w chemii budowlanej. W 2008 r. kupiła tureckiego producenta piany poliuretanowej, posiadającego 10 proc. tamtejszego rynku.

— Turcja jest dla nas strategicznym rynkiem. Gospodarka ma duży potencjał i rozwija się bardzo dynamicznie. To również brama na rynki Afryki Północnej i Bliski Wschód — mówi Jarosław Michniuk, prezes Seleny.

Nie tylko rynek, ale również wyniki sprzedaży mają się dobrze. Według zapowiedzi prezesa, obroty na tym rynku zwiększą się w 2012 r. o ok. 20 proc. Na kolejne kontrakty na tureckim rynku liczy inna giełdowa spółka— Rafako. Na początku roku producent kotłów dla energetyki i przemysłu podpisał umowę z turecką spółką Euas. Za 13,3 mln EUR zmodernizuje elektrofiltry dwóch bloków w elektrociepłowni Soma. Spółka jest w dwóch kolejnych przetargach na budowę bloków węglowych. Nie wie jeszcze, kiedy zapadną decyzje. Na ile Turcja jest ważna dla Rafako?

— W ciągu ostatnich czterech lat wartość projektów na tym rynku przekroczyła 100 mln EUR. Zakładamy, że w ciągu najbliższych lat uda się nam zdobyć kontrakty opiewające na podobną kwotę — zapowiada Mariusz Różacki, prezes Rafako. Dodaje, że jest to możliwe, ponieważ rynek jest perspektywiczny, a w tureckiej energetyce rozpoczął się, podobny do polskiego, boom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AT

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy