Polskie IT bez kompleksów

Comarch, Fibar, InteliWise — przybywa innowacyjnych firm, dla których krajowe podwórko to stanowczo za mało

W ubiegłym tygodniu firma Fibar Group, specjalizująca się w rozwiązaniach z dziedziny internetu rzeczy (ang. internet of things — IoT), otworzyła biuro w Dolinie Krzemowej. Przedstawiciele spółki uczestniczyli też w cyklu spotkań Polish American Leadership poświęconych roli i wsparciu polskich przedsiębiorstw na amerykańskim rynku. Pobyt w USA zakończyli wizytą w Białym Domu. Wcześniej produkty programistów z Wielkopolski (zaawansowana automatyka budynkowa) można było obejrzeć na konferencji IoT w Santa Clara w Kalifornii.

NIE TA SKALA:
Zobacz więcej

NIE TA SKALA:

Cieszy każdy sukces polskich programistów, inżynierów czy start-upowców. Mimo to niewiele jest prawdziwych polskich marek z rozpoznawalnością i międzynarodowym zasięgiem — mówi Marcin Strzałkowski, prezes InteliWise (z lewej). Aby zaistnieć i być obecnym na rynkach zagranicznych, trzeba ponieść nakłady finansowe na kampanie wizerunkowe i zbudować pełnowymiarowe struktury biznesowe — mówi prof. Janusz Filipiak, prezes Comarchu. Marek Wiśniewski

— San Francisco to drugie, po Chicago, miasto w Ameryce, w którym mamy swój oddział. Niedługo pojawi się w nim grupa inżynierów, by rozpocząć pracę nad innowacjami przeznaczonych do naszych systemów — mówi Bartłomiej Arcichowski, dyrektor ds. technologii w Fibar Group. Amerykański sen spełnił się również Marcinowi Strzałkowskiemu, szefowi InteliWise, dostawcy systemów informatycznych korzystających ze sztucznej inteligencji. Za oceanem warszawska firma otrzymała nawet patent.

— Wolność od kompleksów, nowoczesność, koncentracja na usługach niematerialnych to sprawdzony przepis na zagraniczny sukces. Aby potwierdzić tę tezę, mógłbym wymienić co najmniej kilkanaście firm z Polski, w tym start-upów, które produkują świetne oprogramowanie, e-książki czy gry dla dzieci — wymienia Marcin Strzałkowski.

Nie tylko Kalifornia

Velis IT Systems, krakowski producent IT, wybrał inny kierunek podboju — Azję. W Japonii będzie wdrażał swoje platformy Singu FM i Guest Book ze wsparciem tamtejszego integratora G.I. Tec. To oprogramowanie do zarządzania nieruchomościami, a o jego zaawansowaniu świadczy to, że służy do ochrony budynków w rejonach, którym raz po raz zagrażają klęski żywiołowe (tsunami i trzęsienia ziemi).

— Jesteśmy przyzwyczajeni, że innowacyjne technologie napływają do Polski z zagranicy. Nasze doświadczenia pokazują dobitnie, że możliwe jest odwrócenie tej tendencji. W ostatnich siedmiu latach zrealizowaliśmy przedsięwzięcia w 12 krajach, a swoje systemy zbudowaliśmy w kilkunastu językach, m.in. japońskim i chińskim — wskazuje Adam Penkala, wiceprezes Velis IT Systems.

Zarząd G.I. Tec zdecydował się nawet na korzystanie z serwerów w Polsce. Tak będzie można skuteczniej — tłumaczy — chronić się przed utratą danych w razie zniszczenia nieruchomości przez zjawiska atmosferyczne.

— Dotychczas nie mieliśmy na japońskim rynku rozwiązania, które można by porównać do platformy Velis IT Systems. Dołożymy starań, by to oprogramowanie cieszyło się wśród japońskich zarządców budynków jak największym zainteresowaniem — deklaruje Shunji Aoike, prezes G.I. Tec.

Duży daje przykład

Mniejsze firmy IT idą drogą wydeptaną przez liderów biznesowej informatyki — Comarch, Adecco czy MakoLab. To ostatnie przedsiębiorstwo, z siedzibą w Łodzi, ponad 80 proc. przychodów uzyskuje z eksportu. Wdrożenia realizowało w ponad 60 krajach. Ma biura m.in. w Londynie i Paryżu, a w Stanach Zjednoczonych rozwija spółkę joint venture. Do jego klientów należą Renault, Nissan, Toyota, Apsys, Gjensidige czy mBank.

— Wszyscy zachwalają start-upy, i słusznie. Natomiast my pokazujemy, że innowacyjni potrafią być również polscy dostawcy oprogramowania z wieloletnią tradycją — zaznacza stojący na czele MakoLabu Wojciech Zieliński. Recepta na ekspansję według prezesa? Po pierwsze, integracja tzw. twardego IT z kompetencjami marketingowymi, po wtóre — inwestycje w badania i rozwój. Do tego dorzuca zdolność firmy do wyróżnienia się, mocną specjalizację i gotowość do zmian. Natomiast rzeszowski Asseco postawił na rynki wschodzące. Jako federacja firm działa w 54 krajach, z których pochodzi aż 76 proc. przychodów grupy ze sprzedaży. Oprócz oprogramowania dla instytucji finansowych, telekomów i producentów energii oferuje konsulting technologiczny. — Zwiększaniu kompetencji sektorowych towarzyszy rozwój przez akwizycję. W tej dwutorowości widzimy dla siebie szansę — mówi Adam Góral, prezes Asseco Poland. Najbardziej znaną marką technologiczną z Polski (przynajmniej wśród klientów biznesowych) jest Comarch. Na tę pozycję producent oprogramowania specjalistycznego dla korporacji

pracuje od końca lat 90. Popyt na te rozwiązania był wówczas u nas zbyt mały, by móc utrzymać zatrudnienie i dalej się rozwijać. To sprawiło, że krakowska spółka zaczęła szukać dla siebie szansy w Europie Zachodniej i USA. Zwłaszcza że wtedy koszty produkcji w kraju były znacznie niższe niż za granicą, co oznaczało istotny czynnik konkurencyjny. — Innym motorem naszej ekspansji był zespół — młodzi pracownicy byli głodni sukcesu i chętnie wyjeżdżali, by posmakować Zachodu i współpracować z tuzami IT w ich centralach, a nie w lokalnych oddziałach w Polsce — wspomina prof. Janusz Filipiak, założyciel i szef Comarchu. Wyjście poza rynek krajowy uważa za słuszną decyzję, co potwierdza chociażby jedna liczba: dzisiaj ponad 50 proc. przychodów małopolskie przedsiębiorstwo odnotowuje za granicą.

Na początku drogi

Zachwyt pod hasłem „Polak potrafi” nie może przyćmić spostrzeżenia, że nie wszystko jest takie różowe. Pisał o tym kiedyś „The Economist”, skądinąd zachwycony ekspansją naszych spółek. Nawet największe polskie koncerny są małe według światowych standardów — podkreślał tygodnik. To po pierwsze. A po drugie, większość firm IT kurczowo trzyma się jednak lokalnego podwórka, co wynika z warunków niesprzyjających wchodzeniu na zagraniczne rynki. — Nasze państwo za mało zachęca przedsiębiorców do ekspansji — są wprawdzie programy wsparcia eksporterów, lecz zarządzają nimi ludzie spoza biznesu, urzędnicy. Główna przeszkoda tkwi jednak w mentalności — wielu innowatorom, start-upowcom brak przebojowości, wiary w siebie, a bez tego trudno zdobywać świat — argumentuje Marcin Strzałkowski. Jaki z tego wniosek? Pewnie długo będziemy musieli czekać na polski odpowiednik Facebooka, Google’a czy SAP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Polskie IT bez kompleksów