Polskie mięso się wykrwawia

MICH , PAP
opublikowano: 02-05-2012, 00:00

Ratunek dla marż to eksport i zwiększanie skali produkcji. Konsolidacja tak, ale poprzez bankructwa — mówi branża.

Kryzys surowcowy, rekordowe ceny, spadek rentowności i wnioski o upadłość. Tak producentom jawi się polski rynek mięsa w tym roku. Zdaniem Macieja Dudy, prezesa PKM Duda, ceny w skupach w I kwartale 2012 r. były wyższe rok do roku o 25-30 proc.

Jego zdaniem, to efekt zmniejszonego pogłowia trzody chlewnej, dużej konkurencji w skupie oraz tzw. afery solnej, która na początku roku zmniejszyła zaufanie klientów do branży. Równie drogo było więc dla przetwórców, którzy kupują poszczególne wieprzowe elementy.

— Udaje nam się zarabiać dlatego, że jesteśmy największym zakładem przetwórczym w Polsce o mocach produkcyjnych ponad 500 ton przetworów na dobę (z czego około połowy pozostaje niewykorzystanych). Tym sposobem przy przychodach sięgających 390 mln zł osiągnęliśmy 14,2 mln zysku netto. Efekt skali pozwala zamortyzować spadek marż, a w tym roku chcielibyśmy go jeszcze zwiększyć i osiągnąć przychody na poziomie 450 mln zł — deklaruje Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia.

W podobny sposób radzi sobie PKM Duda, który zarobił w zeszłym roku 39,1 mln zł przy 1,67 mld zł przychodów.

— Ten rok, pod względem zyskowności, będzie gorszy od poprzedniego. Natomiast przychody cały czas rosną i pewnie w całym roku będą wysokie, bo w ten sposób staramy się kompensować spadającą marżę — twierdzi Maciej Duda.

Według niego „zdrowy” poziom marży netto dla branży mięsnej to ok. 2 proc., który jest obecnie nieosiągalny. Producenci tylko teoretycznie mogliby się pokusić o podwyżki.

— Firmy nie mogą podnieść cen, bo jesteśmy w Polsce blisko takiego punktu, w którym konsument nie będzie w stanie ich zaakceptować. Ratunkiem dla utrzymania rentowności mięsnego biznesu może być natomiast eksport. Przy obecnym kursie euro możliwe do osiągnięcia marże wynoszą 2-4 proc., zależnie od kraju. Jednak żeby być poważanym dostawcą do jakiegokolwiek państwa, nasze spółki musiałyby się porozumieć i stworzyć grupę eksportową, która będzie w stanie produkować odpowiednio duże ilości. Musi więc nastąpić specjalizacja i konsolidacja w tej branży — opowiada Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

O akwizycji, aby poprawić elastyczność sprzedażową dla zwiększającej się produkcji, przebąkuje PKM Duda. Żadnych spektakularnych przejęć nie spodziewa się natomiast Krzysztof Woźnica.

— Z powodu braku efektu skali może upaść wiele mniejszych zakładów i to będzie swoista „konsolidacja” rynku — konsolidacja przez eliminację. Branża jest wypłukana z gotówki, a poza tym najwięksi gracze mają wolne moce produkcyjne, nie ma więc powodu, by przejmowali inne firmy — tłumaczy prezes ZM Silesia.

Producentom mogłaby jednak pomóc konsolidacja innej części tego rynku — gospodarstw zajmujących się produkcją trzody chlewnej.

— W Polsce mamy ich około 300 tys., a np. w Danii, która produkuje więcej od nas, takich gospodarstw jest 3,5 tys. Dzisiejsze rekordowo wysokie ceny skupu, z którymi borykają się zakłady mięsne, to m.in. efekt tego ogromnego rozdrobnienia — mówi prezes Związku Polskie Mięso.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MICH , PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Polskie mięso się wykrwawia