Polskie piwo z niemieckiego chmielu

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 15-07-2011, 00:00

Nowoczesne zakłady i ogromne moce stoją niewykorzystane, bo koncerny wolą kupować poza Polską.

Krajowa produkcja browarniczego surowca może się załamać

Nowoczesne zakłady i ogromne moce stoją niewykorzystane, bo koncerny wolą kupować poza Polską.

Choć polski chmiel uznawany jest za jeden z najlepszych na świecie, nasi plantatorzy i przetwórcy chmielu z dużą obawą patrzą w przyszłość. Ich zdaniem, w branży źle się dzieje, a produkcja chmielu w Polsce może się wkrótce załamać.

— Do 2008 r. duże grupy piwowarskie kupowały chmiel od polskich przetwórców. Później Carlsberg i Grupa Żywiec bardzo mocno ograniczyły zakupy produktów chmielowych od polskich przetwórców, a ich centrale zawarły wieloletnie kontrakty z dostawcami zagranicznymi — mówi Cezary Możeński, dyrektor Instytutu Nawozów Sztucznych (INS) w Puławach, który za pośrednictwem spółki Puławski Chmiel rozwija produkcję ekstraktu oraz granulatu chmielowego.

To właśnie w takiej przetworzonej formie chmiel jest dziś używany do produkcji piwa.

Polak potrafi

— INS jest jednym z nielicznych podmiotów na świecie, który opracował technologię wysokociśnieniowej produkcji ekstraktu chmielowego. Nasza instalacja do jego produkcji nie ma konkurencji w tej części Europy. Niestety, mimo dużej zdolności produkcyjnej — możemy przetworzyć na ekstrakt cały polski chmiel, w tym roku nie zdobyliśmy jeszcze od działających w Polsce dużych firm piwowarskich żadnego zamówienia. Problem w tym, że polski chmiel jest sukcesywnie wypierany z rynku przez importowane produkty chmielowe, głównie z Niemiec —mówi Cezary Możeński.

Jego zdaniem, agresywna konkurencja firm niemieckich przyczyniła się do upadłości największego przetwórcy chmielu w Polsce — spółki Chmiel Polski, której supernowoczesny zakład, specjalizujący się w produkcji granulatu chmielowego, został niedawno wydzierżawiony przez Puławski Chmiel.

— W związku z trudnością w zdobywaniu dużych kontraktów nie wiadomo, czy uda nam się zakład uratować —mówi Cezary Możeński.

— Zakład w Suchodołach koło Lublina został wybudowany w 2006 r. przy wykorzystaniu funduszy unijnych. Jest w pełni skomputeryzowanym, jednym z najnowocześniejszych zakładów przetwarzających chmiel w Europie. Szkoda byłoby, gdyby został zlikwidowany — podkreśla Janusz Podleśny, syndyk upadłej spółki Chmiel Polski, której zadłużenie sięga około 50 mln zł.

Syndyk wystawił niedawno zakład na sprzedaż za blisko 16 mln zł. Niestety, nikt się nie zgłosił.

— Z tego, co wiem, chętni do jego zakupu są, w tym Puławski Chmiel, czekają jednak na obniżenie ceny. Sprzedaż zakładu utrudnia też fakt, że ciężko jest obecnie zdobyć w Polsce duże zamówienia od firm piwowarskich — ocenia Janusz Podleśny.

— Bez zamówień działających w Polsce firm piwowarskich plantatorzy chmielu będą likwidować uprawy i ten sektor produkcji rolnej się załamie. Jeśli szybko nic się nie zmieni, zbiory chmielu w Polsce będą drastycznie spadać. Trudno będzie je odbudować, bo w przypadku akurat tej rośliny na plony trzeba czekać trzy lata. Krajowa produkcja, która sięgała dotąd 3,5 tys. ton suchej masy, w ciągu roku lub dwóch może spaść nawet do 1-1,5 tys. ton — uważa Cezary Możeński.

Okrężną drogą

Koncerny piwowarskie starają się uspokoić branżę.

— Nasza firma od lat korzysta z polskiego chmielu poprzez różnych dostawców, w tym Polskiego Chmielu, i zamierza to robić również w przyszłości, zakładając, że oferta tych dostawców będzie konkurencyjna —deklaruje Wojciech Mrugalski, kierownik ds. komunikacji z Kompanii Piwowarskiej.

— Do 2007 r. kupowaliśmy polski chmiel. Jednak w obliczu wysokich zwyżek sprzedaży piwa ceny polskiego chmielu wzrosły dziesięciokrotnie. Nawet przy tak wysokich stawkach gotowi byliśmy kupować polski chmiel. Niestety, jeden z dostawców zerwał z nami kontrakt, licząc, że ceny jeszcze wzrosną. Wtedy zwróciliśmy się o pomoc do globalnego działu zakupów Carlsberg Breweries. Obecnie jednym z naszych dostawców jest firma Barth, która zaopatruje się w chmiel, m.in. w Polsce — informuje Melania Popiel, rzecznik firmy Carlsberg Polska.

Carlsberg obiecuje zaprosić polskich dostawców, gdy będzie organizować kolejny przetarg na zakup chmielu.

— Mimo dużej nadprodukcji na świecie 100 proc. chmielu wykorzystanego do warzenia piw Grupy Żywiec w 2010 r. pochodziło od polskich rolników. I chociaż udział ten spadł nieznacznie, nasza strategia przewiduje ponownie 100 proc. W ciągu ostatnich lat udział chmielu od polskich rolników nigdy nie spadł poniżej 80 proc. Kupujemy przetwory chmielarskie od polskich i niemieckich firm, jednak w przypadku tych ostatnich zazwyczaj żądamy gwarancji, że zostały wyprodukowane z polskiego chmielu — deklaruje Sebastian Tołwiński, rzecznik Grupy Żywiec.

Grupa Żywiec pozwana za szyszki

Syndyk Chmielu Polskiego w imieniu spółki i wierzycieli domaga się 30 mln zł.

Wokół postawionej w stan upadłości likwidacyjnej w 2010 r. spółki Chmiel Polski, specjalizującej się w produkcji granulatu chmielowego, ostatnio dużo się dzieje. Syndyk spółki wystawił jej zakład na sprzedaż za blisko 16 mln zł. Poza tym skierował do sądu pozew przeciwko Grupie Żywiec, która jest większościowym akcjonariuszem zadłużonego na około 50 mln zł bankruta (m.in. wobec Banku BGŻ i plantatorów).

— Na wniosek rady wierzycieli spółki złożyłem w czerwcu pozew sądowy przeciwko Grupie Żywiec. W imieniu spółki domagam się odszkodowania wysokości blisko 30 mln zł za straty poniesione w wyniku nie odebrania przez Grupę Żywiec zamówionych wcześniej produktów chmielowych — mówi syndyk Janusz Podleśny.

Nie chce ujawnić szczegółów. Podkreśla, że najkorzystniejsze dla wszystkich byłoby zawarcie ugody.

— Upadłość spółki Chmiel Polski powinni zbadać inspektorzy Najwyższej Izby Kontroli. Był to bowiem dobrze prosperujący, wiodący przetwórca chmielu, który nagle się załamał, choć niedługo przed upadłością wypłacił jeszcze akcjonariuszom dywidendę — mówi Ryszard Mazur, członek rady wierzycieli spółki Chmiel Polski, plantator chmielu z Dolnego Śląska.

Podkreśla, że bankrut jest winny 300 plantatorom w sumie 10 mln zł. Według niego, po upadku spółki, która skupowała 70-80 proc. krajowego chmielu, jego rynek się rozregulował.

— Oferowane obecnie ceny skupu w kontraktach na lata 2012-2015 są tak niskie, że plantatorzy będą likwidować uprawy — mówi Ryszard Mazur.

Grupa Żywiec jest powściągliwa w komentowaniu sprawy.

— W związku z prowadzonym postępowaniem nie chcemy wywierać presji na sąd i nie będziemy szeroko komentować wypowiedzi wierzycieli spółki Chmiel Polski — mówi Sebastian Tołwiński, rzecznik Grupy Żywiec.

Podkreśla, że grupa zrobiła dużo, żeby nie dopuścić do upadłości tej spółki, m.in. kupowała od niej przetwory chmielowe mimo nie do końca atrakcyjnych cen i głosowała przeciwko wypłacie dywidendy w najtrudniejszym dla niej okresie.

Poza Grupą Żywiec akcjonariuszami spółki są także skarb państwa oraz plantatorzy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu