Polskie porty pomogły rozwinąć transport morski

Marta Walczak
opublikowano: 21-03-2011, 00:00

Wyniki osiągnięte w 2010 r. przez polskie porty kontenerowe cieszą zarządców. Eksperci przekonują, że Polska ma szansę przodować na Bałtyku.

Z raportu "Funkcjonowanie oraz perspektywy rozwoju rynku przewozów kontenerowych w Polsce do roku 2015" przygotowanego dla firmy Balticon wynika, że rynek przewozów kontenerowych w Polsce przez cztery lata może wzrosnąć aż czterokrotnie. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów w 2015 r. polskie porty będą obsługiwały od 1,2 mln TEU do 2,6 mln TEU. Dla porównania — w 2009 r. w polskich portach przeładowano około 670 tys. TEU.

Zaskakujące wyniki

— Zapotrzebowanie na morskie przewozy kontenerowe stale rośnie na całym świecie. Ponieważ statek zarabia tylko wtedy, kiedy pływa, armatorzy dbają, aby postoje w portach były jak najkrótsze. Dlatego też budują coraz większe kontenerowce, które znacznie skracają czas pobytu w porcie, co pozwala zmniejszyć koszty przewozów — mówi Jarosław Siergiej, prezes Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.

To zwiększone zainteresowanie morskim transportem przekłada się na wyniki portów w ubiegłym roku. Już w pierwszym półroczu 2010 r. terminale kontenerowe w Polsce zwiększyły wartość przeładunku o blisko 50 proc. Pobity został również rekord z pierwszego półrocza 2008 r. — o 13,4 proc. Według danych za 2010 r. światowy rynek morskich przewozów kontenerowych wynosił 138 mln TEU, co oznacza wzrost o 12,2 proc. rok do roku i odrobienie strat po kryzysie. Wyniki zaskakują wielu ekspertów z branży, którzy na początku 2010 r. przewidywali tylko 2,4 proc. wzrostu.

— Statystyki pokazują, że rynek przewozów kontenerowych w Polsce rozwija się bardzo szybko. Ożywienie w branży w ubiegłym roku na świecie stało się także naszym udziałem. Takie wzrosty pozycjonują polskie porty w europejskiej czołówce — zauważa Tomasz Szmid, prezes Balticonu, operatora logistyki kontenerowej.

Dla największych

Popularność przewozów kontenerowych pokazują również zamówienia światowych linii żeglugowych i operatorów logistycznych. Na przykład Maersk zwiększył flotę o największe na świecie kontenerowce, mogące pomieścić 18 tys. TEU. Do przyjęcia ogromnych statków potrzebny jest jednak również świetnie przygotowany port. Czy za coraz większymi kontenerowcami nadążają inwestycje w porty i terminale przeładunkowe? Eksperci twierdzą, że nasze porty mogą sprostać nowym wymaganiom.

— W 2010 r. przy wsparciu funduszy unijnych, które wynosiły około 50 mln zł, pogłębiliśmy obszar portu i obecnie przy Bałtyckim Terminalu Kontenerowym mogą cumować statki o zanurzeniu do 12,70 m. Dzięki tej inwestycji można było obsłużyć MSC "Fortunate" o długości 275 m i szerokości 40 m. Terminale BCT i GCT inwestują miliony dolarów w sprzęt, dlatego nie ma wątpliwości, że port gdyński jest bardzo dobrze przygotowany, aby obsłużyć przewidywany znaczący wzrost obrotów kontenerowych — twierdzi Janusz Jarosiński, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia.

Polskie porty rozwijają się najszybciej na Bałtyku. Przez dwa lata Gdynia i Gdańsk przegoniły najbliższych konkurentów.

— W roku 2009 wartość przeładunkowa obu portów wyniosła 619 tys. TEU. Rok później osiągnęły one rekordowy poziom 1 mln TEU. Tym samym polskie porty przegoniły szwedzką konkurencję. Obecnie wyprzedza nas tylko Sankt Petersburg, który w ubiegłym roku osiągnął 1,9 mln TEU — tłumaczy Tomasz Szmid.

Jednak Hamburg

Mimo dobrego przygotowania i coraz lepszego wyposażenia polskich portów Piotr Kozłowski, dyrektor biznesu lotniczego i oceanicznego Schenker, uważa, że nie można ich porównywać do hamburskiego terminalu kontenerowego, jednego z największych w Europie.

— Ciężko porównywać polskie porty z Hamburgiem, ponieważ mają różne zastosowanie. Uważam, że głównym ograniczeniem, które decyduje, że nasze porty nie są konkurencyjne dla Hamburga, jest ich lokalizacja. Ale mimo wszystko porty w Polsce są tańsze, a ich wydajność rośnie. Przy uwzględnieniu wzrostu zapotrzebowania na przewozy kontenerowe przez najbliższe 4-6 lat sprostają zadaniu. Jedyne, co może martwić, to wydolność dróg kolejowych i kołowych, niezbędnych do wywozu wszystkich kontenerów z portów — twierdzi Piotr Kozłowski.

Jego zdaniem nasze porty nigdy nie przejmą całkowicie roli Hamburga, ale przy uwzględnieniu kilku czynników, mogą z nim konkurować.

— W polskich portach przez ostatnie 5-6 lat zaszło wiele zmian. Naprawiono Gdynię, powstał nowy port DCT w Gdańsku, trwa modernizacja portu w Szczecinie. Pod tym względem możemy konkurować z Hamburgiem. Mamy zdolności przeładunkowe, które pozwalają przez następne kilka lat nie bać się o tę działalność. Muszą za tym jednak pójść ułatwienia fiskalne oraz rozwój i rozbudowa infrastruktury wewnątrz kraju, która będzie w stanie odebrać to wszystko, co porty dadzą radę przeładować — podsumowuje Piotr Kozłowski. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Walczak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu