Polskie stanowisko w sprawie budżetu UE 2006 budzi w Brukseli zdziwienie

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 18-11-2005, 17:48

Polskie stanowisko w sprawie zwiększenia budżetu UE na rok 2006 wywołało ogromne zdziwienie w Brukseli: po pierwsze, i tak nie możemy dostać więcej funduszy, niż przewidziano w traktacie akcesyjnym, po drugie im większy budżet UE, tym większa będzie nasza do niego składka.

Polskie stanowisko w sprawie zwiększenia budżetu UE na rok 2006 wywołało ogromne zdziwienie w Brukseli: po pierwsze, i tak nie możemy dostać więcej funduszy, niż przewidziano w traktacie akcesyjnym, po drugie im większy budżet UE, tym większa będzie nasza do niego składka.

    Na ostatnim posiedzeniu ambasadorów państw UE przedstawiciel Polski dał do zrozumienia, że Polska gotowa jest nie poprzeć przyjęcia przez Radę UE budżetu na rok 2006, co przewidziano na najbliższy czwartek.

    Polska zażądała, by Rada UE zwiększyła globalne wydatki UE w roku 2006 zgodnie ze stanowiskiem Parlamentu Europejskiego do 1,05 proc. dochodu narodowego brutto, z planowanych przez Radę 1,01 proc. Zwiększona miałaby zostać m.in. pula na politykę spójności, czyli na rozwój najbiedniejszych regionów, o 3,7 mld euro. Mimo iż stanowisko takie na pierwszy rzut oka może wydawać się logiczne, to jednak w Brukseli budzi zdziwienie.

    Polska komisarz ds. regionalnych Danuta Huebner przyznała w rozmowie z PAP, że decyzja o budżecie UE na rok 2006 "absolutnie" nie zmieni kwoty przyznanej Polsce w Kopenhadze 2003 i wpisanej do traktatu akcesyjnego. Jest to suma prawie 13 mld euro na lata 2004-2006.

    "To, ile środków Polska wykorzysta w przyszłym roku, zależy od Polski i wszystkie faktury, które wpłyną do Komisji, będą honorowane" - zapewnia Huebner.

    Chodzi o to, że wydatki UE opierają się na tzw. perspektywie finansowej, czyli wieloletnich planach budżetowych (obecnie obowiązuje tzw. Agenda Berlińska obejmująca okres od 2000 do 2006 roku). Budżety roczne muszą mieścić się w ramach pułapów wyznaczonych w perspektywie finansowej.

    Polska nie musi obawiać się, ze w budżecie 2006 zabraknie przyznanych jej w Kopenhadze pieniędzy. Jeśli okaże się, że Polska zaabsorbuje więcej pieniędzy, niż przewiduje budżet 2006, wówczas KE dokona jego korekty - zapewnia Huebner.

    "Wysokość budżetu jest zawsze dostosowana do poniesionych kosztów" - mówi polska komisarz.

    Jednak wpłaty do budżetu są uzależnione od wysokości budżetu rocznego, więc im większy budżet 2006, tym większa będzie polska składka. 

    "Polska nic nie może uzyskać poza ośmieszeniem się" - powiedział PAP wysoki rangą urzędnik UE, od lat zajmujący się problematyką budżetową. Przypomniał, że w różnych negocjacjach Polska domaga się zwiększenia środków, a tymczasem ich wykorzystanie idzie jak po grudzie. 

    "Tyle, ile Polsce należy się pieniędzy, tyle dostanie, pod warunkiem że przedstawi faktury" - powiedział.

    Zdziwienie polską zapowiedzią sprzeciwu w Radzie UE wyraził w piątek dyplomata francuski. "Polskie stanowisko wywołało zaskoczenie. Z politycznego punktu widzenia taki sprzeciw nigdy nie jest konstruktywny i nie rozumiemy jego powodów" - powiedział PAP.

    "Nie jest to jednak dla nas problem, bo na ostatnim posiedzeniu COREPER-u (spotkaniu ambasadorów państw UE) była wyraźna większość kwalifikowana za budżetem w wersji proponowanej przez Radę UE" - dodał.

    Polska nie jest w stanie sama zablokować przyjęcia budżetu 2006, bo w tej sprawie wystarcza większość kwalifikowana państw członkowskich. Kilka krajów, jak Niemcy i Holandia, też chętnie zablokowałyby przyjęcie tego budżetu, ale z zupełnie innego powodu. Dla nich budżet w wysokości 1,01 proc. DNB jest za duży. Koalicja z tymi krajami nie jest w interesie Polski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane