Polsko-niemieckie pojednanie na zakręcie

Adam Sofuł
opublikowano: 21-12-2006, 00:00

Pozwy przeciwko Polsce złożone przez Powiernictwo Pruskie wstrząsnęły kruchymi w ostatnich miesiącach stosunkami między Polską a Niemcami. 22 pozwy złożone przez prywatną spółkę (bo taki status prawny ma powiernictwo) doczekały się stanowczej reakcji premiera, prezydenta, szefowej polskiej dyplomacji, nie licząc już pomniejszych polityków. Przy tej okazji z ust jednego senatora usłyszeliśmy, że rząd PiS nie będzie rozmawiał z zagranicznymi partnerami na kolanach. Z tym akurat wypada się zgodzić, bo zawsze staliśmy na stanowisku, że rozmowy, zwłaszcza dyplomatyczne, lepiej prowadzić w wygodnych fotelach.

I właśnie dziesiątki godzin takich rozmów, a nie buńczuczne deklaracje, czekają polskich dyplomatów, jeżeli chcemy problem ewentualnych niemieckich roszczeń rozwiązać. I nie miejmy złudzeń, że będą to łatwe rozmowy i szybko zakończą się sukcesem. Rząd Niemiec wprawdzie wielokrotnie deklarował, że takich roszczeń nie poprze, z drugiej jednak strony daleki jest od wzięcia ewentualnego ciężaru pozwów na swoje barki. Polska ma w związku z dość obrzydliwymi pozwami prawo do — delikatnie mówiąc — niesmaku, a nawet do pewnego niepokoju, ale z pewnością nie do histerii.

Rządy Polski i Niemiec muszą wspólnie poszukać rozwiązania problemu. Niemiecki rząd, a nie prywatna spółka przesiedleńców, jest właściwym dla polskich władz partnerem do rozmów. Polemiki z Powiernictwem Pruskim są nie tylko stratą czasu, ale też zniżaniem się do poziomu niepoważnego przeciwnika. Nie ma powodu, by stosunkowo marginalne środowiska pogarszały stosunki między dwoma dużymi europejskimi krajami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu