Ponad problemami

Sylwester Sacharczuk
30-05-2006, 00:00

Ich ogromny King Kong wisiał na ścianie Pałacu Kultury i Nauki, a kilkunastometrowy Shrek pilnował najruchliwszego skrzyżowania w Warszawie.

Władysław Bohojło i Andrzej Ćwikła, właściciele Tent Grupy z Białegostoku, zarabiają na swojej największej pasji, więc uważają się za szczęściarzy. Ta pasja to balony — zaczęli od latania, a potem postanowili zarabiać na reklamie. Dziś ich firma jest absolutnym liderem w branży.

Bakcyl połknięty

Ponad 30 lat temu, jako studenci pedagogiki w Białymstoku, postanowili zbudować balon na gaz. Nie było to łatwe.

— Balony były wtedy pod szczególnym nadzorem. Są niewykrywalne przez radary, więc władze bały się, że można nimi uciec za granicę — opowiada Władysław Bohojło.

Na szczęście uczelnia nie widziała takiego zagrożenia i w 1975 r. ich balon powstał. To wtedy ostatecznie połknęli bakcyla baloniarstwa. Kiedy skończyli studia, nie widzieli swojej przyszłości w szkole.

— A nuż jakiś dyrektor nie dałby nam urlopu i nie puścił na zawody? — mówi Andrzej Ćwikła.

Pedagodzy rzemieślnikami

Założyli zakład rzemieślniczy przetwarzający tworzywa sztuczne.

— Szukaliśmy działalności, w której nie bylibyśmy związani sztywnymi godzinami pracy. A że mój tata był rzemieślnikiem, to pomagał nam wprowadzić się do branży — tłumaczy Władysław Bohojło.

Na zagranicznych zawodach balonowych widzieli różne przedmioty z tworzyw sztucznych i wprowadzali je w Polsce.

— Naszym pierwszym produktem była końcówka na wąż do podlewania z regulatorem strumienia wody. W Polsce to była nowość, więc nie mieliśmy kłopotu ze sprzedażą. Większym problemem było znalezienie odpowiednich materiałów — opowiada Władysław Bohojło.

Produkowali także naczynia i pojemniki dla laboratoriów. A po kilku miesiącach zarabiania — lecieli na zawody.

Wzlot

Podczas jednego z wyjazdów zwrócili uwagę na balony reklamowe.

— Zastanawialiśmy się, czy mają szanse powodzenia w Polsce. U nas nikt ich nie robił. Postanowiliśmy zaryzykować — wspomina Andrzej Ćwikła.

Widzieli za granicą bardzo dobre maszyny do produkcji balonów, ale ich nie kupowali.

— Stać nas było tylko na zrobienie im zdjęcia, na podstawie którego budowaliśmy taki sprzęt u nas — mówi Władysław Bohojło.

Tent Grupę założyli w 1991 r.

— Wtedy praktycznie nie było u nas innej promocji zewnętrznej niż szyldy, nie było nawet bannerów. Wielu klientów nie akceptowało takiej reklamy. Była chyba zbyt niestandardowa jak na tamte czasy — uważa Andrzej Ćwikła.

Postanowili spróbować z firmami zagranicznymi. I tu jednak trafili na przeszkodę.

— Zachodnie firmy uważały, że na pewno nasz produkt jest słaby jakościowo. Najczęściej przywoziły balony od siebie. Ale nie staliśmy w miejscu. Doszliśmy do pewnego poziomu i udało nam się przekonać PepsiCo. To był przełom — wspomina Władysław Bohojło.

Gigant na pałacu

Dość szybko pojawiły się zamówienia niestandardowe — najpierw balon w kształcie motocykla, potem m.in. słonie, fotele, butelki. Wreszcie przyszedł czas na giganty, np. 20-metrowego King Konga, który wspinał się po warszawskim Pałacu Kultury i Nauki, chodzącą po ścianie wieżowca tarantulę, 17-metrowego św. Mikołaja.

— Giganty wymagają mnóstwa pracy konstrukcyjnej — najpierw w komputerach, potem przy szyciu. Materiał waży nawet ponad 300 kilogramów, a produkcja trwa łącznie około miesiąca — opowiada Andrzej Ćwikła.

Dziś Tent Grupa to absolutny potentat na krajowym rynku. Ma w ofercie m.in. balony standardowe i o nietypowych kształtach, urządzenia rekreacyjne, namioty i balony latające. Reklamę na nich zamawiają największe polskie firmy, a około 15 proc. trafia na eksport, m.in. do Niemiec, Belgii, Szwecji i do Estonii.

Firma organizuje też i obsługuje imprezy. Na początku czerwca urządza siódme już Międzynarodowe Zawody Balonowe o puchar Tent Grupy (rozgrywane w ramach Balonowego Pucharu Polski). Jej balony są także wykorzystywane np. podczas kolarskiego Tour de Pologne i Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem.

Bez ciśnienia na zysk

Praca pracą, ale dla wspólników Tent Grupy i tak najważniejsze jest latanie.

— Kiedy człowiek jest w powietrzu, zupełnie inaczej żyje. Nabiera drugiego oddechu, jest ponad problemami. To zupełnie inne spojrzenie na świat — uważa Andrzej Ćwikła.

— Przemierzamy ogromne przestrzenie. Wprawdzie balon jest powolny, ale sterowanie nim jest ograniczone i nie wiemy, na którym polu i za którym lasem wylądujemy. To fantastyczne, że udało nam się połączyć pasję z pracą. Ale naszym celem nie jest zarabianie pieniędzy. Najważniejsze to się realizować, bez ciśnienia na zysk — dodaje Władysław Bohojło.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Ponad problemami