Popieramy akcesję Turcji, ale to nie Polska o niej przesądzi

Jacek Zalewski
opublikowano: 23-01-2007, 00:00

Szóste rozszerzenie Unii Europejskiej na razie pozostaje całkowitą abstrakcją. Wspólnota musi najpierw okrzepnąć w składzie 27 państw i jakoś rozstrzygnąć losy konstytucji, która nie ma szczęścia w referendach. Ale jeśli kiedyś do owego rozszerzenia dojdzie, to jego kierunkiem będą nadal Bałkany. Właściwie gdy się spojrzy na mapę, to ów plan wygląda dość naturalnie — aż się prosi o wyrównanie unijnych granic i połączenie z Grecją. Niestety, rozszerzenie obiektywnie najbardziej opłacalne dla Polski prowadziłoby w zupełnie inną stronę, ku Ukrainie, Mołdowie i dalekiej Gruzji. Popieramy także aspiracje Turcji.

Obiektywnie trzeba przyznać, że traktowanie Turcji przez Unię Europejską przypomina sytuację z wieku XVIII, kiedy to imperium ottomańskie było powszechnie nazywane na dworach królewskich „chorym człowiekiem Europy”. Zwróćmy uwagę — jednak Europy! Podobnie jak nasi premierzy mniej więcej dziesięć lat temu, na kolejnych szczytach Rady Europejskiej szef rządu tureckiego stopniowo przenosi się z kategorii gościa do grona pełnoprawnych uczestników — ale dla jego kraju nic konkretnego z tego nie wynika. Dwa warunki wstępne negocjacji akcesyjnych — uznania przez Turcję progreckiej Republiki Cypru oraz odpowiedzialności za rzeź Ormian w pierwszej wojnie światowej — są bardzo wygodnym pretekstem do odłożenia na wiele lat unijnych aspiracji Ankary.

Polska ustami prezydenta Lecha Kaczyńskiego zdecydowanie popiera przystąpienie Turcji, ponieważ generalnie optujemy za poszerzaniem UE i w tym akurat względzie pod rządami Prawa i Sprawiedliwości nie nastąpiły w polskiej polityce zagranicznej żadne zmiany. Poza tym znajdujemy się w dość komfortowej sytuacji, albowiem o ewentualnej akcesji Turcji zdecyduje postawa takich państw, jak Francja czy Austria, których społeczeństwa dość zdecydowanie stawiają weto. Unia dosłownie od ręki przyjęłaby… część Turcji, powiedzmy tak do Bosforu, oraz turystyczną Riwierę. Cała reszta postrzegana jest przez statystycznego obywatela UE jako Azja — chociaż Mniejsza, ale jednak Azja…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane