Porażeni producenci prądu

Agnieszka Berger
03-12-2008, 00:00

Energetycy alarmują, że ceny prądu sugerowane przez URE nie pozwolą im nawet zarobić na koszty. Operator systemu boi się blackoutów.

Bez podwyżek elektrownie nie mają szans na budowę nowych mocy

Energetycy alarmują, że ceny prądu sugerowane przez URE nie pozwolą im nawet zarobić na koszty. Operator systemu boi się blackoutów.

Branża energetyczna liczy, że poniedziałkowe stanowisko Urzędu Regulacji Energetyki (URE) w sprawie uzasadnionego poziomu cen energii nie jest ostateczne. W przeciwnym razie będziemy mieli poważne kłopoty — przestrzegają energetycy.

— Dla nas to przerażająca wiadomość. Wygląda na to, że my i prezes URE dysponujemy innymi danymi o kosztach produkcji energii, bo stawki zaproponowane przez regulatora nie wystarczą nawet na ich pokrycie, co oznacza, że straty pojawią się już na poziomie firm wytwórczych — komentuje poniedziałkowy komunikat regulatora Tomasz Zadroga, prezes Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), największej krajowej firmy w branży.

Przypomnijmy, że Mariusz Swora, prezes URE, ogłosił, że w związku z kryzysem gospodarczym nie widzi uzasadnienia dla wzrostu cen energii. W taryfach spółek obrotu dla odbiorców detalicznych, które powinny być zatwierdzone do 17 grudnia, zamierza uwzględnić cenę zakupu energii w hurcie na poziomie 135 zł/MWh bez akcyzy (lub 155 zł/MWh, gdyby po 1 stycznia 2009 r. podatek nadal płacili producenci).

Góra na zero

— Przy obecnych cenach paliw nawet w PGE, które znaczną część energii produkuje przy wykorzystaniu tańszego węgla brunatnego, średni koszt wytworzenia jest wyższy, niż proponuje prezes URE. Zdaję sobie sprawę, że nasza organizacja wymaga odchudzenia i mam zamiar ją odchudzić w procesie konsolidacji, ale nie da się tego zrobić z dnia na dzień — mówi Tomasz Zadroga.

Szef PGE dodaje, że przy takim poziomie cen możemy zapomnieć o inwestycjach w nowe moce.

— Nie będzie zysków na ich finansowanie, a banki nie pożyczają pieniędzy na nierentowne przedsięwzięcia — zwłaszcza firmom, które w najlepszym razie wychodzą na zero. Jeśli więc stanowisko URE się utrzyma, nasze projekty inwestycyjne będziemy musieli odłożyć do szuflady — dodaje Tomasz Zadroga.

Za mało energii

Negatywnych skutków decyzji URE obawia się też PSE-Operator, spółka zarządzająca krajowym systemem przesyłu energii elektrycznej.

— Regulator monitoruje firmy wytwórcze i realizuje ustawę o likwidacji kontraktów długoterminowych, zapewne więc dysponuje wiarygodnymi danymi o kosztach produkcji. Obawiam się jednak, że taki poziom cen może spowodować zjawisko podobne do tego z początku 2008 r., kiedy utrzymywały się stare ceny energii. Firmy wytwórcze będą odstawiały bloki do remontów, bo produkowanie nie będzie im się opłacało. A to może spowodować niedobór energii — przestrzega Stefania Kasprzyk, prezes PSE-Operator.

Szefowa operatora dodaje, że problem sprzed kilku miesięcy rozwiązała interwencja w Ministerstwie Skarbu Państwa, które jest właścicielem większości krajowych producentów prądu. Tym razem jednak może być gorzej, bo stan techniczny wielu bloków energetycznych faktycznie uzasadnia przerwy remontowe.

— Mogę zapewnić, że nie będziemy ograniczać produkcji z powodu gry cenowej. Jesteśmy szczególną firmą, bo oprócz naturalnego dla spółek handlowych dążenia do osiągnięcia zysku naszym obowiązkiem jest dbanie o bezpieczeństwo energetyczne kraju. Jednak decydując się na taką politykę, musimy liczyć się ze stratami i brakiem inwestycji koniecznych dla jego zapewnienia w przyszłości — mówi Tomasz Zadroga.

Rynek zwalnia

Stefania Kasprzyk podkreśla, że oczekiwania cenowe energetyków na poziomie powyżej 220 zł/MWh faktycznie są zawyżone, bo sektor wlicza w koszty nawet te uprawnienia do emisji dwutlenku węgla, które dostał za darmo. Branży i regulatorowi potrzebny jest rozsądny kompromis. Z szacunków operatora wynika, że ceny w granicach 180-190 zł/MWh (z akcyzą) powinny zaspokoić potrzeby sektora. Większych podwyżek zdaje się nie uzasadniać słabnąca dynamika rynku. Według PSE-Operator, w tym roku zapotrzebowanie na energię wzrosło tylko o 1 proc. w stosunku do 2007 r.

— Od października widać wyraźne osłabienie. To skutek kryzysu i pogody. Zużycie energii było w ostatnich miesiącach niższe niż przed rokiem. Na 2009 r. założyliśmy 3-procentowy wzrost rynku, ale prawdopodobnie skorygujemy tę prognozę do 1 proc. — mówi Stefania Kasprzyk.

Agnieszka

Berger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Porażeni producenci prądu