Porozumienie jest niemożliwe

opublikowano: 27-08-2014, 00:00

UKRAINA — ROSJA: Do regularnej wojny na pograniczu ukraińsko-rosyjskim zaczynamy się coraz bardziej przyzwyczajać i postrzegać ten konflikt jako nierozwiązywalny.

Na świecie jest takich wiele, na czele oczywiście z izraelsko-palestyńskim. Przykład zapalnego Bliskiego Wschodu potwierdza, że trwająca kilkadziesiąt lat wojna wcale nie uniemożliwia jej stronom funkcjonowania na międzynarodowym rynku politycznym oraz gospodarczym.

Zobacz więcej

Petro Poroszenko. Fot. Bloomberg

Taki charakter miał wtorkowy szczyt na neutralnym terenie w Mińsku. Prezydenci Petro Poroszenko i Władimir Putin usiedli przy jednym stole, nawet podali sobie ręce, ale nie mogli osiągnąć realnego porozumienia, ponieważ mają cele biegunowo rozbieżne. Dla Ukrainy podstawowym instrumentem do zakończenia rozlewu krwi i stworzenia warunków stabilizacji na wschodnich rubieżach jest przywrócenie efektywnej kontroli granicznej, czyli odcięcie zbuntowanego Donbasu od dostaw sprzętu wojskowego i żołnierzy z Rosji. Ale właśnie to jest absolutnie niemożliwe dla cara Kremla, skoro nigdy nie ustąpi on z zamiaru przekształcenia Donbasu na obraz Abchazji i Osetii Południowej, wyrwanych Gruzji. Inaczej, niż stało się z Krymem, w przemysłowym Donbasie ma po prostu powstać rosyjska republika bez formalnego wchłaniania jej przez Federację Rosyjską. Dlatego Putin tak bardzo akcentuje podmiotowość rosyjskich buntowników, a za przyczynę rozlewu krwi uważa ukraińską ofensywę militarną, notabene ostatnio słabnącą.

W tym kontekście na dalszy plan schodzi zapowiedziane rychłe ratyfikowanie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. To dziejowy paradoks, jako że w listopadzie 2013 r. właśnie niedopuszczenie do jej podpisania na szczycie w Wilnie stało się najważniejszym celem Władimira Putina, który skutecznie nakłonił Wiktora Janukowycza do zerwania umowy. Trzy miesiące później władca Ukrainy został wypędzony po krwawych zajściach na Majdanie. Ratyfikacja będzie potwierdzeniem, że Kijów po czterech wiekach bycia satelitą Moskwy wyrywa się z jej kręgu. Tym bardziej Rosja nie zamierza wypuścić z ręki uprzemysłowionego pogranicznego Donbasu.

Zwłaszcza że Moskwa doskonale wyczuwa niechęć Zachodu do ponoszenia konsekwencji gospodarczych angażowania się w konflikt. Propaganda rosyjska bardzo umiejętnie rozgrywa różnice poglądów i interesów między państwami pozostającymi w bezpośredniej bliskości teatru działań wojennych, czyli takimi jak Polska, a odległymi, przedkładającymi w relacjach z Rosją przede wszystkim rozbudowane kontakty biznesowe.

Strategii rosyjskiej sprzyja także takie wydarzenie, jak wczorajsza pikieta blisko dwustu polskich rolników w Brukseli. Bardzo zasadnie protestowali przeciwko zaproponowanym przez Komisję Europejską zasadom wypłacania rekompensat za straty poniesione w związku z rosyjskim embargiem na produkty rolno-spożywcze. Pieniędzy jest oczywiście zdecydowanie za mało. Co prawda w Moskwie embargo także zaczyna już być odczuwalne na półkach sklepowych, ale Kreml zakłada, że nasza strona pęknie szybciej…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Porozumienie jest niemożliwe