Porsche od pierwszego wejrzenia

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 01-08-2017, 22:00

Gdyby zamiast modeli aut były modelki, Claudia Schiffer nie miałaby konkurencji. Na rynku samochodów najchętniej inwestujemy w ikony z Niemiec, ale przed decyzją o wspólnej drodze życia mamy trochę pytań

1Czy to inwestycja, do której się wzdycha?

RARYTASY Z RFN: Najchętniej wybieramy mercedesy i porsche, a z porsche —
słynne „dziewięćset jedenastki”. Produkowany od 1964 r. model 911 generacji 930
kosztuje teraz 75-110 tys. EUR (319-465 tys. zł). BITWA O TESTAROSSĘ:
Legendarny model Ferrari Testarossa był przedmiotem walki spekulantów, którzy
od końca 2014 r. doprowadzili do skoku ceny, a następnie doszło do korekty.
Obecnie stawki wahają się w przedziale 360-510 tys. zł.
Zobacz więcej

RARYTASY Z RFN: Najchętniej wybieramy mercedesy i porsche, a z porsche — słynne „dziewięćset jedenastki”. Produkowany od 1964 r. model 911 generacji 930 kosztuje teraz 75-110 tys. EUR (319-465 tys. zł). BITWA O TESTAROSSĘ: Legendarny model Ferrari Testarossa był przedmiotem walki spekulantów, którzy od końca 2014 r. doprowadzili do skoku ceny, a następnie doszło do korekty. Obecnie stawki wahają się w przedziale 360-510 tys. zł.

Żeby zróżnicować aktywa samochodem, nie trzeba wydawać kilkuset tysięcy złotych, jednak nie obejdzie się bez rozważenia czterech podstawowych kwestii, na które zwraca uwagę Michał Wróbel, dyrektor Ardor Auctions, domu aukcyjnego specjalizującego się w motoryzacji klasycznej. Pierwszy element, który wymienia, to właśnie legenda marki albo samego modelu — samochód marzeń z plakatu zawsze będzie wywoływał w kolekcjonerach emocje, bez znaczenia, czy to nieosiągalne ferrari, czy sportowy opel. Zdaniem eksperta, długoterminowo warto kupować to, co nam się podoba, a statystycznie zawsze najbardziej podobały nam się samochody niemieckie. — Dysponując mniejszym budżetem, wybieramy mercedesy, a większym — porsche. Średniej wielkości kolekcji porsche — czyli takich do dziesięciu aut — jest w Polsce około 50, a takich do 30 samochodów, około dziesięciu. Przed pojazdami z Włoch Polacy mają pewne obawy, nie do końca wiem, czy słusznie, chociaż prawdą jest, że są trudniejsze w renowacji i utrzymaniu. Kilkadziesiąt lat temu było o wiele mniej limitów ograniczających producentów, a włoskie firmy rzeczywiście dawały ponieść się kreatywności — komentuje Michał Wróbel. Jako przykład podaje produkowane pod koniec lat 60. lamborghini espada, w którym już samo odnowienie siedzeń może się okazać poważnym zadaniem dla zagranicznego warsztatu, a nie dla osiedlowego majstra, zaglądającego w wolne soboty pod maskę.

2Lepsze młodsze czy bardziej doświadczone?

Na rozwijającym się krajowym rynku nie da się jeszcze wyznaczać konkretnych trendów, ale ekspert zauważa, że na przełomie 2016 i 2017 r. można było zaobserwować wyraźną zmianę. Rynek się uspokoił, zwłaszcza w sektorze firm sprowadzających tzw. youngtimery Porsche, w dużej mierze z Japonii. Jak wyjaśnia Michał Wróbel, mowa o różnych generacjach słynnego modelu 911, które mają dwadzieścia parę — trzydzieści lat. Klienci, którzy mieli je chcieć, już najwidoczniej zaspokoili swój apetyt, bo na rynku nie ma obecnie takiego zapotrzebowania — szczególnie że w Japonii ceny również się podniosły, a prawdziwie ładnych samochodów jest coraz mniej w obiegu. Jak zaznacza ekspert, okres szczytowego popytu na youngtimery przypadł pomiędzy 2015 a 2017 r., natomiast teraz trzeba uważnie obserwować rynek, bo może rozwinąć się w kierunku samochodów z lat 60. i 70., a więc trochę starszych.

3Mamy 20 tys. z Claudii Schiffer starczy?

Inwestycję na rynku samochodów rzeczywiście da się zacząć od 20 tys. zł, chociaż kiedy planujemy skupić się na renowacji, powinniśmy, zdaniem fachowca, szukać auta za 150-200 tys. zł, które przeciętnie jest warte o wiele więcej. Po renowacji kosztowałoby już 450-500 tys. zł, więc na samo odnawianie mielibyśmy bufor 150 tys. zł. A jak w portfelu mamy jedną dziesiątą tego progu? — Mając do wydania 20-25 tys. zł, najlepiej jest kupić samochód w stanie oryginalnym, ale niewymagający renowacji. Praktycznie przy każdym aucie poniżej 50 tys. zł trzeba się koncentrować na egzemplarzach zachowanych w stanie idealnym, bo renowacja jakiegokolwiek auta to wydatek minimum 35-40 tys. zł, więc może się nie opłacać. Ze stanem zachowania pojazdu wiąże się natomiast kryterium rzadkości i nawet auta popularne, masowej produkcji, zwiększą w długim terminie wartość, bo tych utrzymanych jak w kapsule czasu nie będzie prawie wcale — komentuje Michał Wróbel. Oprócz perspektywy zarobku w rzeczywiście długim okresie jest też wizja podwojenia albo potrojenia ceny w trzy lata, jednak na spekulacyjne zakupy ekspert radzi odłożyć już od 70 tys. zł. Jako przykład samochodu, który na pewno w jakimś momencie zdrożeje mocno, podaje youngtimera Renault Alpine GTA Turbo, którego można obecnie kupić za 17-22 tys. EUR (72-94 tys. zł). Wkrótce ciężko będzie go zdobyć poniżej 30 tys. EUR (128 tys. zł), ale ekspert zaznacza, że moment najwyższego zainteresowania będzie i tak krótkotrwały — stawki nagle wzrosną np. do 35 tys. EUR, a potem się zatrzymają i będą rosły pomału. A może spadną?

4Cena zmienną jest, ale czy bać się korekty?

Korekty istotnie zdarzały się już nawet legendarnym ferrari czy porsche, ale nawet gdy były głębokie, ceny i tak nie spadały poniżej poziomu sprzed szału kupowania. — Schłodzenie rynku dotknęło właściwie wszystkie ferrari z lat 80., w tym znaną z „Miami Vice” Testarossę — ikonę popkultury, o słynnym projekcie bocznych wlotów powietrza, który powielało wielu producentów. W okresie 2007-14 ceny testarossy raczej nie wypadały z przedziału 50-70 tys. EUR (213-298 tys. zł), ale od końca 2014 r. i przez cały 2015 r. eksplodowały do wartości sześciocyfrowych. Zapomniano wtedy o kryterium rzadkości, dlatego że egzemplarzy testarossy powstało aż 9 tys., a więc bardzo dużo. Wszystkie pozostałe elementy zostały spełnione, bo marka jest legendarna, auto jest ikoną, a w trendach wróciły lata 80., więc rozkręciła się też spekulacja, którą trafił dopiero młot podaży, bo na rynku pojawiło się nagle mnóstwo samochodów. Nie oznacza to jednak, że wróciliśmy do poziomu sprzed boomu — za testarossę płacimy teraz od 85 tys. EUR (362 tys. zł), za brzydki samochód do 120 tys. EUR (511 tys. zł), za taki, który jest w czymś wyjątkowy. A za to 85 tys. EUR w 2013 r. dało się kupić naprawdę wyjątkowe auto — komentuje Michał Wróbel. Pytany o to, jak taka korekta przekłada się na rynek w kraju, odpowiada, że w pewnej skali, bo w obiegu rzeczywiście pojawiły się testarossy, które z uwagi na zbyt wysoką cenę poczekają na nabywców. Boom na rynku samochodów był w końcu na dobrą chwilę, ale nie na dobre. Jak moda, na którą testarossa jako Włoszka nie powinna być przecież obrażona.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu