Port w Bydgoszczy nadal bez inwestora

Mira Wszelaka
opublikowano: 31-01-2008, 00:00

Projekt umowy o wpuszczeniu do akcjonariatu austriacko-francuskiego tandemu wziął pod lupę marszałek.

Projekt umowy o wpuszczeniu do akcjonariatu austriacko-francuskiego tandemu wziął pod lupę marszałek.

Pierwsza prywatyzacja portu lotniczego z udziałem inwestora zagranicznego zaczyna przypominać brazylijski serial. Niby wszyscy chcą, a jednak nie wychodzi.

— Umowę wynegocjowaliśmy już dawno. Kolejne walne, które miały ją zaakceptować, przerywano, bo z decyzją wstrzymywał się jeden z udziałowców — marszałek województwa. Brakuje tylko jego podpisu — mówi Krzysztof Wojtkowiak, od 1 stycznia p.o. prezes portu.

Marszałek vs prezes

Tymczasem urząd marszałkowski analizuje umowę.

— Dopiero przed chwilą dotarł do mnie nowy projekt. Cały czas pracujemy z inwestorem. To nie jest prosta decyzja, a jej skutki będą miały bardzo długi horyzont czasowy — podkreśla Edward Hartwich, wicemarszałek województwa odpowiedzialny za port w Bydgoszczy.

Nie chce powiedzieć, dlaczego dotychczasowe propozycje nie zyskały akceptacji.

— Nam także zależy na dokapitalizowaniu portu w Bydgoszczy, ale nie za wszelką cenę — wyjaśnia Edward Hartwich.

To nie przekonuje prezesa.

— W biznesie wyznaje się zasadę, że szansę trzeba łapać, kiedy tylko się pojawia. Inwestor jest właśnie taką szansą dla portu, a każdy dzień zwłoki powoduje wymierne straty. Nie rozumiem, dlaczego ta sprawa tak długo się ciągnie. Mam nadzieję, że wszystko wyjaśni się w połowie lutego — mówi Krzysztof Wojtkowiak.

Polityka wyprowadzona

Powołany na trzy miesiące prezes jest także przewodniczącym rady nadzorczej, który w ciągu trzech ostatnich miesięcy prowadził rozmowy z inwestorem. Wcześniej za negocjacje odpowiadał Marcin Hydzik, były prezes portu, który popadł w konflikt z częścią udziałowców (m.in. z Piotrem Całbeckim, marszałkiem województwa, domagającym się jego odejścia) i radą nadzorczą spółki. Po wyborach Marcin Hydzik złożył rezygnację, a jego obowiązki do końca roku przejęła wiceprezes Lidia Wilniewczyc. Posady straciło kilku innych pracowników portu, a rozmowy z inwestorami w imieniu rady nadzorczej kontynuował Krzysztof Wojtkowiak.

— Spółkę udało się odpolitycznić, a sukces prowadzonych negocjacji powinien zjednoczyć akcjonariuszy — tak jeszcze dwa tygodnie temu przekonywał p.o. prezes.

Bydgoski port potrzebuje 47 mln zł na budowę terminala i infrastruktury okołolotniskowej. Dotychczasowi akcjonariusze, czyli samorządy i Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze, nie byli w stanie zapewnić takiej kwoty. Port może liczyć na 28 mln zł wsparcia z regionalnego programu operacyjnego, ale sam musi wyłożyć 50 proc. tej kwoty.

Walka o port

Do portu w Bydgoszczy miały wejść dwie powiązane ze sobą spółki: austriacki Meinl Airports International i francuski Agis. Latem 2007 r. mowa była o objęciu przez nie 24,9 proc. udziałów za 23 mln zł i być może kolejnym podwyższeniu kapitału do 49,8 proc. Tymczasem jeszcze w grudniu port zasilił 15 mln zł marszałek, zwiększając udział województwa z 19,33 do 34,68 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane