Porzuć robotę, pójdź na swoje

Mariusz Zielke
opublikowano: 26-06-2008, 00:00

Netline zaczynało w ubiegłym roku od 4 mln zł obrotu, w tym chce mieć 100 mln zł. Debiut za dwa lata.

Wyszli

z Sygnity,

wejdą na giełdę

Netline zaczynało w ubiegłym roku od 4 mln zł obrotu, w tym chce mieć 100 mln zł. Debiut za dwa lata.

Jesienią 2007 r., gdy duża spółka informatyczna Sygnity przeżywała poważny kryzys, grupa jej pracowników postanowiła odejść do niewielkiej wrocławskiej firmy Netline. Przekształcili działalność gospodarczą w spółkę i w ciągu kilku miesięcy z 4 mln zł obrotu zrobili 24 mln zł.

Dziś — po pół roku działania w nowej formule — Netline zatrudnia blisko 100 osób i planuje przejęcia innych spółek. Jej obroty mają w tym roku skoczyć do 100 mln zł, a w przyszłym do 200 mln zł. Celem jest debiut giełdowy w 2010 r.

Takich historii jest dużo więcej (patrz tekst niżej).

Został sentyment

Byli pracodawcy czasami potrafią chwalić sukcesy dawnych podopiecznych. Czasami, bo po cichu, wielu ze złością zaciska pięści. Najzdolniejsi pracownicy, którzy odeszli, mogliby przecież rozwijać skrzydła w starej firmie, zasilając korporacyjną kasę.

Sygnity też ma czego żałować. Trzej wiceprezesi Netline należeli do jego kluczowych pracowników. Szef pionu oprogramowania Krzysztof Jungowski był w Sygnity uważany za głównego kandydata na szefa technologicznego. Dariusz Gajewski stworzył w Winuelu dział integracji, Janusz Jabłoński, odpowiedzialny za sektor publiczny, zdobył w 2006 r. tytuł najlepszego sprzedawcy giełdowej spółki.

W Netline wszyscy trzej pokazali, że potrafią pomnażać pieniądze. I jeśli uda im się zrealizować plany, mogą wkrótce konkurować z dawnym pracodawcą o względy inwestorów giełdowych. Na razie jednak nie szczędzą mu ciepłych słów.

— Życzymy Sygnity jak najlepiej. Wierzę, że pod wodzą Piotra Kardacha spółka szybko stanie na nogi i będziemy mogli współpracować. Gdyby zmiany w zarządzie nastąpiły szybciej, pewnie wciąż pracowalibyśmy razem (wielu pracowników źle oceniało pracę poprzedniego zarządu, za którego kadencji doszło do wielomilionowych strat — przyp. red.) — mówi Janusz Jabłoński, wiceprezes Netline.

Specjalność: kłopoty

Netline specjalizuje się w trudnych zleceniach i doradztwie przy projektach sprawiających problemy.

— Chcemy stworzyć markę, która będzie znana z niezawodności i wysokiej jakości usług. Dlatego podejmujemy się zleceń, przy których inni mieli problemy — zapowiada Janusz Jabłoński.

Nie chce podać przykładów, bo — jak tłumaczy — żaden klient nie lubi się chwalić, że miał kłopot z wdrożeniem systemu wspomagającego zarządzanie czy obsługę klientów. Netline stawia nie tylko na konsulting, ale także na własne rozwiązania informatyczne (np. systemy obiegu dokumentów czy śledzenia przesyłek) oraz rozwiązania znanych producentów.

— Zdecydowana większość zespołu, bo 70 pracowników, to programiści i konsultanci. W tym roku powinniśmy zwiększyć zatrudnienie do około 150. Szacujemy, że uda nam się osiągnąć 80-100 mln zł obrotu w tym roku oraz 200 mln zł w następnym — mówi Janusz Jabłoński.

W końcu przyszłego roku spółka chce rozpocząć przygotowania do wejścia na GPW. Debiut nastąpiłby w 2010 r.

— Interesuje nas tylko główny parkiet — deklaruje Jabłoński.

Jeszcze w 2008 r. Netline planuje akwizycje — już negocjuje z dwiema firmami zajmującymi się oprogramowaniem niszowym.

Gwiazdy

i gwiazdeczki grają samopas

Prezesi i właściciele, dbajcie o pracowników! Bo uciekną i będą konkurencją. Oto przykłady.

Netline to jedna z wielu firm, które rosną dzięki całym zespołom pracowników idących na swoje. W branży IT głośna była sprawa grupy konsultantów obsługujących w imieniu Softbanku Raiffeisen Bank. Odchodząc w 2006 r., zabrali kontrakt i trafili — uzyskując niezależność — pod skrzydła konkurencyjnego Computerlandu (obecne Sygnity).

Kiedyś planowali założyć spółkę Brain Zombies. Dziś tworzą firmę Positive Advisory, która zdobywa coraz więcej kontraktów w bankach i zamierza wejść na New Connect.

Za informatykami...

Znacznie wcześniej rozstanie z częścią pracowników przeżył krakowski Comarch. Spółka IT miała duży problem z zespołem konsultantów w Niemczech, którzy postanowili zrobić jej konkurencję. W Polsce z okrętu Comarchu dał nogę Rafał Styczeń, który założył w 1999 r. fundusz technologiczny Internet Investment Fund. W 2007 r. z krakowskiej firmy odszedł wiceprezes Paweł Przewięźlikowski i stworzył firmę Selvita.

Z Sygnity odeszła część zespołu obsługującego telekomunikację. Ich firma Cube chce wejść na New Connect.

Po odejściu z firmy Bazy i Systemy Bankowe grupa pod wodzą Andrzeja Albery założyła firmę IT.expert. Z kolei Jacek Pasławski, Łukasz Pawlik i Marcin Borek, którzy odeszli z Interii, założyli w 2006 r. Novem, specjalizujący się w reklamie internetowej.

Branża IT nie jest wyjątkiem. Własne biznesy po latach korporacyjnej mitręgi zakłada rzesza prawników, audytorów, doradców i konsultantów.

...idą konsultanci...

W 2006 r. powstała firma konsultingowa Accreo Taxand. Założyli ją partnerzy lub wyżsi menedżerowie Ernst & Young (E&Y): Magdalena Burnat-Mikosz, Radosław Czarnecki, Andrzej Puncewicz i Jarosław Antosik. Początkowo mieli 15 pracowników. Zespół niemal w całości wywodził się z E&Y. Dziś w Accreo Taxand pracuje około 60 osób, z czego 23, w tym niemal cała kadra menedżerska, wywodzi się z E&Y.

...oraz finansiści

Kilka udanych prób usamodzielnienia się ma za sobą branża finansowa. Pionierem było w 2005 r. Opera TFI, pierwsze w Polsce towarzystwo funduszy inwestycyjnych, za którym stały osoby prywatne, a nie wielkie instytucje. Założyła je grupa zarządzających, która poznała się w CA IB, a następnie zakładała BRE Asset Management (później Skarbiec): Maciej Kwiatkowski, Tomasz Korab, Krzysztof Łękarski, Bartosz Tuczyński i Dariusz Pałka. Dziś Opera zarządza 11 funduszami i aktywami 1,3 mld zł. W grupie ma dom maklerski i spółkę zarządzającą portfelami.

Kilka miesięcy później działać zaczęło Investors TFI, które założyli Maciej Wiśniewski i Grzegorz Mielcarek, byli zarządzający BZ WBK Asset Management. Dziś mają cztery fundusze, a w nich 870 mln zł aktywów.

W ubiegłym roku Sebastian Buczek, wieloletni prezes ING TFI, odszedł, by założyć Quercus TFI. W marcu wystartował z czterema funduszami i na razie zebrał 37 mln zł. Niebawem firma zadebiutuje na New Connect. Na licencję nadzorcy czeka Caspian Capital TFI, założone przez Rafała Lisa, wieloletniego menedżera w Legg Mason.

W lutym 2008 r. Marcin Billewicz, Marek Witkowski i Radosław Solan sfinalizowali wykup menedżerski od estońskiego właściciela domu maklerskiego Suprema Securities. Razem z Copernicus Capital TFI stworzyli grupę Copernicus, która ma być bankiem inwestycyjnym.

Maciej Kossowski przez lata był głównym analitykiem i twarzą Expandera. Razem z Michałem Kowalskim, analitykiem Expandera, założyli Weath Solutions, która tworzy produkty inwestycyjne.

Lepiej zarządzać własną firmą

„Puls Biznesu”: Przez wiele lat kierował pan giełdowym Sfinksem. Później, po zmianach właścicielskich, zaproponowano panu stanowisko wiceprezesa, ale szybko zrezygnował pan z funkcji. Czy wtedy myślał pan o własnym biznesie, podobnym do modelu Sfinksa?

Piotr Mikołajczyk, prezes i jeden z akcjonariuszy R&C Union, operatora restauracji Sioux i klubów Lizard King, który właśnie zadebiutował na New Connect: Nie. Pracując w spółce, byłem absolutnie skupiony na jej rozwoju. Po rezygnacji zacząłem rozglądać się po rynku restauracyjnym. Na tym się znam i to była naturalna droga.

Nie od razu trafił pan do R&C Union…

Przez trzy miesiące byłem m.in. związany z siecią barów kawowych Green Coffee.

Czemu tak krótko?

Na tym rynku szybko zrobiło się bardzo ciasno. Perspektywa była taka, że miesiącami trzeba czekać na możliwości inwestycyjne — np. gorszą passę konkurencji — zarządzając zaledwie kilkoma punktami. Miałem większe ambicje.

I pojawiła się propozycja z R&C Union. Objął pan stanowisko prezesa i zainwestował w ponad 10-proc. pakiet akcji spółki (po podwyższeniu kapitału udział spadł do ponad 8 proc. —przyp. red).

W Sfinksie też dysponowałem pakietem akcji, ale był stosunkowo niewielki. Uważam, że znacznie lepiej kieruje się spółką, jeśli jest się jej akcjonariuszem. Wierzę w ten biznes i rozważam zwiększenie zaangażowania.

Mariusz

Zielke

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu