Posłowie rozmieniają budżet na drobne

Adam Sofuł
21-12-2007, 00:00

Jeżeli ktoś szukał argumentów za reformą finansów publicznych i ich decentralizacją, to coroczna debata sejmowa nad projektem budżetu dostarcza silnych argumentów. Jak zwykle przy tej okazji, każdy poseł chce błysnąć przed elektoratem swoją wielkodusznością, tym bardziej że debata odbywa się w sytuacji, gdy święta za pasem. Każdy chce być Świętym Mikołajem. Scenariusz debaty budżetowej jest zawsze ten sam. Sterta poprawek rośnie, a kupka pieniędzy, jaką dysponuje minister finansów, pozostaje bez zmian.

Najgroźniejsze są oczywiście poprawki, które mają wprowadzić powszechną szczęśliwość — ot, np. pamiętne ulgi w podatkach na dzieci, becikowe i innego rodzaju zasiłki. Niewielkimi pozornie sumami (bo w przypadku zasiłków zainteresowani dostaną po kilkanaście lub w najlepszym razie kilkadziesiąt złotych więcej) można jedną poprawką zrobić wcale dużą dziurę w budżecie. Podczas sejmowych debat nie szafuje się jednak przede wszystkim pieniędzmi. Szafuje się czasem. Gdyby mniej pieniędzy było dzielone na szczeblu centralnym, dziesiątki poprawek straciłoby rację bytu. Bo sensu nie mają one już dzisiaj.

Z praktycznego punktu widzenia absurdem jest, by 460 posłów podejmowało decyzję w sprawie obwodnicy jakiegoś miasteczka, dwupoziomowego skrzyżowania tamże,czy nawet budowy kampusu przy miejscowej uczelni. 99 proc. posłów słyszy o tej obwodnicy po raz pierwszy i ostatni przy okazji poprawki do ustawy budżetowej (oczywiście poza tymi, którzy zostali w danym okręgu wybrani). Mają zdecydować, czy dać na tę obwodnicę parę milionów czy nie. Nie mają zielonego pojęcia o sensowności tej inwestycji, jej rzeczywistych kosztach, o tym, jak współgra ona z lokalną siecią dróg. Mają jedynie pojęcie, kto zgłasza poprawkę w tej sprawie — czy partyjny kolega, czy polityczny wróg — i na tej najczęściej podstawie zapadają decyzje. W tych wszystkich obwodnicach, szkołach, szpitalach topione są co roku dziesiątki, setki milionów złotych. I nie rzecz w tym, że są to inwestycje niepotrzebne. Bo zapewne są. Sęk w tym, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że pieniądze przeznaczone na obwodnice w mieście A, mogły zostać wykorzystane znacznie efektywniej, gdyby zostały wydane np. na most w mieście B. Posłowie podczas debaty, a nawet podczas prac w komisjach nie mają najczęściej możliwości, aby to racjonalnie ocenić. Na pewno znacznie mniejsze niż przedstawiciele właściwych resortów albo władze lokalne. Ponieważ wydatki sztywne w budżecie rosną, bój o każdą obwodnicę staje się coraz bardziej zażarty. I tak mijają w Sejmie godziny. Płyną miliony. Tylko mimo tych dziesiątek obwodnic wciąż nie mamy dobrej sieci dróg. I tak już pewnie pozostanie.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Posłowie rozmieniają budżet na drobne