Posłowie w ciemno mówią nie prywatyzacji szpitali

Agnieszka Berger
opublikowano: 24-07-2008, 00:00

Parlamentarzyści nie chcą oglądać prywatnych szpitali, bo boją się lobbingu. I a priori prywatyzacji mówią: nie.

Wybrańcy narodu nie chcą zwiedzać niepublicznych placówek

Parlamentarzyści nie chcą oglądać prywatnych szpitali, bo boją się lobbingu. I a priori prywatyzacji mówią: nie.

Posłowie z sejmowej Komisji Zdrowia dostali zaproszenie od Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych (OSSN) na wyjazdowe posiedzenie.

— Chcieliśmy zorganizować posłom zajmującym się reformą służby zdrowia wycieczkę do kilku ośrodków o różnej formie własności. Wśród nich miał być szpital założony przez prywatnego inwestora, publiczny zarządzany przez prywatną firmę, sprywatyzowany i samorządowy przekształcony w spółkę. Zaproszenie przekazaliśmy posłance Beacie Małeckiej-Liberze, wiceprzewodniczącej komisji. Ale posłowie odmówili udziału — mówi Andrzej Sokołowski, prezes OSSN.

Posądzana o lobbing

Posłance PO, która próbowała zachęcić komisję do wyjazdu, zarzucono lobbowanie na rzecz prywatnego biznesu medycznego.

— Dostałam od OSSN oficjalne pismo w sprawie wyjazdowego posiedzenia komisji. Idea była taka, żeby w przededniu głębokiej reformy służby zdrowia zapoznać posłów z różnymi formami przekształceń szpitali. Opozycja posądziła mnie o lobbing, w zamian proponując wizytę w publicznym szpitalu, który jest w trudnej sytuacji — opowiada Beata Małecka-Libera.

Posłowie, którzy najgłośniej protestowali przeciwko pomysłowi, są również zdeterminowani, żeby nie dopuścić do prywatyzacji publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Tadeusz Cymański, poseł PiS i członek Komisji Zdrowia, nie ma wątpliwości, że przejście szpitali w prywatne ręce odbyłoby się ze szkodą dla pacjentów.

— Polskie prawo nie zabrania zakładania prywatnych szpitali, ale jesteśmy zbyt biednym krajem, żeby prywatny kapitał zdominował służbę zdrowia. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby w tej dziedzinie najważniejszym kryterium był zysk — wyjaśnia Tadeusz Cymański.

Do prywatnych szpitali poseł — jak twierdzi — nie chciał jechać z ostrożności.

— Mamy dostateczną wiedzę o funkcjonowaniu sektora medycznego. Nie potrzebujemy takich wyjazdów — dodaje przedstawiciel komisji.

Wbrew Unii

O tym, że w prywatnych szpitalach pacjenci leczą się w warunkach bez porównania lepszych od tych, które oferuje większość publicznych ZOZ-ów, wiedzą wszyscy. Mimo to, jak zapowiada Tadeusz Cymański, posłowie jak lwy będą bronić zapisu w ustawie, który uniemożliwi samorządom sprzedaż większościowych pakietów akcji szpitali przekształcanych w spółki. Zapis krytykują inwestorzy, którzy nie chcą wnosić do szpitali kapitału, nie mając decydującego wpływu na ich funkcjonowanie.

— Obrona publicznej służby zdrowia ma się nijak do zaleceń Unii Europejskiej. W wielu unijnych krajach, np. we Francji czy Włoszech, co najmniej połowa sektora usług medycznych jest w prywatnych rękach i nie ogranicza to dostępności usług. To kwestia systemu finansowania. Prywatny szpital chętnie obsłuży pacjenta, jeśli za opiekę nad nim zapłaci Narodowy Fundusz Zdrowia. A jeśli chodzi o ochronę najuboższych, do tego służą mechanizmy opieki społecznej. Bezdomny też zostanie przyjęty w prywatnym szpitalu, jeżeli jakaś instytucja zapłaci za usługę — przekonuje Andrzej Sokołowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu