Postrzelaj, to się uspokoisz!

Agnieszka Ostojska-Badziak
opublikowano: 28-11-2003, 00:00

Strzelanie do rzutków, tarczy, ruchomych celów. Huk, dym, zamieszanie i emocje. Uprawiane jako dyscyplina sportowa wycisza i wzmacnia zdolność do koncentracji.

— Polacy strzelanie mają we krwi. Pani spojrzy na obrazy, ryciny, zdjęcia z dawnych czasów. Polak zawsze z bronią! Ciągle na wojnie! Wy to macie w genach — mówi Wlodymir Yuchatow, Ukrainiec, trener polskiej kadry olimpijskiej w strzelaniu do rzutków.

Gdyby było inaczej, pojechałby trenować zawodników gdzie indziej (owszem, miał propozycje — i to za lepsze pieniądze). Ale wybrał Polskę. Bo u nas — podobno — są większe szanse, by wychować mistrza świata. No i rezultaty są: mistrz świata w skeecie — Andrzej Głyda. I co najmniej kilku kandydatów na jego następców.

— Brakowało tylko profesjonalnego podejścia — dodaje trener.

Rzutki

Rembertów. Jednostka wojskowa — Akademia Obrony Narodowej. Idziemy na strzelnicę CWKS Legia Warszawa. Po drodze mijamy drewniane, zadaszone stoły, miejsce na grilla.

— Wykorzystujemy je w czasie zawodów, choć nie tylko. Często z naszych usług korzystają firmy. Na imprezie integracyjnej urządzają zawody w strzelaniu do rzutków. To coraz popularniejsze. Prezesi, menedżerowie, pracownicy mają szansę stanąć w rywalizacji sportowej. A potem wspólna grochówka! — opowiada Andrzej Marcjanik, trener strzelectwa w Legii Warszawa.

Czeka na niego kilkoro zawodników — nastolatków. Ale strzelać wychodzi jedynie Marcin Ludwiniak, 18-latek, rekordzista Polski juniorów w roku 2002. Zadanie: przejść przez 8 stanowisk trafiając w jak największą liczbę rzutków, wystrzeliwanych z jednej z dwóch budek.

Pole po polu. Chwilę się przygotowuje, „składa się” (przyjmuje pozycję), koncentruje i krzyczy „daj!”. Trener naciska zielony guzik dyspozytora — i rzutek już w górze. Marcin trafia bezbłędnie. Z sąsiednich strzelnic co rusz słychać wystrzały. Jak na wojnie...

— Jak na wojnie to dopiero jest tu w soboty. Najdzie się wtedy tego i wszyscy chcą strzelać... — komentuje Marcin Ludwiniak.

Jego rekord to trafienie w 71 rzutków z 75 możliwych. Trenuje od 10 roku życia. Młody wiek strzelców nikogo nie dziwi.

Strzelam i ja. Pan Bóg kule nosi... Kolba kopie. Sukces: ramię ocaliłam. Ale to pierwszy raz... Może dlatego pudło?

Od 5 roku życia na strzelnicy Krzysztof Kruszewski, szef Instytutu SMG/KRC Millward Brown Co. — teraz w towarzystwie ojca i 10-letniego syna. Uważa, że strzelectwo od najmłodszych lat uczy rozwagi i odpowiedzialności. Pomaga w koncentracji.

Mistrz świata w strzelaniu do rzutków w konkurencji skeet — Andrzej Głyda — zaczynał mając 11 lat. Kończy właśnie medycynę w Poznaniu, choć miesięcznie potrzebuje minimum 100 godzin treningu.

Bez myślenia

Strzelnica Legii Warszawa. Instruktor i trzech strzelających. Dwóch w garniturach, marynarki wiszą na wieszaku. Okulary, słuchawki... Wdech, pełna koncentracja — by zrównać muszkę ze szczerbinką, opanować drżenie rąk i ulokować tuż pod czarnym punktem tarczy. Lekki nacisk na spust, strzał, wydech. Broń w dół i chwila oddechu. Powtórny rytuał. Po pięciu strzałach — załadowanie magazynku.

Zagadnięci nie chcą jednak z nami rozmawiać. Są tu prywatnie — wyrwali się z firmy, przyszli odreagować — skoncentrować się na czymś innym niż praca.

Podobnie na strzelnicy Warszawianki. Aktorzy, lekarze, biznesmeni... Przychodzą postrzelać kilka razy w tygodniu. Czasem organizują spotkanie integracyjne czy szkoleniowe: 1,5 godziny strzelania, 2 godziny wykładu.

— Obchodzenie się z bronią wymaga odpowiedzialności, koncentracji i uporządkowania. Nie można zapominać o regułach rządzących na strzelnicy. Choćby o tym, że broń należy zawsze traktować jakby była naładowana, że trzeba ją odłożyć, gdy się nie strzela, że nie wolno rozmawiać ze strzelającym. Przy okazji szefowie mają szansę zobaczyć, w jakim stopniu ich pracownicy są poukładani, odpowiedzialni — mówi Ireneusz Grabowski, prezes Klubu Strzelnica WP Warszawianka.

— To relaksuje. Często się widzi, jak strzelec celuje, ale — zamiast nacisnąć spust — opuszcza broń. Pomyślał o czymś innym niż cel, a trzeba przecież wyłączyć inne myśli: to dopiero stwarza szanse na strzał w środek tarczy — mówi Jerzy Kamiński, instruktor w Klubie Strzelnica WP Warszawianka. I dodaje, że ci najlepiej strzelają, którzy nie myślą o tym, że strzelają.

W Polsce mało kto ma pozwolenie na broń. Ale na strzelnicy, pod okiem instruktora, można z niej korzystać. Po kilku godzinach instruktażu zawodowiec jest w stanie wykryć każde rozchwianie emocjonalne. Trenerzy obserwują uważnie. Broń nie dostaje się w niepowołane ręce.

Cel i spokój

Co daje największą przyjemność w strzelaniu? Strzał w środek tarczy, w rzutka, w ruchomy cel? Nie tylko... Strzelectwo kojarzy się z hukiem, zamieszaniem, sensacją. Tymczasem ci, którzy uprawiają tę dyscyplinę, mówią — wbrew obiegowej opinii — że godziny na strzelnicy koją nerwy, sprawiają, że emocje nie biorą góry nad rozsądkiem i opanowaniem.

— Po godzinie strzelania jest się wyciszonym, skoncentrowanym. Jak po kilku godzinach modlitwy czy jogi — mówi Krzysztof Kruszewski.

— Ktoś, kto jest samotnikiem, ma okazję zamknąć się w samym sobie i skoncentrować. Ci, którzy lubią współdziałanie, mogą między sobą rywalizować. W rekreacji chodzi o to, by odciąć się od codzienności. A do tego strzelectwo jest w sam raz — mówi Jerzy Kamiński.

Stan absolutnej koncentracji wymaganej w strzelectwie fascynuje również Tomasza Bałuka, prezesa i dyrektora zarządzającego Grupy 66 Ogilvy. Strzelectwo jest jego pasją od 4 lat.

— Nie polecam tego sportu szałaputom. Niech koncentracji uczą się gdzie indziej, z daleka od broni. A opanowani, poukładani mogą się zrelaksować — mówi.

Nowym hobby zaraził koleżankę z pracy, która okazała się nieodkrytym talentem.

— Jej wyniki stały się sensacją i na strzelnicy wprawiły w zakłopotanie kilku mistrzów. Ale ponoć to naturalne: kobiety mają lepszą rękę — mówi Tomasz Bałuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska-Badziak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Postrzelaj, to się uspokoisz!