Potrzeba trudnych decyzji

Wiktor Krzyżanowski
02-04-2003, 00:00

Nic nie pomoże polskiej gospodarce tak jak wejście do Unii Europejskiej i strefy euro. Nie wyolbrzymiajcie więc trudności. Wiadomo, co trzeba zrobić. I trzeba to zrobić — radzi Donald Johnston, sekretarz generalny OECD.

„Puls Biznesu”: Zapomnijmy na chwilę o tym, co Pan słyszał od polskich władz. Zapomnijmy o sytuacji na świecie. Co zrobić, by nasza gospodarka rozwijała się szybciej?

Donald Johnston: Przede wszystkim musimy pamiętać, że jest coraz lepiej. Co nie znaczy, że nie może być jeszcze lepiej. Co możecie zrobić sami? Porządek na własnym podwórku.

Po pierwsze — trzeba stworzyć ramy bardziej efektywnego i swobodnego funkcjonowania rynku pracy. Po drugie — trzeba przyspieszyć i kontynuować prywatyzację. No i trzecie — rzecz może najważniejsza — Polska musi wejść do Unii Europejskiej. Polski rząd musi także położyć większy akcent na rozwój zasobów ludzkich. W badaniach, w których porównywaliśmy wiedzę pewnych grup społecznych w różnych krajach, Polska nie wypadła dobrze. Korea np. odnotowała w tych statystykach ogromny wzrost. Oznacza to, że mają naprawdę dobry system edukacji, do którego Polsce jeszcze daleko. Trzeba pamiętać, że dziś rozwój gospodarki zależy od wiedzy, czyli od dobrze wykształconych ludzi. Inna sprawa, że wciąż polityka monetarna NBP jest nieco zbyt restrykcyjna jak na warunki gospodarcze. Stopy procentowe na pewno mogłyby być niższe, zwłaszcza że inflacja radykalnie spadła.

Nie wspomina Pan w ogóle o elemencie, który jest głównym powodem narzekań przedsiębiorców — o wysokich podatkach, zachłanności fiskusa.

— Nie jest aż tak źle. Zapowiedziano, że podatek dochodowy od zysków firm będzie obniżany. A i tak — porównując z innymi krajami OECD — jego poziom jest konkurencyjny.

Ale podatek to nie wszystko — mamy cały system opłat socjalnych, który powoduje, że firmom po prostu nie opłaca się legalnie zatrudniać pracowników.

— To prawda. I o tym władze muszą pamiętać — całość opłat nakładanych na przedsiębiorców nie może zniechęcać. To ważne zwłaszcza dlatego, że Polska wciąż musi przyciągać zagranicznych inwestorów. Z drugiej strony trzeba położyć większy nacisk na rozwój małych i średnich firm — na tle innych państw OECD Polska wypada pod tym względem blado. A przecież nie od dziś wiadomo, że to właśnie małe i średnie firmy tworzą miejsca pracy — duże firmy tak naprawdę tylko tną zatrudnienie. By jednak małe firmy mogły zatrudniać, potrzebują kapitału, technologii, umiejętności. Nie potrzebują biurokracji.

My tymczasem mówimy o potrzebie reformy budżetu, zwłaszcza jego wydatków. Niesłusznie?

— Słusznie. Tajemnica sukcesu gospodarczego polega na tym, by maksymalnie stymulować wzrost, zapewniając korzystanie z niego wszystkim, biednym i bogatym. Wszyscy, którzy mogą pracować, powinni pracować, powinni dobrze zarabiać. Historia uczy, że najlepszym regulatorem jest system rynkowy. Trzeba więc liberalizować gospodarkę, pozwolić przedsiębiorcom inwestować. To wytwarza procesy dostosowawcze na wszystkich rynkach, także na rynku pracy. Jeśli ludzie będą mieli wiedzę, umiejętności, to się na tym rynku odnajdą. A pomagać trzeba tym, którzy nie mają możliwości się odnaleźć.

I po spotkaniach z prezydentem i ministrami ma Pan wrażenie, że to wszystko w Polsce się stanie?

— Ja znam ministra Kołodkę nie od dziś. To naprawdę zdolny ekonomista. Trudno by mi było komentować jego oceny sytuacji w Polsce. Jest jednak minister Hausner. Zdaje się, że ci dwaj panowie nie do końca się ze sobą zgadzają. Minister gospodarki i pracy zdaje się promować cenną inicjatywę, polegającą na społecznym porozumieniu głównych aktorów życia gospodarczego — przedsiębiorstw, rządu i pracowników. Nie da się ukryć, że ten przypadek z sukcesem przećwiczyli już Irlandczycy. Tam też bezrobocie było w latach 90. bardzo wysokie, a wzrost mizerny.

Takie porozumienie wymaga od pracowników sporej wiedzy i wysokich kwalifikacji. Irlandczycy je mieli. Polacy muszą dopiero je zdobyć. Potrzeba kapitału, który w Irlandii był, w Polsce mogłoby być go więcej. I potrzeba tego konsensusu głównych graczy, z których każdy musi zrozumieć, że bez wspólnych ustępstw, bez porozumienia, wszyscy stracą. Irlandia odrobiła tę lekcję...

Ale w Irlandii rząd miał większość w parlamencie.

— Fakt, ale tu sprawa jest wyjątkowa. Nieczęsto zdarza się, by rządziła partia, która reprezentuje interesy i pracodawców, i pracowników. Więc to, że rząd nie ma większości, nie jest problemem. Problemem może być osiągnięcie porozumienia.

Ale wszystkie te reformy wymagają ustaw. Jak je forsować, gdy nie ma się większości?

— Powiem tak — sam przez wiele lat byłem politykiem, i oczywiście jestem zwolennikiem sytuacji, w której rząd ma większość. Pod warunkiem, że to jest mój rząd.

Wróćmy do szans stojących przed polską gospodarką. Podobnie jak niemal wszyscy eksperci mówi Pan o wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej. A tymczasem możemy nie odczuć wielkiej różnicy — nasze firmy i nasi pracownicy nieźle sobie radzą na rynkach UE, Polska korzysta już z funduszy unijnych. Co takiego niezwykłego stanie się więc w połowie przyszłego roku?

— Bardzo dużo. Choćby fakt, że nie wchodząc do UE, nie będziecie mogli wejść do strefy euro. A dopiero przyjęcie euro pozwoli w pełni wykorzystać członkostwo w UE. Gdyby inne kraje weszły do Unii, a Polska nie, nikt by nie zdecydował się na inwestycje w Polsce, skoro obok ma podobny kraj będący w Unii. To daje gwarancje, podnosi standard. To krok, który trzeba wykonać. Jeśli się go nie zrobi, będzie to oznaczało cofanie się.

To prawda, że kluczowe jest wejście do strefy euro. Tymczasem naszym ministrom szczególnie się nie spieszy. Zwłaszcza jeśli chodzi o walkę z deficytem budżetowym, a to jedno z kryteriów wejścia.

— W innych krajach też tak było, ale jak przyszło do konkretów, nikt nie chciał zostać z tyłu. To jest wyjątkowa okazja, by powiedzieć Polakom: spójrzcie, musimy podjąć kilka trudnych decyzji, i pewnie to będzie bolało. Więc lepiej zrobić to szybciej. Minister Kołodko mówi, że w 2006 r. Polska spełni kryteria...

...to prawda, mówi.

— No i tego się trzymajmy. Ja bym nie wyolbrzymiał trudności. Nie w tym rzecz. Wiadomo, co trzeba zrobić. I trzeba to zrobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Krzyżanowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Potrzeba trudnych decyzji