Potrzebny jest pomysł na Warszawę

  • Marta Sieliwierstow
opublikowano: 05-03-2013, 00:00

Rozmowa z Robertem Mandżunowskim, prezesem LHI

LHI wspólnie z Domem Towarowym Braci Jabłkowskich wybudowała Nowy Dom Jabłkowskich przy ul. Chmielnej w Warszawie. Jest wynajęty już w 90 proc. Tuż za rogiem spółka buduje biurowiec Chmielna 25. Zakończenie prac i uzyskanie pozwolenia na użytkowanie jest planowane na sierpień. — Budowa od strony technicznej była bardzo skomplikowana. Działka mieści się między trzema budynkami. Z jednej strony stoi budynek powojenny, ale o dość cienkich ścianach, z tyłu jest stara przedwojenna kamienica w niezbyt dobrym stanie, a z drugiej strony stoi powojenny obiekt. To było ogromne wyzwanie dla generalnego wykonawcy firmy Budner. Ze względu na dwie kondygnacje podziemne konieczne było wykonanie głębokiej ściany szczelinowej. Wszystko zakończyło się bez żadnych pęknięć i szkód w sąsiadujących budynkach. Obecnie trwają prace wykończeniowe we wnętrzach — mówi Robert Mandżunowski.

Ile powierzchni na Chmielnej 25 już wynajęto?

Jesteśmy na ostatnim etapie uzgadniania warunków wynajęcia całej powierzchni handlowej (1,6 tys. mkw.) dużej znanej firmie z branży odzieżowej. Prowadzimy zaawansowane rozmowy dotyczące wynajmu trzech pięter biurowych — czwartego, piątego i szóstego — z globalną renomowaną marką. Trzecie piętro my zajmiemy. Drugim piętrem jest zainteresowana jedna z instytucji finansowych. Mamy też chętnego do wynajęcia 260 mkw. na pierwszym piętrze od strony ulicy Chmielnej, na pozostałe 300 mkw. na tej kondygnacji jeszcze nie mamy najemcy. Czynsz za biura wynosi 23 EUR/mkw.

Jakie macie plany po oddaniu do użytku Chmielnej 25?

Najpewniej nasze następne projekty również będą w tej okolicy, w ścisłym centrum miasta. Mamy trzy lokalizacje, nad którymi pracuję od około trzech lat — każda ma bardzo dużo zalet, ale jednocześnie jest bardzo trudna. Budowanie zaufania między stroną, która szuka pomysłu na swoją nieruchomość, a nami jako inwestorem wymaga czasu. Zobaczymy, czy uda się nam rozpocząć aż trzy projekty w tym samym czasie, co byłoby dla nas dużym wyzwaniem, czy też okaże się, że będziemy rozpoczynać je po kolei. Nadal interesująca jest dla nas druga linia zabudowy ulicy Chmielnej, ale wymaga dłuższej rozmowy z władzami miasta. Ten teren aż się prosi o przyciągnięcie usługodawców — szewców, krawców, fryzjerów i zawodów kreatywnych, których przedstawicieli może nie do końca stać na wysokie czynsze w pierwszej linii zabudowy.

Czy wynajęcie Nowego Domu Jabłkowskich przebiegło zgodnie z waszymi oczekiwaniami?

Czynsze są takie jak oczekiwaliśmy, ale musieliśmy wydać nieco więcej niż zakładaliśmy na wykończenie powierzchni dla najemców. Odczuliśmy, że najemcy wciąż próbują dyktować warunki na rynku, nieustannie negocjując. Natomiast naszej bardzo dobrej sytuacji w ścisłym centrum Warszawy nie ma co porównywać z tym, co się dzieje na obrzeżach miasta. Tam ze względu na dużą liczbę realizowanych projektów toczy się bezwzględna walka o najemcę.

Najpewniej nasze następne projekty również będą w tej okolicy, w ścisłym centrum miasta. Mamy trzy lokalizacje, nad którymi pracuję od około trzech lat — każda ma bardzo dużo zalet, ale jednocześnie jest bardzo trudna.

Jak ocenia pan sytuację w zagłębiu biurowym na Mokotowie?

Sytuacja na Mokotowie, a raczej na Służewcu Przemysłowym, jest bardzo interesująca, ale nie zaskakująca. Ma to związek z dojrzałością rynku, dojrzałością nas wszystkich, tym, gdzie teraz jesteśmy i gdzie byliśmy 20 lat temu, tym, jak wyglądanasza praca. Dla pracowników firm consultingowych, instytucji finansowych, prawników coraz większe znaczenie ma bliskość centrum. Nie jest to niespodziewana zmiana, tylko powtórzenie tego, co już dawno się dokonało w Europie. Budowa parków biurowych oczywiście ma sens, ale dla bardzo dużych najemców, zatrudniających wielu pracowników, którzy potrzebują dużej powierzchni i wielu miejsc parkingowych. Firmy, w których koszt zatrudnienia jednego pracownika jest wyższy, muszą też zapewnić inne otoczenie miejsca pracy. To prowadzi do trudności w sprzedaży niektórych obiektów na obrzeżach Warszawy.

Jak powinien się rozwijać stołeczny rynek nieruchomości?

Władze miasta powinny zadać sobie pytanie o to, jak Warszawa ma się plasować pośród miast europejskich — dlaczego w tym mieście ma się rozwijać biznes, dlaczego to miasto jest atrakcyjne dla przedsiębiorców oraz obecnych i nowych mieszkańców. Bez jasnej strategii nie ma co marzyć o sukcesie. Miasto bez biznesu, który daje miejsca pracy, prędzej czy później będzie miało problem. Dobrze, że udało się nam dojść do miejsca, w którym jesteśmy, ale wystarczy pojechać do jakiegokolwiek dużego miasta w Europie Zachodniej, by zobaczyć różnicę. Londyn mógłby być wzorem. Tam jest realizowana konkretna strategia — Londyn ma być miastem biznesu, usług finansowych i to się sprawdza. Hamburg z kolei postawił kiedyś na media. U nas rozwijają się centra outsourcingowe, jednak na obrzeżach, więc nie mają funkcji miastotwórczej. I powraca pytanie, gdzie moglibyśmy się odnaleźć? Co takiego interesującego jest w nas i w Warszawie? Musi pojawić się pomysł na długoterminowy rozwój naszej stolicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Sieliwierstow

Polecane