Powalcz, nie drażniąc lwa

Grzegorz Nawacki, Jacek Kowalczyk
opublikowano: 09-02-2009, 00:00

Rząd nie jest bezbronny — twierdzą ekonomiści. I podsuwają pomysły, jak umocnić złotego.

Złoty nie musi obrywać od spekulantów

Rząd nie jest bezbronny — twierdzą ekonomiści. I podsuwają pomysły, jak umocnić złotego.

Jest szansa na skuteczne i bezpieczne umocnienie złotego. Do Polski zbliża się duża transza unijnych funduszy, których wymianą na złote można wesprzeć naszą walutę. Eksperci tłumaczą, że w ten sposób zainterweniowalibyśmy, nie zadzierając z rynkiem. Wygląda na to, że rząd z ich rad skorzysta.

— W najbliższych latach trafi do Polski ponad 60 mld EUR z budżetu Unii Europejskiej. Część tych pieniędzy trafi prosto na rynek walutowy. Złoty nie jest więc narażony na długotrwały spadek wartości — mówi premier Donald Tusk.

Złota wymiana

Ekonomiści są zgodni — klasyczna interwencja banku centralnego na rynku walutowym byłaby błędem.

— Granie przeciwko rynkowi jest dziś bardzo ryzykowne. Presja na osłabienie złotego jest bardzo silna, a interwencja w dłuższej perspektywie mogłaby jeszcze ją wzmocnić. Dzisiaj na osłabienie złotego gra stosunkowo niewielu inwestorów, jednak gdyby w świat poszła informacja, że Polska zamierza interweniować, mogliby się dołączyć kolejni spekulanci —mówi Łukasz Tarnawa, szef ekonomistów PKO BP.

Można jednak pomóc złotemu, nie drażniąc lwa. Jak zapewnia Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego, do końca marca na kontach Narodowego Banku Polskiego (NBP) znajdzie się 6 mld EUR funduszy unijnych. Na koniec grudnia kwota ta wynosiła 3,98 mld EUR. Saldo naszych rozliczeń z UE wyniesie więc 2 mld EUR. To silna broń rządu w walce o umocnienie złotego.

— Wystarczy, aby resort finansów wymienił część z otrzymywanych pieniędzy z euro na złote na rynku, a nie w NBP, jak zwykle to robi. Dziś rynek jest płytki, więc wpuszczenie w niego tak dużej sumy mogłoby wyraźnie wzmocnić naszą walutę — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Dlaczego nie będzie to odebrane jako interwencja?

— Kiedy bank centralny interweniuje używając rezerw, to zaczyna się gra, jakiego poziomu kursu broni i jak długo może wytrzymać sprzedając rezerwy walutowe. Jeśli inwestorzy wejdą w tę grę, nasze rezerwy mogą szybko stopnieć. Kiedy natomiast po prostu sprzedajemy na rynku nadwyżkę waluty z Unii Europejskiej, wówczas jest to naturalne zjawisko, a nasze rezerwy zostają nietknięte — tłumaczy Łukasz Tarnawa.

Nie planują

To nie jedyne narzędzie, jakim dysponuje resort finansów. Drugie to emisje obligacji na rynkach zagranicznych.

— Można sprzedać przez rynek na przykład część obligacji denominowanych w euro wyemitowanych w ostatnich tygodniach. Pozwoliłoby to rynkowi odzyskać częściową równowagę, zwłaszcza że skala działań spekulantów jest mocno przesadzona. Fundusze hedgingowe są zdziesiątkowane i osłabione, banki inwestycyjne przestały odgrywać taką rolę, jak kiedyś, dostęp do kapitału jest bardzo utrudniony. W takich warunkach wszelkiego rodzaju interwencje są dużo bardziej efektywne — mówi Cezary Iwański, wiceprezes Pioneer Pekao Investment Management.

Jednak Ministerstwo Finansów (MF) nie zamierza w ten sposób umacniać złotego.

— Pieniądze pochodzące ze sprzedaży obligacji za granicą są gromadzone w banku centralnym i mają swoje konkretne przeznaczenie — wykorzystywane są do obsługi długu zagranicznego. Generalnie nie planujemy ich wymiany na rynku, choć teoretycznie jest to możliwe — mówi Anna Suszyńska, zastępca dyrektora departamentu długu publicznego MF.

Skuteczne może być też działanie słowem, a nie czynem.

— Warto, by minister finansów, który uchodzi za osobę znaną i cenioną w świecie finansów, wybrał się do Londynu i rzetelnie zaprezentował kondycję polskiej gospodarki. To mogłoby przekonać inwestorów, którzy kierują się czynnikami fundamentalnymi, do inwestowania w złotego — dodaje Cezary Iwański.

— Kiedy interwencji słownych dokonuje prezes banku centralnego, jest to bardzo ryzykowne, ponieważ rynek może powiedzieć "sprawdzam" i dalej osłabiać złotego. Kiedy natomiast taki komunikat wysyła rząd, obawy nie ma, ponieważ nawet gdyby musiał faktycznie wypuścić na rynek pieniądze, nie ryzykowałby rezerwami walutowymi — mówi Łukasz Tarnawa.

Jedno jest pewne — interweniować trzeba.

— Interwencja jest potrzebna, bo jeśli ziszczą się wizje euro po 5-6 zł, to wiele firm i banków tego nie przetrwa. Rząd powinien usiąść i zastanowić się nad najlepszą reakcją. Bezczynne czekanie to chowanie głowy w piasek — dodaje Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Grzegorz Nawacki

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki, Jacek Kowalczyk

Polecane