Powtórka krachu jest mało prawdopodobna

  • Przemysław Kwiecień
19-10-2017, 22:00

30 lat temu na Wall Street zdarzył się „czarny poniedziałek”, kiedy indeksy giełdowe spadły o ponad 20 proc. w ciągu zaledwie jednej sesji.

Takie wydarzenia na długo pozostają w pamięci inwestorów i zapewne będą jeszcze przywoływane, podobnie jak upadek Lehman Brothers. Jednak w roku, kiedy na giełdzie w Stanach Zjednoczonych co chwilę notowane są nowe rekordy, inwestorzy tym bardziej zadają sobie to pytanie.

Zobacz więcej

Przemysław Kwiecień Fot. ARC

Obecna sytuacja ma wiele wspólnego z tą sprzed 30 lat.

Hossa w obydwu przypadkach była wyraźnie zaawansowana — obecnie od dołków z 2009 r. średnia Dow Jones urosła o 255 proc. Hossa od marca 1982 do sierpnia 1987 r. była niewiele mniej okazała, bo jej zasięg wyniósł 242 proc. W obydwu przypadkach gospodarka amerykańska podźwignęła się z głębokiej recesji — tak się składa, że recesje z lat 1980-82 i 2008-09 to dwie najbardziej poważne w okresie po drugiej wojnie światowej. Można zatem wysnuć wniosek, że w obydwu przypadkach mieliśmy do czynienia ze splotem przewartościowania oraz mocnej wiary w trwałość ożywienia gospodarczego, które trwać będzie przez długi czas. Co może zaskakiwać, tąpnięcie 30 lat temu zostało wywołane przez handel automatyczny. Inwestorom oferowane były strategie hedgingowe, które w przypadku spadków na giełdach sprzedawały kontrakty na indeksy i jednocześnie kupowały obligacje skarbowe. To sprawiło, że w momencie rozprzestrzenienia się paniki automaty przyczyniły się do niekontrolowanej wyprzedaży. Obecnie znaczenie handlu automatycznego jest dużo większe i fakt, że bazuje on na znacznie bardziej skomplikowanych algorytmach, wcale nie musi oznaczać, że uchroni nas przed samonapędzającą się wyprzedażą. Co więcej, dzięki popularyzacji funduszy ETF wzrosło znaczenie handlu pasywnego, a w rezultacie coraz mniej zleceń pochodzi bezpośrednio od aktywnych inwestorów. Mieliśmy już w tej dekadzie kilka przykładów tzw. flash crash (2010 na giełdzie, 2016 w notowaniach funta), kiedy to notowania wymknęły się spod kontroli, choć nie w skali z „czarnego poniedziałku”.

Trzeba jednak także uczciwie przyznać, że jest wiele różnic. Po pierwsze, giełdy wprowadziły tzw. circuit breakers, automatyczne zawieszenia handlu w momencie, gdy spadki przekroczą określoną wartość. Czas, na jaki zawieszone są notowania, ma inwestorom dać możliwość ochłonięcia lub ewentualnie posprzątania po algorytmach. Takie rozwiązanie bardzo pomogło kontraktom na S&P500 nad ranem po referendum dotyczącym brexitu. Po drugie, rynek jest inny niż 30 lat temu, kiedy rekordowe poziomy były osiągane w sierpniu, zaś przez kolejnych siedem tygodni Dow Jones odnotował 17-procentowy spadek, zwieńczony ostatecznie załamaniem. Obecnie jesteśmy tuż po pierwszym zamknięciu powyżej poziomu 23 tys. pkt.

Podsumowując, powtórka krachu sprzed 30 lat wydaje się na dziś bardzo mało prawdopodobna.

Tym niemniej, podobne stadium zaawansowania hossy będzie nadal stawiać inwestorom trudne pytania: grać z przewartościowanym rynkiem czy przeciwko niemu?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień CFA, główny ekonomista XTB DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Powtórka krachu jest mało prawdopodobna