Pozory skruchy

Jacek Zalewski
opublikowano: 17-11-2008, 00:00

Waszyngtoński szczyt G-20 był podniesieniem na szczebel szefów państw i rządów spotkań, które już od lat odbywały się w gronie ministrów finansów i szefów banków centralnych. Dokumenty analogicznego spotkania, powiedzmy, sprzed dwóch lat z Melbourne nadawałyby się w całości do skopiowania. Oczywiście wtedy nie było mowy o kryzysie finansowym, którego współsprawcami okazało się wielu uczestników G-20.

Pomysłodawcą zbiórki w Waszyngtonie był prezydent Nicolas Sarkozy, który chciał się dowartościować jako przywódca i wybawiciel przynajmniej Europy. Okoliczność, że takie nieszczęścia jak wojna w Gruzji czy globalny kryzys finansowy trafiły akurat na francuskie przewodnictwo Unii Europejskiej — osobiście Sarkozy’emu spadły z nieba. Ale w jednym się przeliczył — George W. Bush absolutnie nie dał się postawić do kąta za doprowadzenie do kryzysu. Ba, jako gospodarz rozliczeniowego w zamyśle szczytu poczuł się na odchodnym prawdziwym prezydentem świata, ratującym ludzkość — przynajmniej tę z Wall Street. I tylko żałuje, że na drugiej sesji szczytu G-20 będzie już tylko kibicem, a realne decyzje podejmie Barack Obama — który w sobotę taktycznie oddalił się z Waszyngtonu, ku rozczarowaniu wielu uczestników.

We wspólnym oświadczeniu przywódcy G-20 przyznali, że "decydenci polityczni i kontrolerzy finansowi w niektórych krajach wysoko rozwiniętych nie docenili ryzyka powstającego na rynkach finansowych, nie dotrzymali kroku finansowym innowacjom i nie wzięli pod uwagę konsekwencji krajowych posunięć regulacyjnych". To klasyczne pustosłowie dyplomatyczne — przecież w takim dokumencie czarnymi literami powinny zostać wybite konkretne nazwiska i przyczyny, z Bushem i jego ortodoksyjną polityką deregulacyjną na czele.

Równie ogólnikowo i bardzo wstępnie ustalono, że należy stworzyć jakiś system wczesnego ostrzegania przed kryzysami. Miałyby temu posłużyć mgliste "rady nadzorcze", złożone z kontrolerów finansowych z wielu krajów, które wykrywałyby ryzyko związane ze spekulacjami. Politycy wezwali do zasilenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego, poprawy standardów rachunkowości, a także umocnienia nadzoru nad firmami prowadzącymi ryzykowne operacje oraz oceniającymi wiarygodność kredytową. Chodzi o banki inwestycyjne oraz agencje ratingowe, które wywalczyły sobie pozycję świętych krów — bardzo duże wpływy przy zerowej odpowiedzialności.

Polska nie mieściła się w dotychczasowej formule G-20, dlatego nie była obecna również w Waszyngtonie. Ale teraz musimy włączyć się do wypracowywania dokumentu, który przyjmie druga sesja pod wodzą Baracka Obamy. Akurat w tej sprawie nadeszła wiadomość niezwykle radosna dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Otóż premier Donald Tusk od dawna przygotowuje w Warszawie na 29-30 kwietnia 2009 r. kongres Europejskiej Partii Ludowej (EPP), do której należy Platforma Obywatelska. Ma przyjechać czternastu szefów państw i rządów oraz José Manuel Barroso. Będzie to główny element kampanii wyborczej EPP oraz PO do Parlamentu Europejskiego (głosowanie w UE od 4 do 7 czerwca, w Polsce ostatniego dnia). A tu termin drugiego, decydującego szczytu G-20 ustalono na 30 kwietnia! Ot, siurpryza...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy