Pozytywne wieści z USA przywróciły nadzieję

Adrian Boczkowski
01-09-2008, 00:00

Ostatni tydzień sierpnia dostarczył krajowym inwestorom wielu emocji. We wtorek WIG zjechał przy żenująco niskich obrotach poniżej 40 tys. pkt i dopiero w czwartek wrócił ponad ten psychologiczny poziom. W tym dniu, po pesymistycznym otwarciu luką bessy i przebiciu poziomu 2500 pkt na WIG20, rozpoczął się jednak rajd byków.

Gdyby sesja trwała pół godziny dłużej, prawdopodobnie pękłaby bariera 2600 pkt. Ale jak mówi stare porzekadło, co się odwlecze, to nie uciecze. Dlatego piątkowa sesja na warszawskim parkiecie rozpoczęła się luką hossy. Zdecydowany napór popytu odpuścił w ciągu dnia, ale o zejściu pod kreskę nie było mowy. Najnowsze wyliczenia wzrostu PKB w USA, który okazał się znacznie wyższy, niż przewidywali analitycy, zapewniły wystarczającą ilość paliwa dla machiny popytu. I to pomimo minusowego otwarcia sesji za Atlantykiem.

Dzięki bardzo dobrej końcówce tygodnia, kiedy WIG20 zyskał 4 proc. w dwa dni, cały tydzień inwestorzy zakończyli na plusie. Nie był on jednak duży. Zarówno indeks blue chipów, jak i szeroki rynek zyskały 0,2 proc. To bardzo mizerny wynik, jeśli popatrzymy na sukcesy byków znad Tamizy czy Sekwany. FTSE i CAC zyskały około 2 proc. Niewiele gorszy wynik zanotował niemiecki DAX. Jeszcze słabiej wypadło nasze bycze bractwo w porównaniu z azjatyckim. Japoński Nikkei wzrósł o 3,2 proc., a chiński Hang Seng wzleciał o ponad 4 proc.

To, że polskie akcje nie są już wskaźnikowo takie tanie, nie grało pierwszych skrzypiec w procesie podcinania skrzydeł letniej zwyżce na GPW. W zeszłym tygodniu oznaki odwrotu od polskiego rynku były skutkiem sytuacji geopolitycznej. Napięcie wokół konfliktu rosyjsko-gruzińskiego i aktywne włączenie się w niego Polski na poziomie dyplomatycznym nie pomogą naszym firmom. O tym, że mogą przeszkodzić, przekonywała we wtorek agencja ratingowa Fitch. Zagraniczni gracze zaczęli przyglądać się naszemu rynkowi z większą rezerwą już kilka dni wcześniej, gdy Goldman Sachs doradzał sprzedaż złotego. Skoro nasza waluta ma się osłabiać, po co zwiększać zaangażowanie w aktywa denominowane w złotym, kiedy niepewność na giełdach wciąż jest wysoka?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Pozytywne wieści z USA przywróciły nadzieję