PR I V RP

Wojciech Surmacz
opublikowano: 13-10-2006, 00:00

O inteligentnych mechanizmach tworzenia agresywnych elementów nowomowy — miłościwie nam panujących. Z przyjaźni do polszczyzny.

„Puls Biznesu”: Co to jest nowomowa?

Profesor Andrzej Markowski: Język władzy i kontrolowanych przez nią środków masowego przekazu w państwie totalitarnym. Język partii rządzącej — siły politycznej, którego głównym celem jest manipulowanie nastrojami społecznymi i kreowanie nowej rzeczywistości. Nowomowa służy urabianiu społeczeństwa tak, jak tego sobie rządzący życzą. Jest wiele środków językowych, które temu służą.

Pan zauważa nowomowę w otaczającej nas rzeczywistości?

Nie można mówić o nawrocie nowomowy w całości. Świadczy o tym chociażby to, że ten wywiad ukazuje się w „Pulsie Biznesu”. Na szczęście istnieje pluralizm mediów, środków wyrażania myśli — prasy, radia, telewizji. Nie ma jednego, jedynie słusznego źródła informacji, z którego by kierowano wszystkimi komunikatami, materiałami środków powszechnej informacji. Natomiast wiele elementów nowomowy znajduje się w wypowiedziach przedstawicieli różnych środowisk politycznych — tak najogólniej rzecz ujmując.

Z nowomową mamy do czynienia tylko w obszarze politycznym?

Tak było w czasach komunizmu. W tej chwili elementy nowomowy widać również w języku urzędniczym i w reklamie.

Język urzędniczy, czyli „implementacja”, „transponowanie”?

To typowe elementy nowomowy. Mogą być dla polszczyzny bardzo groźne. To jest bezpośrednie wpisywanie do języka polskiego elementów języka angielskiego — używanego w dokumentach unijnych. To jest groźne, bo wydaje się, że „implementacja” to coś innego niż na przykład „wprowadzenie w życie” albo „wdrożenie”. Kiedy się pojawia nowe słowo, to ludzie od razu przypisują mu nowe znaczenie. To prowadzi do niezrozumiałości w dokumentach urzędowych — na przykład ministerialnych. Naszym urzędnikom po prostu nie chce się dokładnie tłumaczyć języka dokumentów unijnych i zastanowić się, co poszczególne określenia tak naprawdę znaczą.

A w reklamie?

Tu dochodzi do kreowania wizji świata według potrzeb i wyobrażeń nadawcy. Na przykład ustalanie nowej hierarchii ważności albo zmiana znaczeń wyrazów. To nie tylko sprawa Polski. Akurat w tym wypadku nowomowa nie ogranicza się do jednego języka. Jest zjawiskiem szerszym — pojawia się w reklamie amerykańskiej, angielskiej, francuskiej czy w niemieckiej. Przykładem może być dwojakie nacechowanie wyrazu „agresywny” i zmiana dotychczasowego znaczenia wyrazu „inteligentny”, taka jak w zdaniu „Inteligentny krem, który wsłuchuje się w potrzeby skóry”. Element nowomowy widzę w zmianie znaczenia tego wyrazu. Towarzyszy mu chęć wpojenia odbiorcom reklamy nowej hierarchii wartości — produkty mogą być równie ważne jak ludzie, bo mają takie same cechy, a nawet lepsze. Albo „inteligentny budynek”. Inteligencję utożsamia się z właściwościami technicznymi. Oczywiście można rozpatrywać inteligencję w znaczeniu sprawności technicznej. Ale przede wszystkim to cecha humanistyczna, odnosząca się do umysłu ludzkiego.

Jeśli chodzi o zmianę nacechowania słowa „agresywny”, to mówi się, że pewien typ zachowania, który dawniej był odbierany źle, dzisiaj jest pożądany. To zjawisko wywodzi się z języka sportowego. „Agresywny zawodnik” już od dłuższego czasu znaczy: dobry zawodnik. „Agresywne krycie” w koszykówce mogło budzić niepokój, ale było ograniczone do jednego obszaru. Dzisiaj mamy już „agresywne sylwetki samochodów”, „agresywnych menedżerów”, „agresywnych sprzedawców”. I to jest cecha pozytywna w odczuciu twórców — może nie tyle reklamy, co bardzo szeroko pojętego public relations.

No przecież agresywny PR też jest dzisiaj zjawiskiem pożądanym.

Czyli zdobywanie wszystkiego tak naprawdę kosztem innych, bo przecież agresja w tradycyjnym rozumieniu była odbierana jako coś złego. Rzeczownikowi „agresja” zmieniono więc nacechowanie. I dziś w polszczyźnie występuje ten wyraz raz z nacechowaniem dodatnim, raz — z ujemnym. Słysząc, że ktoś był agresywny, nie wiemy, czy to dobrze, czy źle? Czy Zidane, uderzając głową Materazziego w finale mistrzostw świata, był agresywny w sposób tradycyjny? Czy uderzając piłkę głową, był agresywny w sposób pożądany? Jedno na drugie się nakłada i może dochodzić do nieporozumienia. Takich przykładów jest sporo w PR. Na przykład oswajanie wszelkich działań przez dodawanie przymiotnika „przyjazny”. Jeśli powiemy, że coś „jest przyjazne”, to wzbudza zaufanie. W związku z tym wszystko jest dziś określane jako przyjazne człowiekowi, otoczeniu itd. „Przyjazne” budzi pozytywne emocje, chociaż to tylko zabieg słowny.

Oszustwo?

W pewnym sensie tak, ale bardziej nadużycie. Większość ludzi nie dostrzega tych nowych zabarwień. Nieświadomie się z nimi oswajają, po czym zaczynają wierzyć, że urządzenia są inteligentne.

A hasło „Obywatel IV RP” to też nadużycie?

Założenie, że IV Rzeczpospolita już istnieje, jest nadużyciem. Przecież tak naprawdę dopiero się mówi o budowaniu IV RP, a to raczej proces niż stan. Tymczasem w mediach tworzy się inny obraz rzeczywistości — jeżeli ktoś jest już obywatelem czegoś, to to coś musi być.

Napisaliśmy, że jest, to jest, a jak napisaliśmy, że nie ma, to nie ma.

Właśnie. To najbardziej klasyczny przykład nowomowy. Jak się mówiło, że w gospodarce socjalistycznej nie ma strajków, to nie było. Pamiętam też taką wypowiedź Jerzego Urbana, jako ówczesnego rzecznika rządu: „Sprawa niniejsza, wbrew dążeniu oskarżonych i obrony, nie była, gdyż być nie mogła, procesem politycznym, ponieważ polskie prawo karne nie zna pojęcia proces polityczny bądź też więzień polityczny”. Nie było takiego pojęcia, to i procesu takiego nie było. A przecież chodziło o proces wszczęty z pobudek politycznych.

A takie hasło: „To oczywiste, że masz z Nutellą wspólny język”?

To jeszcze inne zjawisko. W reklamie i polityce bardzo często wykorzystuje się metafory. Metafora powinna być udana. Jej trafność polega na tym, że odwołuje się do skojarzeń jasnych dla odbiorcy. Tutaj takim skojarzeniem jest język w dwóch znaczeniach: jako mowa — zespół znaków — i jako organ. Może komuś chodziło o to, że ta Nutella leży na moim języku w sposób dosłowny. Ja to rozumiem, ale nie sądzę, żeby to była udana metafora. Przecież Nutella nie ma języka.

Przykład z Nutellą to jedno z niewielu haseł reklamowych, w których zdanie zaczyna się od wielkiej litery, jest przecinek. Brakuje kropki.

Rzeczywiście w hasłach reklamowych zasady ortografii, a zwłaszcza interpunkcji są bardzo rzadko przestrzegane. Czasem to wynika ze zwykłej niewiedzy, że na przykład między zdaniem nadrzędnym i podrzędnym należy postawić przecinek. To nie kwestia nowomowy, lecz zwykłej niechlujności językowej i ulegania wpływom języka angielskiego. Anglicy mają inne zasady stosowania interpunkcji i wielkiej litery, która w polskiej reklamie jest szczególnie nadużywana.

A co pan na to: „Wprawdzie nie można mówić o ukształtowaniu się na wykresie formacji spadającej gwiazdy, bo piątkowy czarny korpus nie przeniknął zbyt głęboko w obszar białej świecy ze środy, ale było widać wyraźne oznaki przynajmniej krótkoterminowego odwrócenia rynku”.

Tekst absolutnie fachowy. Powiedziałbym, że to nowomowa dla kogoś, kto nie jest specjalistą.

Typowy komentarz giełdowy.

Dla mnie jest oczywiście niejasny — jestem daleki od giełdy. W tym fragmencie użyto wyrażeń znanych ściśle określonej grupie ludzi. Ale być może oni się wcale tak często tym językiem nie posługują? Zastanawiam się: czy nie mamy tu przypadkiem do czynienia z kreowaniem rzeczywistości?

Czyli jednak nowomowa.

Raczej nie. Myślę, że nienaturalny wydźwięk tego tekstu bierze się z pewnego zgęszczenia określeń fachowych. Nie sądzę, żeby maklerzy giełdowi używali na co dzień tylu metafor i określeń przenośnych w jednym zdaniu. Kiedyś Stefanowi Wiecheckiemu „Wiechowi” zarzucano, że w swoich felietonach — zwłaszcza tych powojennych, daje takie nagromadzenie gwary warszawskiej, że żaden warszawiak ich nie rozumiał. Ale „Wiech” jako pisarz mógł tak robić. Chociaż niektórych to razi do dzisiaj.

Tytuł z pewnej gazety, zaczerpnięty z wypowiedzi pewnego polityka: „Na gruzach okrągłego stołu zbudujemy IV RP”.

Fatalna metafora. Po pierwsze: typowe odwołanie się do metaforyki komunistycznej. Już kiedyś budowano społeczeństwo na gruzach kapitalizmu. Zupełnie chybione. Po drugie: budowanie na gruzach jest do niczego. Buduje się na fundamentach — najlepiej solidnych. Jeżeli coś się buduje na gruzach, to ta budowla może się łatwo zawalić. Tak właśnie przecież budowano socjalizm. I co? Szwankuje podstawa metafory. I wreszcie, po trzecie: proszę sobie wyobrazić, jak wyglądają gruzy okrągłego stołu! Gruzy mogą odnosić się do budynku. Okrągły stół to nie budynek — to mebel. Mebel nie rozpada się w gruzy. Określenie „gruzy okrągłego stołu” jest po prostu nieudane.

Kto tworzy nowomowę? Myśli pan, że jest jakiś sztab ludzi, pracujących nad retoryką IV RP?

Tak było „za komuny”. Specjalny wydział propagandy wszystko konstruował według życzeń kierownictwa partii. Nie można było mówić inaczej, bo to oznaczało, że jest się nieprawomyślnym. Kto w tej chwili tworzy nowomowę? Nie wiem i jestem daleki od takich dociekań. Sądzę, że w każdym ugrupowaniu politycznym jest grupa odpowiadająca za język partii. Dzisiaj się mówi „ludzie od PR”. Dawniej się mówiło: propaganda. Przy czym słowo „propaganda” rozumiem w dawnym znaczeniu neutralnym. Z powodu długoletniego używania tego słowa w komunizmie, propaganda oznacza dzisiaj coś złego. „Panie, to nie prawda, ale propaganda” — zwykło się mawiać. Tymczasem „propagować”, znaczy upowszechniać pewne poglądy, idee, hasła.

To zamiast PR powinniśmy mówić „propaganda”?

Nie. Dlatego że „propaganda” nabrała potwornie negatywnego wydźwięku. Tak samo nie możemy słowa „lider” zastąpić określeniem „aktywista”.

„Czołowy działacz” też nieładnie brzmi. Czy wyobraża pan sobie, żeby nazwać kogoś dzisiaj aktywistą jakiejś partii?

Toż to potwarz!

Właśnie! „Aktywista” został nacechowany przez propagandę komunistyczną pozytywnie i dzisiaj nie brzmi dobrze. Tak samo, jak „agitacja”. Dawniej też dwojako rozumiana. Dzisiaj tylko negatywnie. Na szczęście, jak już wspomniałem na początku, mamy do czynienia tylko z elementami nowomowy.

Ale jeśli pojawiają się elementy, to oznacza, że prędzej czy później stworzą pewną całość.

Można powiedzieć tak: tuż po roku 1989 nastąpiła rewolucja w języku publicznym. Nastąpiło duże upotocznienie języka. Wtedy elementy starej nowomowy zanikły. Dzisiaj niektóre partie to upotocznienie wciąż kultywują — mówią wprost, używają wyrazów wulgarnych. Ale to nie jest nowomowa.

To raczej kwestia kultury językowej.

Dodałbym jeszcze, że także politycznej.

„Oszołomy, pornogrubasy”.

Albo „rząd rżnie głupa”. To jest wulgarne mówienie wprost. Ale od kilku lat pojawiają się elementy nowomowy, mające na celu kreowanie rzeczywistości. Kiedyś to się nazywało propaganda sukcesu, potem propaganda klęski. Jeśli w jednym z wywiadów czytam, że „istniała partia, która nazywała się partią aferałów”, to widzę klasyczny przykład nowomowy. Użycie dwuznacznego sformułowania „nazywała się” powoduje, że na pierwszy rzut oka wydaje się, że ta partia sama się tak nazywała. Precyzyjniej (ale wtedy nie byłoby tej założonej przez nadawcę małej manipulacji językowej...) byłoby: „partia, którą nazywano partią aferałów”.

Chociaż też nie do końca, bo warto by wspomnieć, kto ją tak nazywał?

Tym bardziej, że to nie była jej faktyczna nazwa. Takie szczególiki, nad którymi można przejść do porządku dziennego i ich nie dostrzec. One właśnie wsączają w odbiorcę pewien stereotyp. Ktoś zaraz doda: „aferał” się przyjął, bo się rymował z „liberał”. Przecież właśnie między innymi dlatego słowo „liberał” nabrało wydźwięku negatywnego. A tymczasem „liberał” jest od dawna używany w różnych kontekstach — i w negatywnych, i w pozytywnych, i — chyba najczęściej — neutralnych. Z moich obserwacji wynika, że „aferał” powstał około roku 1990. Po powstaniu słowa „aferał” liberałów zaczęto kojarzyć z aferami. Mniej wrażliwy czytelnik takich subtelnych zabiegów na słowach może nie odczuwać. Dzisiaj „liberał” ma znaczenie takie jak za komuny „kosmopolita”. A przecież gdybyśmy sięgnęli do etymologii tego słowa, to stwierdzilibyśmy, że „kosmopolita” znaczy obywatel świata, co początkowo też nie miało nacechowania negatywnego. To wskutek propagandy komunistycznej słowo „kosmopolita” stało się wyzwiskiem.

Jaki z tego wszystkiego morał, Panie Profesorze?

Ano taki, że elementy nowomowy trzeba rozpoznawać, wytykać i wyśmiewać je! Nowomowa z natury jest nadęta, poważna i nie znosi żartów na swój temat. W polszczyźnie codziennej, potocznej odkryto to dawno temu i warszawska ulica już kilkadziesiąt lat temu mówiła o „mowie-trawie” i „mowie przez lufcik do chińskiego ludu”. Może dlatego tamtej nowomowie nie ulegliśmy. I mam nadzieję, że teraz też nie damy się wmanipulować w żadną neonowomowę.

Profesor Andrzej Markowski, przewodniczący Prezydium Rady Języka Polskiego

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy