Pracownicy Igloopolu czekają na pieniądze - prasa

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 16-03-2006, 08:04

Pracownicy dębickiego "Igloopolu" od półtora roku nie otrzymują należnych im pieniędzy. Sama firma ma ponad 160 milionów złotych długu. Jeszcze do niedawna była spółką w upadłości. Ostatnio, ku ogólnemu zdumieniu, krakowski sąd zdecydował o zawieszeniu procesu upadłościowego. W efekcie firma powróciła do człowieka, którym interesuje się prokuratura - dziwią się "Super Nowości".

Pracownicy dębickiego "Igloopolu" od półtora roku nie otrzymują należnych im pieniędzy. Sama firma ma ponad 160 milionów złotych długu. Jeszcze do niedawna była spółką w upadłości. Ostatnio, ku ogólnemu zdumieniu, krakowski sąd zdecydował o zawieszeniu procesu upadłościowego. W efekcie firma powróciła do człowieka, którym interesuje się prokuratura - dziwią się "Super Nowości".

Dramat dębickiej Chłodni, niegdyś potentata na rynku przetwórczym, trwa od 2000 roku, gdy większość udziałów przejął krakowski przedsiębiorca Stanisław K., właściciel przeżywających poważne trudności zakładów "Zgoda" w Krakowie. Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie, na jakich zasadach główni udziałowcy: Skarb Państwa oraz Bank Gospodarki Żywnościowej pozbyli się swych udziałów.

K. zapłacił za firmę, której majątek wynosił co najmniej kilkanaście milionów złotych, zaledwie jedną ratę - 400 tys. zł. Mimo że pozostałych pieniędzy nie wpłacił, nadal pozostał właścicielem, zaś państwo o swoje pieniądze się nie upomniało.

Od momentu przejęcia przez K. firmy gwałtownie pogarszała się jej kondycja. Mimo że produkcja szła pełną parą, zaczynało brakować pieniędzy na płace, media. Teraz długi "Igloopolu" szacuje się na 160 mln zł. Zakład zalega 7 mln zł pracownikom i 3 mln zł rolnikom. W 2004 roku krakowski sąd ogłosił upadłość zakładu. Załoga rozpoczęła kilkumiesięczny strajk okupacyjny, żądając usunięcia K. i wypłaty zaległych wynagrodzeń. Do firmy wkroczył syndyk.

K. oprotestował jednak upadłość. Śledztwo w sprawie biznesmena podjęła prokuratura. Toczy się ono do dzisiaj. Niedawno krakowski sąd uznał jednak, że majątek firmy jest za mały do pokrycia zobowiązań i... dał przyzwolenie na powrót do zakładu dawnego właściciela, który pojawił się tu już pod nowym szyldem.

Irytacji nie ukrywają byli pracownicy firmy, którzy bezskutecznie czekają na swoje pieniądze.- Oboje z  żoną, po dwudziestu paru latach pracy, zostaliśmy bez niczego. Teraz gospodarujemy na czterech arach - mówi Zenon Wilk, długoletni pracownik "Igloopolu". Dodaje, że załoga, gdyby wiedziała, na jakich zasadach sprzedano K. zakład, sama by go wykupiła.

Jeszcze przed upadłością zaczęto wywozić z zakładu metalowe elementy na złom. Pracownicy szacują, że z "Igloopolu" wywieziono łącznie 200 ton chromoniklu i innych metali. Wywożono również część sprzętu produkcyjnego. Wcześniej podstawione spółki przejmowały znaki towarowe firmy, m.in. znaną i cenioną markę "flaków hetmańskich". Pracownicy są wściekli, tym bardziej że byli chętni na kupno zakładu po rynkowej cenie. Dziwnym trafem oferty poważnych firm były odrzucane. W środę w sądzie krakowskim odmówiono gazecie skomentowania sprawy. Telefony Stanisława K. milczały.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane