Prawa nieprawnicze, czyli jak się nie poddać prawu czasu

Conrad Wallenrodhe, adwokat w kancelarii Linklaters
27-06-2011, 00:00

Nieważne, czy należysz do osób, które wobec zbliżającego się piątku myślą tylko o tym, jakby tu przetrwać do poniedziałku, czy też już liczysz dni do zbliżającego się urlopu. W obydwu przypadkach spotkasz się z fenomenem względności czasu, jakże obrazowo ujętym w prawie Balaniego o względnej długości jednej minuty.

Odważę się stwierdzić, że czas jest najbardziej demokratycznym ze wszystkich zjawisk, gdyż biegnie jednakowo szybko (lub wolno) dla wszystkich — zarówno naszych czytelników, jak i dla tych, którzy wybrali inne formy aktywności.

A ponieważ nieubłaganie zbliżamy się do okresu urlopów, nasuwa się pytanie: czy to aż trzy tygodnie, czy tylko trzy? Jakakolwiek odpowiedź by padła, warto te aż/tylko trzy tygodnie spędzić kreatywnie, choćby próbując rozgryźć zadziwiającą kwestię czasu, np. dlaczego ta sama miesięczna pensja jest równie niewystarczająca w lutym, w którym przecież mamy na jej wydawanie zaledwie 28 dni, jak i w innych miesiącach?

Odpowiedzi na to pytanie możemy poszukać u znanego angielskiego profesora Cyrila Northcote Parkinsona, który w 1958 r. opublikował książkę "Prawo Parkinsona", o której dosłownie wszyscy słyszeli, a niektórzy nawet ją czytali. Już pierwsze zdanie tej niesamowitej publikacji formułuje znane wszystkim pierwsze "Prawo Parkinsona", a mianowicie "Im więcej czasu mamy na wykonanie jakieś pracy, tym więcej czasu nam ona zabiera" (tłumaczenie: Juliusz Kydryński). O ile bardzo zajęty biznesmen na wysłanie świątecznej pocztówki poświęci najwyżej trzy minuty, starsza pani na emeryturze, mająca cały dzień do dyspozycji, poświęci tej czynności większość swego czasu, długo rozważając wybór odpowiedniej kartki i życzeń.

Prawo to jest jednym z kilku sformułowanych przez prof. Parkinsona. Pierwotnie odnosić się miały do organizacji formalnych typu biurokratycznego, jednak dzięki swojej ogólności znajdują szerokie zastosowanie w życiu codziennym.

Jakkolwiek dylemat względności czasu nie był głównym celem trafnych sformułowań słynnego profesora, jest ich nieodłącznym elementem i głównym "bohaterem" trzeciego prawa Parkinsona, mojego ulubionego, zwanego "Prawem trywialności". Ogólnie ujmując, mówi ono, że czas przeznaczony na rozpatrywanie poszczególnych zagadnień jest odwrotnie proporcjonalny do ważności zagadnienia.

Możemy to zilustrować przykładem pewnej komisji finansów publicznych, która, wśród wielu punktów porządku obrad, miała podjąć dwie decyzje o akceptacji wydatków; pierwsza dotyczyła kilkuset milionów złotych na budowę reaktora atomowego, a druga paru tysięcy złotych na zadaszenie stojaków na rowery personelu.

Po długiej i burzliwej dyskusji, rozważeniu wszelkich za i przeciw, udało się osiągnąć consensus, że ta druga, jakże ważna inwestycja powinna się zamknąć kwotą… 2500 zł, a zadaszenie winno być raczej z blachy cynkowej, chyba że aluminium okazałoby się lepsze, co należały dalej zbadać. A co z tym reaktorem za kilkaset milionów? Ten też przegłosowano — w pięć minut…

Profesor Parkinson niewątpliwie natchnął swoimi naukowymi badaniami wielu do bystrzejszego obserwowania otaczającej nas rzeczywistości i ujmowania swoich spostrzeżeń w formie nierzadko żartobliwych lub ironicznych stwierdzeń. Te, w przeciwieństwie do naukowo wypracowanych praw Parkinsona, często opierały się na odczuciach i emocjach, zaczynały potem żyć własnym życiem pod zbiorową nazwą "Praw Murphy’ego". Nazwa wywodzi się od nazwiska amerykańskiego inżyniera, który w 1949 roku, rozgoryczony nieporadnością swojego asystenta, miał rzekomo stwierdzić, że jeśli istnieje ryzyko, iż ten facet może coś zepsuć, to na pewno to zepsuje.

Jednym z bardziej znanych praw Murphy’ego dotyczących czasu jest prawo Westheimera, według którego czas przewidziany na wykonanie określonej czynności należy pomnożyć przez dwa i przyjąć jednostkę o rząd wyższą. Inne, zwane popularnie "prawem drugiej kolejki", mówi, że "kolejka, w której ty stoisz, posuwa się wolniej od drugiej kolejki". I zaleca powściągliwość przed przejściem do szybszej kolejki. Automatycznie stanie się ona bowiem "kolejką, w której ty stoisz…"

No, ale jak to jest w końcu z tą lutową pensją? Dlaczego w 28 dni wydamy tyle samo co w 31? Na to pytanie odpowiada drugie prawo Parkinsona, według którego nasze wydatki za dany okres bardzo szybko dopasowują się do naszych dochodów osiąganych w tym samym czasie.

Pamiętajmy więc, że otaczająca nas rzeczywistość składa się z ogromu praw, z których wielu jeszcze nie sformułowano. A jedno z już sformułowanych brzmi: Masz prawo do wypoczynku, relaksu i… zapomnienia, czy to aż, czy tylko trzy tygodnie wolnego przed tobą. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Conrad Wallenrodhe, adwokat w kancelarii Linklaters

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Prawa nieprawnicze, czyli jak się nie poddać prawu czasu