Prawie przesądzony wynik czwartkowego głosowania nie zmniejszy niepewności na rynku

Internet Securities
opublikowano: 04-05-2005, 16:36

Wszystko wskazuje na to, że Sejm nie rozwiąże się w wyniku czwartkowego głosowania, co praktycznie przesądza, że terminem wyborów parlamentarnych będzie wrzesień. Pozostaje tylko pytanie – jak gabinet Marka Belki dotrwa do jesiennego terminu wyborów i jak to całe zamieszanie polityczne przełoży się na sytuację na rynkach finansowych.

Wszystko wskazuje na to, że Sejm nie rozwiąże się w wyniku czwartkowego głosowania, co praktycznie przesądza, że terminem wyborów parlamentarnych będzie wrzesień. Pozostaje tylko pytanie – jak gabinet Marka Belki dotrwa do jesiennego terminu wyborów i jak to całe zamieszanie polityczne przełoży się na sytuację na rynkach finansowych.

W czwartek w Sejmie odbędzie się debata nad projektami uchwał, złożonych z inicjatywy Prawa i Sprawiedliwości (PiS) oraz Ligi Polskich Rodzin (LPR), dotyczących samorozwiązania Sejmu.

Aby uchwała stała się ważna, potrzebnych jest 307 głosów. Wtedy, nie później niż 19 czerwca musiałyby odbyć się wybory parlamentarne, a wyłoniony z nich Sejm zebrałby się na początku lipca.

Do uzyskania 307 głosów za samorozwiązaniem potrzeba części posłów rządzącego i wciąż najliczniejszego (150 posłów) klubu Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD). Pod koniec stycznia Rada Krajowa SLD podjęła decyzję, że sojusz opowiada się za jesiennym terminem wyborów, połączonym z wyborami prezydenckimi i referendum w sprawie konstytucji Unii Europejskiej.

Choć przez tych kilka miesięcy zmieniły się okoliczności – na początku marca premier Marek Belka zapowiedział, że właśnie 5 maja złoży dymisję i wstąpi do nowej partii politycznej, tworzonej na bazie Unii Wolności – to z SLD ciągle było słychać głosy o niezmienności styczniowych postanowień. Opinię o „rozmiękczaniu” stanowiska SLD kilka tygodni temu wypowiedział nawet marszałek Sejmu z ramienia SLD – Włodzimierz Cimoszewicz.

Z wyliczeń prasowych wynika, że zwolennicy rozwiązania Sejmu i wiosennego terminu wyborów mogą liczyć na co najwyżej 250, w porywach do 280 głosów.

Za skróceniem kadencji będą głosować na pewno posłowie Platformy Obywatelskiej (56 posłów), Prawa i Sprawiedliwości (46 posłów), Polskiego Stronnictwa Ludowego (31 posłów), Samoobrony (30 posłów), Ligi Polskich Rodzin (25 posłów), oraz mniejsze koła poselskie – w sumie 21 posłów.

Daje to łącznie 249 posłów.

Przeciwny będzie SLD, ale nie zostanie wprowadzona dyscyplina klubowa. W środę wieczorem zbiera się prezydium klubu, które będzie zastanawiać się nad wprowadzeniem tego środka.

Wiadomo, że za samorozwiązaniem zagłosuje marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz. Zdaniem przedstawicieli SLD, posłowie zgłaszający chęć głosowania za wiosennymi wyborami są w mniejszości i jest ich zaledwie kilku. Przeciwko rozwiązaniu będzie głosować także Unia Pracy (12 posłów), a także Stronnictwo Gospodarcze Romana Jagielińskiego (11 posłów).

Nie wiadomo, jak zagłosuje 38 posłów niezrzeszonych, ale już z pobieżnych obliczeń wynika, że nie będą oni przysłowiowym języczkiem u wagi. Wszystko zatem wskazuje, że uchwała zostanie odrzucona.

BELKA SKŁADA DYMISJĘ I CO POTEM?

W środę premier Marek Belka po raz kolejny powtórzył, że złoży dymisję, prawdopodobnie dzień po głosowaniu sejmowym, niezależnie od decyzji parlamentu w kwestii samorozwiązania.

Nawet jeżeli tak się stanie, to prezydent Aleksander Kwaśniewski prawdopodobnie dymisji nie przyjmie, co sygnalizował już kilka razy, argumentując to m.in. tym, że rząd musi trwać, ze względu na odbywający się w połowie maja szczyt Rady Europy w Warszawie. Kwaśniewski przy każdej okazji powtarza także, że namawia premiera by ten wstrzymał się ze składaniem dymisji.

Nieprzyjęcie dymisji oznaczałoby w praktyce patową sytuację, bowiem z inicjatywy Sejmu możliwe byłoby jedynie niemożliwe do wykonania konstruktywne wotum nieufności wobec rządu, lub też ponowne głosowanie w sprawie samorozwiązania Sejmu.

Gdyby jednak prezydent dymisję przyjął, uruchomiłby się trzystopniowy mechanizm wyboru nowego rządu, tak jak było w przypadku powoływania rządu Belki w maju-czerwcu zeszłego roku.

Z okresów zapisanych w Konstytucji wynika, że procedura taka w przypadku braku wyłonienia gabinetu trwałaby ponad dwa miesiące, co oznacza, że prezydent skróciłby kadencję Sejmu dopiero w lipcu, a wybory odbyłyby się pod koniec sierpnia. A więc maksymalnie miesiąc wcześniej od terminu proponowanego przez SLD. Przez cały ten czas rządy sprawowałby gabinet Belki.

Ekonomiści są sceptyczni co do wiosennego terminu wyborów.

„Naszym zdaniem raczej większość z SLD zagłosuje przeciw samorozwiązaniu – posłowie opozycji muszą nazbierać 307 głosów, a to dość dużo i obstawiamy, że Sejm odrzuci uchwałę o samorozwiązaniu, a rząd poda się do dymisji. Biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi prezydenta, ta dymisja raczej nie zostanie od razu przyjęta” – powiedziała Agnieszka Decewicz, analityk Banku Pekao SA.

„Mogą być trzy scenariusze, gdy Belka poda się do dymisji – albo prezydent natychmiast przyjmuje dymisję, albo dymisję przyjmuje po 17 maja czyli po szczycie Rady Europy, lub w ogóle jej nie przyjmuje. Tylko w przypadku przyjęcia w trybie natychmiastowym i przy sprawnie przeprowadzonej ścieżce wyboru nowego rządu, która zakończy się fiaskiem, może dojść do tego, że wybory odbędą się wiosną. W każdym innym przypadku wybory będą jesienią” – dodała.

Zdaniem analityków rynków finansowych, inwestorzy już pogodzili się z tym, że wybory odbędą się jesienią.

„Praktycznie przesądzona decyzja Sejmu nie oznacza jednak spokoju na rynkach finansowych. Nadal nie wiadomo, jak potoczą się losy rządu, czy prezydent przyjmie dymisję i kiedy w końcu odbędą się wybory. Dlatego ciągle polityka będzie kładła się cieniem na kondycji złotego” – uważa Tomasz Zdyb, analityk Pekao SA.

Ciągle na rynek finansowy wpływ mają także inne informacje ze świata polityki, przede wszystkim kwestia referendum w sprawie konstytucji unijnej, podkreślił Zdyb.

Referendum w sprawie konstytucji unijnej we Francji ma odbyć się 29 maja, a ostatnio premier Marek Belka mówił, że ewentualne fiasko referendum może wywołać niestabilność na polskim rynku walutowym i może się łączyć z problemami z wejściem Polski do strefy euro.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Internet Securities

Polecane