Prawna burza nad importerem leku

  • Alina Treptow
opublikowano: 12-12-2012, 00:00

Niemiecki koncern farmaceutyczny wytoczył proces polskiej spółce Medicus, sprowadzającej równolegle jego lek

Importerzy leków nie należą do ulubieńców firm farmaceutycznych. Prawdopodobnie pierwszy raz w Polsce spór między nimi znajdzie finał na wokandzie. Katowicki sąd okręgowy zajmie się konfliktem między polską spółką Medicus a niemieckim koncernem farmaceutycznym Schulke & Mayr. Kością niezgody okazał się lek stosowany w profilaktyce i leczeniu ran, produkowany przez grupę zza Odry. Polska firma kupowała go w UE i w ramach importu równoległego sprzedawała w Polsce po niższej cenie. Schulke & Mayr zarzucił Medicusowi naruszenie znaku towarowego Octenisept (tak nazywa się lek).

— Import równoległy jest dozwolony na terenie UE, więc spółka powołała się na orzecznictwo europejskie, które dotyczyło naruszenia znaku towarowego, a dokładniej tzw. wyczerpania prawa z jego rejestracji. Firmy zajmujące się importem przepakowują leki w nowe, trochę zmienioneopakowania. A np. użycie danego brandu na nowym pudełku otwiera furtkę do wytoczenie tego typu sprawy — twierdzi Włodzimierz Januszkiewicz z kancelarii Send, reprezentujący interesy spółki Medicus. Zdaniem Włodzimierza Januszkiewicza, nie chodzi jednak o zmieniony znak towarowy, ale pozbycie się konkurenta. Producentom importerzy psują rynek i ich politykę cenową w poszczególnych krajach.

— Sprzedają leki po niższych cenach — mówi Włodzimierz Januszkiewicz. Niemcy odpierają zarzuty. Sylwester Bajerski, prezes Schulke Polska, tłumaczy, że spółka broni swoich praw.

— Złożenie pozwu w sprawie ochrony znaku towarowego nie jest sprzeczne z prawem i, co istotne, nie jest wymierzone przeciwko importowi równoległemu. Co więcej, to Medicus nie dopełnił wszystkich obowiązków, które musi spełnić dystrybutor, wprowadzający leki do obrotu — przekonuje Sylwester Bajerski. Chodzi m.in. o niedostarczenie przez importera niemieckiej grupie próbek farmaceutyku oraz wprowadzenie go do obrotu mimo jego sprzeciwu. Druga strona odpiera zarzuty, tłumacząc, że Schulke & Mayr nie miał podstaw prawnych do takich żądań.

Niemcy przytaczają przypadek z europejskiego podwórka. Chodzi o wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS), dotyczący pozwu producenta leków Boehringer Ingelheim. Wówczas właśnie poszło o zmienione opakowania i sąd uznał rację producenta. Tomasz Dzitko, założyciel Delfarmy, specjalizującej się w imporcie równoległym, twierdzi, że ETS wielokrotnie już rozstrzygał spory między producentami.

— Jego wyroki są pewnym drogowskazem, co i jak importer może robić. Jeśli wszystkie warunki zostały spełnione, producent nie ma podstaw sprzeciwić się importowi leków — mówi Tomasz Dzitko. Michał Pilkiewicz, szef polskiego oddziału IMS Health, nie słyszał o konflikcie.

— To prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy producent wytacza sprawę polskiemu importowi. Import równoległy jest zgodny z prawem i producenci nie mają jak i czym z nim walczyć. Na potęgę wjeżdżają do Polski m.in. aspiryna czy środki antykoncepcyjne — wymienia Michał Pilkiewicz.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

Papierek lakmusowy

SŁAWOMIR BERNACIAK

prezes InPharmu

Sprawa będzie swoistym precedenS sem, ponieważ do tej pory polskie sądy nie zajmowały się importem równoległym. Trudno przewidzieć, jaki będzie wyrok. Nie należy jednak zapomnieć o restrykcyjnych wymaganiach, które stawia się importerom. Dystrybutorzy muszą ich przestrzegać, ponieważ producenci patrzą im na ręce. W końcu import nie jest w ich interesie i zaburza ich politykę cenową w danym kraju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu