Prawo IV RP to ja

Jacek Zalewski
opublikowano: 15-05-2007, 00:00

Manipulowanie terminem ogłoszenia aktu prawnego nie jest praktyką w najnowszej historii Polski nieznaną, tyle że w III RP sprowadzała się ona wyłącznie do gwałtownego przyspieszania procedur. Opóźnianie nie zdarzyło się nigdy, dlatego wstrzymywanie przez Rządowe Centrum Legislacji (RCL) z politycznej woli premiera Jarosława Kaczyńskiego publikacji piątkowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego wyznacza nowe legislacyjne standardy — akurat na miarę IV RP.

W historii przyspieszeń najbardziej pamiętna i znacząca była publikacja zarządzenia prezydenta Lecha Wałęsy z 29 maja 1993 r. o rozwiązaniu parlamentu, wydrukowana w Monitorze Polskim nr 27 jeszcze tego samego dnia! Do bardziej subtelnej rozgrywki doszło w nocy z 20 na 21 marca 2001 r., kiedy to po cichym posiedzeniu Rady Ministrów pod wodzą Jerzego Buzka wydrukowano w środku nocy Dziennik Ustaw nr 20 z rozporządzeniem skreślającym Totalizator Sportowy z listy przedsiębiorstw o szczególnym znaczeniu dla gospodarki państwa — dzięki czemu minister Aldona Kamela- -Sowińska mogła wezwać na ósmą rano „niezatapialnego” prezesa Władysława Jamrożego, pokazać mu świeżo ogłoszone rozporządzenie i wyrzucić go ze

stanowiska bez proceduralnych więzów.

Przykładów gwałtownych przyspieszeń druku aktów prawnych przed 31 grudnia można przywołać dosłownie setki, dlatego obecne wypominanie ekipie PiS nadzwyczajnie szybkiego ogłoszenia ustawy radiowo-telewizyjnej ma sens jedynie moralny. Kiedyś premier Leszek Miller poprosił prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego o podpisanie od ręki całego pakietu pilnych ustaw, spóźnialsko ukończonych po Bożym Narodzeniu — i wszystkie zostały ogłoszone w sylwestra. Notabene 31 grudnia ukazują się czasem nawet trzy tomiska Dziennika Ustaw z przepisami wchodzącymi od 1 stycznia.

Po raz pierwszy w legislacyjnych dziejach nie tylko Polski, ale pewnie też Europy, mamy obecnie do czynienia z przypadkiem, gdy nieformalne, ale bezdyskusyjne polecenie szefa władzy wykonawczej o przetrzymaniu poza datę 15 maja publikacji wyroku władzy sądowniczej jest decyzją realnie stanowiącą prawo, czyli jednoosobowo zastępującą władzę ustawodawczą! Twórca klasycznego trójpodziału Charles de Montesquieu naprawdę się w grobie przewraca.

Obiektywnie trzeba przypomnieć, że okres publikacji zwyczajnych wyroków Trybunału Konstytucyjnego wynosi od 5 do 9 dni — i w tym znaczeniu RCL nie przekracza normy, spychając do kolejki niezwyczajny wyrok z 12 maja. Jednak w związku z bardzo skomplikowanymi następstwami prawnymi daty jego ogłoszenia, premier już w piątek wieczorem zobowiązany był ogłosić alarm dla RCL, które do pracy w ekstremalnych sytuacjach jest przyzwyczajone od lat i które bez problemów zdążyłoby z publikacją do 15 maja. No tak, ale do podjęcia takiej decyzji konieczna jest ponadpartyjna odpowiedzialność za system prawny Rzeczypospolitej — takiej zwyczajnej, Polskiej, bez numeru.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy