Prawo znów przegrało, politycy nie wygrali

Adam Sofuł
15-11-2006, 00:00

Powoli opada kurz samorządowej kampanii wyborczej (chociaż czeka nas jeszcze jedna, zapewne emocjonująca, runda). Warto jednak sięgnąć do początków tegorocznej bitwy o samorządy. Przypomnijmy, że w tych wyborach po raz pierwszy obowiązywał wprowadzony pośród politycznego zgiełku i w trybie nagłym zapis umożliwiający blokowanie list wyborczych. Według deklaracji pomysłodawców tego rozwiązania miało to ułatwić wyłonienie w wyborach stabilnej większości, która umożliwiałaby sprawniejsze rządy. Udało się? Chyba nie do końca. Wyniki wyborów nie wskazują, by blokowanie ułatwiło tworzenie koalicji w samorządach. Co najśmieszniejsze, wyborcy — jak na złość — znowu wskazali na zwaśnione Prawo i Sprawiedliwość oraz Platformę Obywatelską jako zwycięzców, którzy powinni się ze sobą porozumieć. Cała nadzieja w tym, że mimo sporów na górze, na szczeblu lokalnym takie porozumienie nie jest niemożliwe.

Nie wypaliła też polityczna kalkulacja pomysłodawców blokowania list, a była ona aż nadto czytelna. Intencją zmian było zapewnienie rządzącej w Sejmie koalicji władzy także na szczeblu lokalnym. I znowu nie wyszło, a to już nie pierwszy raz. Czwarta Rzeczpospolita przejęła po Trzeciej niezbyt chlubną tradycję dostosowywania prawa do bieżącej sytuacji politycznej. Polscy politycy nie stosują prawa, a raczej go używają. Nie wczytują się w przepisy prawa, lecz z upodobaniem oddają się ich przerabianiu. Wszystkie dotychczasowe wybory do Sejmu odbywały się według innej ordynacji. I nie chodziło bynajmniej o jej ulepszenie. By nie cofać się daleko, warto przypomnieć 2001 rok. Wówczas AWS i UW, które wtedy szły w rozsypkę i nie miały szans na wyborcze zwycięstwo, zdołały rzutem na taśmę przeforsować zmianę sposobu liczenia głosów z d’Hondta (preferującej większe ugrupowania) na Saint-League’a (sprzyjającego średnim partiom). Udało się w ten sposób ograniczyć rozmiary wyborczego zwycięstwa SLD. Sojusz jednak wykazał się nadmiernym optymizmem i zaraz po objęciu władzy wrócił do d’Hondta. I tak właśnie liczono głosy w ostatnich wyborach parlamentarnych przed rokiem.

Można przy tej okazji wspomnieć, że liderom AWS i UW, którzy już wówczas byli w przodujących w sondażach PO i PiS, metoda d’Hondta przestała przeszkadzać, mimo że cztery lata wcześniej niektórzy z nich (m.in. Jarosław Kaczyński) skarżyli ją do Trybunału Konstytucyjnego jako sprzeczną z konstytucją. Czego zresztą wymagać od ordynacji, skoro konstytucja staje się przedmiotem doraźnej gry politycznej. Przypomnijmy, że mała konstytucja była tworzona pod ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę (to z tamtego okresu wzięło się pojęcie resortów prezydenckich), a gdy poczynania Wałęsy zaczęły budzić niepokój, następna konstytucja była tworzona już przeciwko niemu i podczas prac w komisji konstytucyjnej pozbawiano prezydenta kolejnych uprawnień. Ale tylko do czasu, kiedy Wałęsa przestał być prezydentem, bo wówczas okazało się, że głowa państwa wybierana w wyborach powszechnych powinna mieć jednak trochę władzy.

Żadna z tych zmian w prawie nie przyniosła spodziewanych przez projektodawców rezultatów — ani nie pomogła zrealizować werbalnych deklaracji stabilizacji politycznej i sprawniejszych rządów, ani nie dała forsującym je ugrupowaniom spodziewanych profitów politycznych czy wyborczych. To nie tylko problem konstytucji czy ordynacji. Zależnie od nastroju chwili i doraźnych potrzeb co chwila zmienia się prawo podatkowe, gospodarcze itp. Dlatego mamy do polityków serdeczną prośbę — zanim zaczniecie grzebać w prawie, najpierw spróbujcie stosować obecne. W polskim systemie prawnym przestaje już obowiązywać zasada, że lepsze jest wrogiem dobrego, bo dobrego prawa mamy coraz mniej. Można za to zaobserwować funkcjonowanie prawa Kopernika-Greshama — gorsza moneta wypiera dobrą. I tak jest z naszym prawem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Prawo znów przegrało, politycy nie wygrali