Prezes Arterii ubierze elity, uszyje w Neapolu

Karol Jedliński
opublikowano: 11-04-2011, 00:00

Wojciech Bieńkowski i Andrzej Knigawka do pomocy wzięli fachowców z grupy Jerzego Mazgaja.

Znani menedżerowie finansują własną luksusową markę odzieży

Wojciech Bieńkowski i Andrzej Knigawka do pomocy wzięli fachowców z grupy Jerzego Mazgaja.

Na co dzień — menedżerowie w świetnie skrojonych garniturach. W biznesowym światku zna ich każdy, a oni znają każdego. Czyli kto? Wojciech Bieńkowski, prezes i udziałowiec giełdowej Arterii, oraz Andrzej Knigawka, szef analityków w ING Securities. Co łączy obu panów? Zamiłowanie do neapolitańskiego stylu.

Zaangażowali swój kapitał i wiedzę w spółkę zajmującą się doradztwem i sprzedażą ekskluzywnych ubrań szytych w jednej z najlepszych włoskich manufaktur z Neapolu. W tym roku Balthazar, bo tak nazywa się działająca od listopada firma, ma zarobić na siebie i dać 2 mln zł przychodów.

Desant z Zegni

Nowy biznes rozkręca dwóch speców z branży ekskluzywnej odzieży. Wojciech Oracz i Sebastian Piskała pracowali m.in. u Jerzego Mazgaja, szefa Almy i Paradise Group. Opiekowali się salonami Bossa, jak i Ermenegildo Zegna. Wśród ich klientów byli znani i bogaci. Donald Tusk do dziś nosi garnitury Zegni.

— Proszę, żeby mnie w ten biznes nie mieszać za bardzo, bo tak naprawdę operacyjnie zajmuje się nim moja żona Magda. Ja jestem ciałem doradczym — zastrzega Wojciech Bieńkowski, jakby nie było prezes Balthazara.

Ubrany jest w gustowny klubowy komplet prosto z Neapolu, szyty na miarę z jednej z 5 tys. tkanin oferowanych przez Balthazara. Koszt? Pewnie dobre kilka tysięcy złotych. Poczucie, że jest się najlepiej ubranym facetem — bezcenne.

— Balthazar ma być początkiem do czegoś większego: planujemy wprowadzić ofertę dla kobiet, rozważam założenie butiku. Myślimy, jak bogatym ludziom przez nas skuszonym zaoferować więcej usług — przekonuje Magdalena Lidak-Bieńkowska.

— Od wielu lat analizuję rynki oraz ryzyko i uważam, że ten biznes ma duże szanse szybko wyjść poza ubrania. Może też zainteresować rynek kapitałowy, jako że wraz z Wojtkiem mamy duże kompetencje w tej dziedzinie — dodaje Andrzej Knigawka.

Promocja u Blasich

Sartoria Partenopea, podwykonawca Balthazara, od ponad 100 lat jest w rękach rodziny Blasi. Szyje kolekcje na zamówienie dla firm mających butiki w prestiżowych miejscach, takich jak Nowy Jork czy Tokio.

— Dla nas zrobili wyjątek. Trafiliśmy w czas, gdy w branży wciąż jest kryzys, no i pojechaliśmy do Neapolu z naszymi specami od mody. Dogadaliśmy się w jeden dzień — mówi Wojciech Bieńkowski.

Mauro Blasi, syn seniora Blasiego, zarządzający neapolitańską manufakturą, przyznaje, że początkowo patrzył na Polaków z dystansem.

— Zastanawialiśmy się, po co się do nas pchają. Myślałem, że nie mają pojęcia, do czego startują. Teraz codziennie rano mamy od nich 2-3 zamówienia — zaznacza Mauro Blasi.

Najdroższe garnitury na zamówienie w Balthazarze kosztują zwykle około 10 tys. zł. Najtańsze — około 5 tys. zł. Koszule to wydatek rzędu 400-700 zł. Dużo? Znane marki liczą sobie za taką usługę dużo więcej, a i tak chętnych na nią nie brakuje.

okiem eksperta

Nie ma marki, nie ma skali

Jerzy Mazgaj, właściciel Paradise Group, prowadzącej m.in. salony marek Armani, Kenzo i Zegna

Ten biznes nie ma większych szans na wyjście poza firmę kilkuosobową. To niszowy biznes typu marketingu bezpośredniego. Na pewno moi byli pracownicy mają dużą bazę dobrych klientów, z których część są w stanie namówić do wypróbowania garderoby spod nowej marki. Jednak na dłuższą metę liczy się właśnie marka. Może być świetna jakość, dobra cena, ale jeśli nie ma silnej marki, to nie ma tej magii, która przyciąga klientów na dłużej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy