Prezesi mogą spać spokojnie

Agnieszka Berger
opublikowano: 19-01-2011, 00:00

Za tydzień rady nadzorcze megaspółek skarbu otworzą konkursy na zarządy. Miotła będzie raczej bezrobotna.

Minister skarbu, nie czekając na ustawę, ujednolica zasady wyboru kluczowych menedżerów, a rady ich chwalą

Za tydzień rady nadzorcze megaspółek skarbu otworzą konkursy na zarządy. Miotła będzie raczej bezrobotna.

PKO BP, PZU, PKN Orlen, PGE — w tych kontrolowanych przez skarb państwa megaspółkach wkrótce ruszą konkursy na nowe zarządy. We wszystkich kadencja kończy się w tym roku, choć w różnych terminach. Według nieoficjalnych informacji, jakie uzyskał "Puls Biznesu", minister skarbu chce, żeby rady nadzorcze megaspółek odbyły posiedzenia tego samego dnia — 26 stycznia. Mają na nich zdecydować o harmonogramie i zasadach konkursów. Powinna to być czysta formalność, bo reguły mają być wszędzie jednolite. Ministerstwo przygotowało dla rad instrukcję, jak zorganizować wybór nowych menedżerów.

— Słyszałem o ujednoliceniu zasad w największych spółkach, w których skarb państwa ma znaczący udział. Nasza rada rzeczywiście zbierze się 26 stycznia — potwierdza informacje "PB" Leszek Pawłowicz, przedstawiciel inwestorów finansowych w radzie nadzorczej Orlenu.

Na końcówkę stycznia zapowiada też posiedzenie rady PKO BP jej przewodniczący Cezary Banasiński.

— Termin składania ofert wyznaczymy prawdopodobnie na przełom lutego i marca, po zakończeniu okresu urlopowego, żeby nie ograniczać grona potencjalnych kandydatów — mówi szef rady PKO BP.

Konkurencję wymiotło

Choć zbiorowe wiosenne porządki w zarządach spółek skarbu robią wrażenie rewolucji, tak naprawdę wcale nie musi dojść do wielkiej zmiany warty. Przynajmniej część obecnych menedżerów cieszy się zaufaniem i dobrą opinią organów nadzorczych, co oznacza poważne szanse na reelekcję. Precedens już był. Niedawno "nowy" zarząd wybrała rada nadzorcza PGNiG. Dawny skład utrzymał stanowiska, bo nadzorcy są z niego zadowoleni. Konkurs nie cieszył się zresztą wielkim zainteresowaniem — podczas procedury rada odrzuciła tylko dwie zewnętrzne oferty, w tym jedną z przyczyn formalnych.

— Na przygotowanie aplikacji daliśmy kandydatom dwa tygodnie. Media nagłaśniały wybór nowego zarządu. Każdy sam ocenia swoje szanse. Być może potencjalni zainteresowani uznali, że temu wyzwaniu nie sprostają — tłumaczy małe zainteresowanie konkursem Stanisław Rychlicki, szef RN PGNiG.

Mimo to rada spółki gazowej jest zadowolona z wyników postępowania, bo nowy-stary zarząd jej się podoba.

— Od 2000 do 2008 r. PGNiG miało wiele zarządów, co nie służyło spółce. Nie mogła się doczekać strategii, bo kolejni menedżerowie tłumaczyli się, że nie zdążyli jej opracować. Obecny zarząd nie tylko przygotował strategię, ale też zaczął ją realizować. Zajął się rozbudową podziemnych magazynów gazu, połączeń transgranicznych, dokończył negocjacje z Rosją z dobrym skutkiem, biorąc pod uwagę warunki, w jakich trzeba było je prowadzić. Gdybyśmy uważali, że ten zarząd nie jest dobry dla spółki, nie wybralibyśmy go jednogłośnie. Mogliśmy przecież powtórzyć konkurs — komentuje przewodniczący.

Są piękni bez liftingu

Podobny schemat ma szansę powtórzyć się w innych megaspółkach. Pod pozytywną oceną dla obecnego zarządu PKO BP podpisuje się Cezary Banasiński. Jego zdaniem, pogłoski o tym, że oczekiwanie na decyzje personalne rady dezorganizuje działalność zarządu, który już stroszy piórka do konkursu piękności, są bezpodstawne.

— Ten zarząd z pewnością nie musi się upiększać, ani obawiać rozgrywek personalnych, bo rada ma o nim jak najlepszą opinię. To, że jest dobry, widać po wynikach. Przygotowania do konkursu nie mają wpływu na funkcjonowanie spółki i nie trzeba się z nimi nadmiernie spieszyć. Zamiast jak najszybciej, trzeba ten konkurs przeprowadzić jak najlepiej — uważa szef rady PKO BP.

Ociepliło się w Orlenie

Na wysoką notę rady, która może przełożyć się na decyzje personalne, ma szansę również zarząd Orlenu. Nieoficjalnie mówiło się, że jego stosunki z radą nadzorczą, choć w przeszłości bywały napięte, uległy ostatnio poprawie, czego przejawem miała być akceptacja — właściwie bez zastrzeżeń — budżetu spółki na 2011 r.

— Zarząd powinno się oceniać na podstawie wyników, które za kadencji obecnych menedżerów zdecydowanie się poprawiły. Przede wszystkim zaś poprawiło bezpieczeństwo inwestorów, bo dźwignia finansowa znacznie się obniżyła — ocenia Leszek Pawłowicz.

Będą nowe twarze

W niektórych megaspółkach po konkursach zarządy mogą być szersze niż obecnie. Tak może się stać w PZU i PGE.

— Obecnie w spółce trwa twórcza dyskusja o tym, jaki powinien być docelowy kształt zarządu, żeby odpowiadał światowym standardom, a jednocześnie był dostosowany do podziału kompetencji między głównych menedżerów — mówi Marzena Piszczek, szefowa RN PZU.

Przynajmniej jeden nowy menedżer pojawi się również prawdopodobnie w zarządzie PGE. Jeszcze niedawno, bezpośrednio po nieoczekiwanym odwołaniu Wojciecha Topolnickiego, wiceprezesa spółki odpowiedzialnego za finanse, przewodniczący rady Marcin Zieliński zastanawiał się, czy warto obsadzać wakat przed nieodległym końcem kadencji całego zarządu. Wygląda na to, że decyzja właściciela o równoległych konkursach w megaspółkach rozwiała te wątpliwości, choć posiedzenie rady PGE na razie nie zostało zwołane, bo jej przewodniczący towarzyszy ministrowi skarbu w podróży do Chin.

PGE to kolejna spółka, której zarząd cieszy się dobrą opinią rady, choć nie umknęły jej uwagi ostatnie wpadki — nieudana sprzedaż Exatela i niedoszłe przejęcie Energi.

— Wydarzenia ostatnich tygodni to rzeczywiście rysy na tym wizerunku, ale generalnie rada ocenia zarząd grupy pozytywnie — mówi Maciej Bałtowski z RN PGE.

Kamil Kliszcz, analityk DI BRE Banku, o PKN Orlen i PGE

Ważna jest ciągłość zarządzania

W tak dużych koncernach, jak PKN Orlen i PGE, ciągłość w zarządzaniu jest wskazana, bo tu oprócz bieżących, doraźnych działań istotne jest także podejście systemowe i realizacja strategicznych celów, które mają horyzont wieloletni. Przez wiele lat tej ciągłości nie było, co najbardziej bolesne konsekwencje miało na poziomie mniej spektakularnych przedsięwzięć, gdzie zmiany we władzach powodowały opóźnienia i problemy decyzyjne.

Status quo w Orlenie byłoby dobrym sygnałem, bo zarząd dobrze przeprowadził spółkę przez okres kryzysu i przygotował ją na okres lepszej koniunktury. W przypadku PGE horyzont czasowy do oceny zarządu jest zbyt krótki, bo największe wyzwania — m.in. restrukturyzacja i inwestycje — dopiero przed firmą.

Tomasz Bursa, analityk Ipopemy, o PKO BP i PZU

Rynek nie spodziewa się żadnych zmian

W przypadku spółek, w których karty rozdaje skarb państwa, najważniejsze jest, by konkursy do zarządów przebiegały sprawnie i żeby były to procesy transparentne. Jeśli resort zamierza trzymać się klarownych norm przy wyborze władz spółek, to trzeba się z tego cieszyć.

Myślę, że rynek nie spodziewa się żadnych zmian w PKO BP i PZU. Zarząd banku zaprezentował strategię, która jest teraz konsekwentnie realizowana. W PZU zarząd dobrze odnalazł się w sytuacji, w której trzeba było ostatecznie rozwiązać konflikt na linii skarb państwa — Eureko. W drugim ważnym obszarze — restrukturyzacji kosztowej — na efekty i wystawienie oceny menedżerom trzeba będzie poczekać do 2012 r.

Aleksander Grad o zasadach nadzoru właścicielskiego*

"PB": Ludzie biznesu pytani, co ten Grad dobrego zrobił, często zwracają uwagę, że za sterem w spółkach z udziałem skarbu państwa stoją teraz menedżerowie.

AG: Miło to słyszeć, ale od zarzutu prywaty i stosowania klucza politycznego odetniemy się definitywnie dopiero po wejściu w życie nowej ustawy o nadzorze właścicielskim, która jest już w Sejmie. Dopiero ta ustawa zbuduje docelowy model nadzoru nad grupą najważniejszych spółek, które przez długie lata pozostaną w domenie państwa.

"PB": Mimo to już teraz rynek jest przyjemnie zaskoczony, że w wielu dużych państwowych spółkach jest ciągłość zarządzania. Menedżerowie założyli sobie jakieś strategie, starają się je realizować, są rozliczani, a spółki mają się dobrze.

AG: Przez rok byłem wyśmiewany za wprowadzenie otwartych konkursów do rad nadzorczych. Słyszałem, że to fikcja i nikt nie traktuje tego poważnie. A to są właśnie owoce. Może czasem się nie udaje i ktoś się prześlizgnie, ale obowiązuje generalna zasada — niech rynek weryfikuje. Nikt mi nie wierzy, ale ja naprawdę staram się zachowywać jak prezes gigantycznej korporacji, a nie urzędnik, który podejmuje decyzje w wymiarze administracyjnym czy czysto personalnym. Jeżeli mamy mówić o decyzjach biznesowych, to rada nadzorcza powinna obsadzać spółkę kompetentnymi prezesami, nawet jeśli osobiście mi się ktoś nie podoba, bo np. ma paskudny charakter. Liczy się to, czy ma efekty. Od trzech lat staram się też wprowadzać pewne standardy w zarządzaniu państwowymi spółkami. Od menedżerów oczekuję samodzielności w podejmowaniu decyzji, a nie konsultowania się z właścicielem w każdej sprawie. Nie toleruję również nieuzasadnionego kreowania się menedżerów w mediach poprzez promowanie przedsięwzięć, których spółka jeszcze nawet nie rozpoczęła. Jeśli szef dużej spółki rozmawia z dziennikarzami, to dlatego, że ma coś konkretnego do powiedzenia, a nie po to, żeby pracować na swój wizerunek. Namawiam też rady nadzorcze do przeprowadzania konkursów na zarządy w spółkach, w których kończy się kadencja, z dużym wyprzedzeniem. To, kto będzie zarządzał firmą, powinno być jasne już na dwa miesiące przed terminem. Tak postępuje się w prywatnym biznesie. Szczególnie spółki publiczne nie powinny zaskakiwać rynku takimi decyzjami. To wszystko wymaga zmiany mentalności każdej ze stron, ale konsekwentne działania powoli przynoszą efekty. *Fragment wywiadu,

który ukazał się w "PB" 31.12.2010

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane