Prime Food kusi świńska nisza

Mięsny gigant eksperymentuje z produkcją wieprzowiny bez użycia GMO i antybiotyków. Polski rynek dopiero do tego dojrzewa

Duńska firma Prime Food, która ma zakład produkcyjny w pomorskim Przechlewie, sonduje polski popyt na mięso świń karmionych paszą niezawierającą składników modyfikowanych genetycznie i nie leczonych antybiotykami.

W GRUPIE RAŹNIEJ: Przetwórcza firma Prime Food, którą zarządza Paweł Nowak, to jedna z pięciu spółek duńskiej grupy Axzon. W Polsce Duńczycy mają jeszcze Poldanora, zajmującego się hodowlą trzody chlewnej.
Zobacz więcej

W GRUPIE RAŹNIEJ: Przetwórcza firma Prime Food, którą zarządza Paweł Nowak, to jedna z pięciu spółek duńskiej grupy Axzon. W Polsce Duńczycy mają jeszcze Poldanora, zajmującego się hodowlą trzody chlewnej. Łukasz Głowala

Mięsny eksperyment

— Mamy w grupie cały łańcuch produkcyjny — od pola do stołu — więc jesteśmy w stanie w pełni kontrolować, co się dzieje z trzodą chlewną. Produkcję tego typu rozpoczęliśmy z myślą o rynku amerykańskim. W USA od około trzech lat panuje duże poruszenie na rynku produktów mięsnych wytworzonych bez użycia antybiotyków, więc odpowiedzieliśmy na ten trend. Widać go również w Europie Zachodniej, choć jeszcze na mniejszą skalę. Polska dopiero do tego dojrzewa. Rozmawiamy z naszymi największymi odbiorcami w kraju, na razie sprzedajemy takie mięso w sklepie firmowym i kilku sklepach internetowych — mówi Paweł Nowak, prezes Prime Food.

Zarządzana przez niego spółka to część duńskiej grupy Axzon. W Polsce Duńczycy mają dwie firmy — przetwórczą Prime Food i hodowlaną Poldanor. Produkują też w Danii i na Ukrainie, ale to polskie zakłady zaopatrują wszystkich klientów grupy, głównie z USA, w wieprzowinę wytworzoną bez GMO i antybiotyków. To tylko jedna z gałęzi biznesu spółki. W sumie eksport odpowiada za około 20 proc. przychodów Prime Food, które w zeszłym roku sięgnęły 450 mln zł. Spółka zatrudnia u nas 750 osób.

— Z roku na rok udaje nam się rosnąć o około 15-20 proc., co oznacza, że w perspektywie najbliższych pięciu lat musimy podwoić moce produkcyjne. To wydatki rzędu 100 mln zł — mówi Paweł Nowak.

W ubiegłym roku spółka zainwestowała ponad 30 mln zł w nową halę produkcyjną do pakowania świeżego mięsa, które generuje większość jej obrotów. Pakowanie w modyfikowanej atmosferze oznaczało rewolucję dla branży rybnej i pozwoliło znacznie zwiększyć dostępność produktów, m.in. dzięki dyskontom. Na tej technologii skorzystali również producenci mięsa.

— Po raz pierwszy wypuściliśmy na rynek tak zapakowany produkt w 2001 r., ale wtedy się nie przyjął, było na to za wcześnie. Teraz to coraz powszechniejszy sposób pakowania mięsa, bo sposób zakupu też mocno się zmienia — rośnie w kanale nowoczesnym [czyli supermarketach, dyskontach itp.] i u małych, lokalnych rzeźników. Najtrudniej jest dzisiaj tym, którzy są pośrodku — sklepom handlującym mięsem, hurtowniom itp. Dziś mniej niż połowa rynku to mięso pakowane [nie tylko w modyfikowanej atmosferze — red.], docelowo jego udział sięgnie nawet 90 proc. Dla kolejnych pokoleń kupowanie przez internet będzie oczywistym wyborem, jest tu więc przestrzeń dla mięsa pakowanego — uważa Paweł Nowak.

Śladem kurczaków

Zdaniem prezesa, producenci wieprzowiny mają jeszcze w Polsce sporo do ugrania.

— Wieprzowina miała przez ostatnie lata najgorszy PR ze wszystkich mięs, a konsumpcja nie rosła. W tym czasie zyskiwał drób. W związku z ASF kuleje również eksport mięsa wieprzowego. Branża ma więc dużo do zrobienia — i na rynku krajowym, i na eksportowym. Szanse, które producenci drobiu już wykorzystali, są ciągle przed nami — twierdzi Paweł Nowak.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Potrzebny przełom

ARTUR WĘGŁOWSKI, dyrektor zarządzający Farmio

Pojawienie się gracza oferującego wieprzowinę wyprodukowaną bez używania pasz z GMO i antybiotyków, to dla nas świetna wiadomość. To dla nas potencjalny dostawca surowca do produkcji wędlin, o które chcemy poszerzyć portfolio. Nie spodziewam się wielu naśladowców. Produkcja z wyeliminowaniem antybiotyków jest trudna i kosztowna — gdy stado choruje, jest leczone, więc już nie trafia do sprzedaży po tym szyldem. Przełomem dla tego segmentu byłaby duża ogólnopolska kampania promocyjna, informująca o takiej produkcji. Ktoś musi ją w końcu przeprowadzić. Czy będziemy to my? Prace trwają.

Wyróżnik a norma

Głośno o eliminacji pasz GMO z procesu produkcji zrobiło się w 2014 r., gdy start- -up Farmio (stworzony przez Roberta Niewiadomskiego, współtwórcę Agros-Novy) pojawił się na rynku z jajami „bez GMO”, czyli od kur karmionych paszą niezawierającą modyfikowanych genetycznie składników. Wkrótce do jaj dołożył kurczaka, nie tylko „bez GMO”, ale również „bez antybiotyków”. Wywołało to głośne protesty producentów drobiu, przekonujących, że każde dopuszczone na rynek mięso drobiowe jest bezpieczne i nienaszpikowane antybiotykami, a Farmio niepotrzebnie straszy konsumentów. Farmio ripostowało, że prawo dopuszcza pewne minimalne stężenia pozostałości po antybiotykach, bo chorujące zwierzęta są leczone i poddawane karencji. Całkowita rezygnacja z antybiotyków w procesie produkcji jest więc wyróżnikiem.

Coraz dłuższa lista

Ostatnio do trendu bez modyfikacji genetycznych tłumnie dołączają mleczarze. Mleko i serki na mleku od tak karmionych krów pokazała w zeszłym roku OSM Piątnica, zaznaczając, że odpowiada na potrzeby konsumentów, ale brak GMO nie ma znaczenia dla produktu (karmienie krów taką czy inną paszą go nie zmienia, gdyż modyfikacje nie przenoszą się na mleko). W tym roku do grupy dołączą kolejni mleczarscy giganci — Mlekpol, znany m.in. z Łaciatego, i Spomlek, wytwórca m.in. serów Serenada. Podobne zmiany, choć jeszcze nie teraz, planuje Polmlek.

Dobra wola, a nie obowiązek

Pasze z soją modyfikowaną genetycznie (a dokładnie ze śrutą sojową) to, zdaniem branży mięsnej i ekspertów, konieczność. Soi bez modyfikacji produkuje się na całym świecie 5 mln ton, a z modyfikacjami — 337 mln ton. Nie sposób więc przestawić całego biznesu na pasze bez modyfikacji. Zakaz stosowania GMO w paszach dyskutowany jest w Polsce od lat (nie ma go w krajach UE) i od lat termin jest przesuwany — miał obowiązywać od 2010 r., a później od 2013, 2017, 2019 i 2021 r. Ostatnia wersja to powrót do 2019 r. Zainteresowani producenci przekonują jednak, że pogrąży sektor, który nie będzie w stanie wykarmić zwierząt, a jeśli mu się uda, to niewyobrażalnym kosztem, więc rodzima produkcja odda pole importowi. Brak GMO ma sens tylko wtedy, gdy stanowi niewielką częścią biznesu i służy zaopatrzeniu ograniczonej grupy konsumentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu